piątek, 21 lutego 2014

29.


" [...] Miłość cierpliwa jest...[...]
Wszystko znosi,wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,wszystko przetrzyma,Miłość nigdy nie ustaje [...]"




        Przez jej myśli właśnie przebiegło stado gazeli. Nie skupiała się za bardzo na drodze, bardziej interesowało ją to, co zobaczy ku jej końcu. Jej serce biło jak oszalałe i to w cale nie z powodu tego, że spokojnie mogłaby się ścigać teraz z Harrym, który leciałby na Nimbusie 2001, a ona by biegła, wszystko to było z podekscytowania. Strach ogarnął ją dopiero, gdy wbiegły do zamku, jak poczuła przyjemny dreszcz na plecach od chłodu i jak wszystkie wspomnienia wróciły. Zatrzymała się nagle wyrywając dłoń z ujęcia Rudej. Oparła się o ścianę i zamknęła oczy, widząc jakby pokaz wszystkich chwil jej życia, które zapamiętała.
- Herm, źle się czujesz? - Usłyszała gdzieś z daleka. Pokiwała głową na boki, czując jak jej oczy robią się mokre. To wcale nie były te dobre wspomnienia, tylko złe. Wszystkie chwile, kiedy przez niego płakała i cierpiała. Z całej siły starała się je wyrzucić z głowy, ale wracały jak bumerang.
- Nie myśl o tym - usłyszała głos Ginny i otworzyła oczy. Przyjaciółka stała przed nią z zatroskaną miną - to minęło Miona nie ma, co wspominać - szepnęła, a Hermionie zrobiło się cieplej na sercu. Wiedziała, że pytanie skąd wiedziała, o czym myśli, będzie bardzo nie na miejscu, więc jedynie wzięła głęboki wdech i pokiwała głową.
- Masz rację, przepraszam - szepnęła i otarła szybko łzy. Już nieco wolniejszym krokiem ruszyły w kierunku dziedzińca. Granger podgryzała nerwowo wargę, i co chwila poprawiała włosy. Ruda widząc zachowanie przyjaciółki jedynie chichotała pod nosem. Gdy doszły wreszcie na świeże powietrze, brązowowłosa zaczęła się nerwowo rozglądać po wszystkich. Minęła ją grupka dziewcząt z Ravenclawu, jakieś małe dzieci przebiegły jej obok kolan, gdzieś tam siedziała całująca się para, trochę dalej stała większa grupka Ślizgonów, nieco bliżej Puchoni..
.zaraz... Hermiona wróciła wzrokiem do domowników Węża i serce stanęło jej na moment. Stał tam, dokładnie taki jak go zapamiętała. Noszolancko opierał się o jedną z kolumn, dłonie trzymał w kieszeni czarnych spodni, biała koszula była lekko rozpięta, a zielono srebrny krawat Slytherinu zwisał luźno na szyi. Pikowaną puchową kurtkę miał jedynie zarzuconą, a włosy jak zwykle zmierzwione. Uśmiechał się właśnie do jednej z dziewcząt, co wywołało u Hermiony dziwne ukłucie w okolicach serca. Nagle jej boski widok, został przysłonięty czyjąś posturą. Podniosła nieco wyżej wzrok i ujrzała zadowoloną buźkę Zabiniego.
- Nasza zguba się odnalazła! - Zawołał wesoło.
- No bardzo śmieszne - odparła oburzona Hermiona, starając się zobaczyć, co właśnie robi Smok z dziewczętami.
- Nie martw się, czeka tylko na ciebie - zachichotał Blaise, widząc zachowanie Gryfonki. Spojrzała na niego morderczym wzrokiem, a od swojej dziewczyny dostał sójkę w bok. Nie mógł już patrzeć na zazdrosny wzrok swojej przyjaciółki, dlatego odwrócił się z uśmiechem i włożył dwa palce do ust, gwizdając głośno. Hermiona podskoczyła wystraszona, a na całym dziedzińcu zapanowała cisza, a oczy wszystkich zwróciły się na Ślizgona.
- O to twój kopciuszek! - Zawołał Diabeł, a Malfoy właśnie w tym momencie spojrzał na stojącą Hermionę. Miała zaróżowione policzki, rozwiane i poplątane brązowe włosy, niedbale zarzuconą kurtkę i przewiązany szalik. Nie wiele myśląc ruszył w jej kierunku, słysząc oburzone głosy swoich wielbicielek. Nie myślał teraz o nich, dla niego była ważna tylko ona. Uśmiechała się nieśmiało i delikatnie, mógłby przysiąc, że nawet się rumieni, ale pod wpływem zimna, ciężko to rozróżnić. Kiedy stanął wreszcie przed nią spoglądał chwilę w jej piękne brązowe tęczówki i nie mogąc nadziwić się jej pięknem, złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Nie musiał długo czekać na odpowiedź, jej ręce znalazły się na jego szyi, a drobne ciało przywarło do niego niczym magnez. Zadowolony z takiego obrotu sytuacji objął ją w pasie i mocno do siebie przycisnął, jakby miał być to ich ostatni pocałunek. Nie zważali na zdziwionych ludzi, okrzyki wulgaryzmów, czy chichoczących Ginny i Blaisa, liczyli się tylko oni. Oboje stęsknieni, oboje spragnieni siebie... Gdy po dłuższej chwili oderwali się od siebie, spojrzeli sobie w oczy i to był ten moment...
- Kocham cię - szepnął tak, aby jedynie ona to usłyszała. W jej oczach ponownie zakręciły się łzy, a wszelkie obawy, które ją ogarnęły przed spotkaniem, ulotniły się niczym woda z czajnika.
- Ja ciebie też - odparła i położyła głowę na jego klatce piersiowej. Poczuła jak podnosi ją do góry, ale nie protestowała, nie chciała kończyć tej chwili, nie chciała go już nigdy więcej wypuścić z objęć. Pokiwał jedynie znacząco w stronę przyjaciół i skierował swoje kroki do Pokoju Wspólnego Prefektów, w którym tak dawno nie był. Wypowiedział hasło, które dała mu McGonagall i bez zastanowienia skierował się w stronę swojego dormitorium. Zamknął drzwi sprawnym ruchem stopy i podszedł do łóżka, delikatnie kładąc na nim Gryfonkę. Zdjął jej kurtkę, szalik i ciepły sweter, pod którym miała jeszcze jeden, ale cieńszy i przylegający do ciała. Powoli i delikatnie zsunął ze stóp buty i odstawił pod ścianą. Przyglądała mu się uważnie, czując dreszcze na całym ciele. W pierwszym momencie mógłby pomyśleć, że jest jej zimno, ale w pokoju było prawie dwadzieścia siedem stopni. Sam również się rozebrał i położył się obok niej, gładząc delikatnie jej włosy. Nic nie mówili, chyba każde bało się zacząć...
- Nie zostawiaj mnie więcej - usłyszał jej cichy delikatny szept po kilkunastu minutach. Momentalnie spiął się na całym ciele i przysunął nieco bliżej, unosząc jej podbródek. Nigdy nie był dobry w okazywaniu swoich uczuć, zawsze go w tym przewyższała. Patrzył chwilę w jej czekoladowe oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Już nigdy więcej, obiecuję - dodał i pocałował ją delikatnie w czoło. Kolejna fala ciepła rozlała się po jej ciele.
- Bałam się, że... - urwała czując ogromną gulę w gardle.
- Nic mi wtedy nie było, malutka - powiedział pospiesznie widząc jej trudności - straciłem przytomność, a ty w przypływie nerwów po prostu spanikowałaś...
- Przepraszam, że dopiero wtedy zrozumiałam ile dla mnie znaczysz - w jej oczach zakręciły się łzy. Nie pozwolił, aby wypłynęły, dlatego szybko otarł je dłonią i złożył na jej ustach pocałunek.
- Cieszę się, że w ogóle do tego doszłaś... - urwał na moment - czekałem na ciebie od dłuższego czasu, nic by mi nie zaszkodziło jakbym poczekał jeszcze trochę - zaśmiał się, a ona po chwili mu wtórowała. Znowu zapadła cisza, ale nie była już krępująca, napawali się nią i sobą jednocześnie. W pewnym momencie Draco przypomniał sobie coś, o czym jeszcze niedawno gorączkowo myślał.
- Granger posłuchaj - zaczął, a ona mimowolnie się uśmiechnęła, tęskniła za tym określeniem - to, co mówił Weasley... - zmarszczył brwi dosyć mocno - czy to prawda? - Gryfonka spoglądała na niego niepewnie, ale w końcu pokiwała przecząco głową.
- Mnie i Rona nie łączyło nic oprócz udawanego związku w wakacje.
- Udawanego? - Zdziwił się.
- Nie kocham go w ten sposób - dodała szybko - zawsze był dla mnie przyjacielem, po prostu...
- Chciałaś spróbować - dokończył za nią.
- Dokładnie - westchnęła - żałuje tego.
- Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie? - Na jego twarz wdarł się łobuzerski uśmiech, a ona mimowolnie poczuła skręcanie w żołądku uwielbiała, gdy tak na nią patrzył.
- Jest w tym jakiś haczyk?
- Nie, zwykłe czysto teoretyczne pytanie - odparł unosząc ręce do góry, w geście niewinności. Zachichotała i pokiwała głową.
- Robiłaś to już kiedyś? - Na słowo 'to' dał szczególny nacisk. Dla Hermiony nie było takiej dziedziny nauki, którą by się nie zainteresowała, seks również przerobiła, ale jedynie w książkach. Gdy tylko zrozumiała, o co chodzi blondynowi, spłonęła okazałym rumieńcem i spuściła wzrok, wpatrując się z zaciekawieniem w skarpetki. Chłopak widząc jej reakcję, kolejny raz spiął się cały i spoważniał. Uniósł delikatnie jej brodę, patrząc w oczy.
- Nie? - Zapytał dobitnie, a ona jeśli to możliwe zmieniła kolor z czerwonego na bordowy. Posłał jej jeden z najpiękniejszych uśmiechów. Wzięła głęboko w płuca i pokręciła przecząco głową.
- To nic strasznego - odparł nie bardzo wiedząc jak się zachować. Wiadome chyba wszystkim jest to, że Malfoy nie słynął jedynie z wyglądu i uroku w szkole, ale również z sypialnianych podbojów. Żadna dziewczyna nie potrafiła mu się oprzeć, a on wcale temu nie zaprzeczał, jak najbardziej go to zadowalało. Mimo jednak tak licznych dziewcząt w jego łóżku, nigdy nie zdarzyła mu się dziewica, zwłaszcza taka, na której mu zależy i której nie chce skrzywdzić.
- Draco - odparła po chwili wyrywając go z zamyślenia.
- Hm? - Mruknął odpędzając dziwne myśli z głowy.
- Ja...Chciałabym to zrobić z kimś, kto jest dla mnie na prawdę ważny i... - wzięła głęboki wdech - z kimś, kto mnie nie skrzywdzi zaraz po skończeniu - zmarszczyła brwi, słysząc własne słowa. Blondyn zrozumiał jej aluzję, do jego podbojów, dlatego pogłaskał ją delikatnie po ramieniu.
- Rozumiem, jeśli nie jestem dla ciebie odpowiedni...
- Nie poczekaj - przerwała mu szybko - nie o to mi chodziło, ja po prostu... nie chcę się spieszyć - dodała - ale chcę to z tobą zrobić - wyrzuciła wreszcie z siebie, a jego twarz rozpromieniła się. Przytulił się do niej mocno.
- Nie skrzywdzę cię nigdy - szepnął jej do ucha, a ona jedynie objęła go rękoma i nogami, wczepiając się jak małpka w jego ciało.

~~~

- A ty dokąd? - Usłyszał za swoimi plecami. Zdziwiony odwrócił się i spojrzał pytająco na przyjaciela.
- Do Hermiony? - Odparł pytaniem na pytanie.
- Po, co? Jest zajęta - dodał Harry, odsuwając od siebie Megan.
- Czym?
- Raczej, kim - poprawiła go blondynka, a Weasley zacisnął dłonie w pięści. Nie zważając na protesty i krzyki ze strony przyjaciół, wszedł do Pokoju Wspólnego Prefektów. Znał hasło, ponieważ na nieobecność Hermiony, zastąpił ją na rozkaz McGonagall. Bez zbędnych ceregieli władował się do jej sypialni, ale nikogo tam nie zobaczył. Gdy już miał wychodzić, usłyszał jej perlisty śmiech, którym zanosiła się na cały pokój. Czerwony i zły, aż po cebulki włosów bez pukania otworzył drzwi, a widok, jaki zastał jeszcze bardziej wprawił go w stan maksymalnego zdenerwowania. Hermiona leżała na łóżku przyciśnięta ciałem Malfoya, który łaskotał ją delikatnie w boczki. Po całym pokoju były porozwalane poszewki i pościel, co oznaczało, że właśnie przebyli wojnę na poduszki. Niestety Ron, jak zwykle wszystko źle zinterpretował. Wściekły rzucił się na blondyna i z niemałym trudem ściągnął go z Hermiony, która zerwała się na równe nogi.
- Co ty wyrabiasz? - Krzyknęła starając się odciągnąć go od blondyna, nad którym się pochylał i starał się uderzyć w twarz.
- Puść mnie! - Krzyknął odpychając ją od siebie, tym samym powodując, że upadła na ziemię. Draco widząc to, nie wytrzymał dłużej. Zrzucił z siebie rudzielca i jednym celnym strzałem, kolejny raz złamał mu nos. Nie patrzył jednak na niego, tylko szybko podszedł do Gryfonki.
- Nic ci nie jest? - Pokręciła głową i wstała przy jego pomocy.
- Wyjdź stąd - krzyknęła wskazując na drzwi. Chłopak wstał wycierając krew z nosa i obrzucił chłopaka nienawistnym spojrzeniem. Gdy już miał wychodzić, obrócił się w stronę Gryfonki i złapał za rękę. Sytuacja wydarzyła się tak szybko, że nawet żadne nie zdążyło zareagować. Rudziec przyciągnął do siebie dziewczynę i złożył na jej ustach dość obrzydliwy pocałunek, zwłaszcza, że ciekła mu krew z nosa. Granger szybko go od siebie odepchnęła i zafundowała siarczysty policzek.
- Jeszcze do mnie przyjdziesz - syknął.
- Wyjdź stąd Wesley, bo jak zacznę ci pomagać, to nie wiem czy dożyjesz kolacji - warknął wyraźnie wyprowadzony z równowagi Malfoy. Jego dłonie się trzęsły, a wzrok szaleńczo błądził po ciele Gryfona. Uśmiechnął się do niego cynicznie i odwrócił na pięcie. Gdy tylko drzwi do pokoju się zamknęły, blondyn obrócił się i z całej siły walnął pięścią w ścianę. Moc uderzenia była tak duża, że farba z tynkiem się pokruszyła, a jego kostki zaczęły krwawić. Hermiona stała przerażona przypatrując się jego furii.
- Przepraszam - szepnęła, cofając się do tyłu. Nie widziała go jeszcze w takim staniem. Zaciskał mocno pięści i głośno oddychał.
- To nie twoja wina, przestań - zaczął szybko i podszedł do niej. Przygarnął do siebie, gładząc jej plecy. Czuła jak przez jego ciało przechodzą ciarki.
- Nienawidzę go - odparł po chwili.
- Wiem - oprała - przepraszam.
- Granger daj spokój, gdyby nie ty, to zapewne leżałby tu martwy - wyznał opierając swoje czoło o jej i wpatrując się w jej tęczówki. Posłała mu delikatny uśmiech.
- Jesteś zazdrosny o mnie? - Szepnęła nie mogąc ukryć zadowolenia. Parsknął śmiechem, rozluźniając się.
- Cholernie - wyszczerzył do niej zęby i pocałował w nos. Wypuścił ją z objęć i skierował się do łazienki żeby obmyć rany. Gdy skończył wrócił do pokoju, w którym był już porządek.
- Dzięki - szepnął i zdjął z siebie białą koszulę, która była opryskana krwią. Od razu wrzucił ją do kominka i podszedł do szafy. Hermiona przypatrywała mu się z niemałym szokiem. Jego sylwetka jak zwykle prezentowała się wspaniale, ale fakt, że okazuje ją przy niej, jeszcze bardziej ją zadowalał. Założył niebieską koszulę i odpiął pierwsze guziki. Przeczesał dłonią włosy i spojrzał na dziewczynę.
- Tobie też się chyba przyda przebranie - odparł. Pokiwała na znak, że się zgadza i wyszli do jej sypialni. Nie była jeszcze tak śmiała jak Ślizgon, dlatego wybrała odpowiednie rzeczy z szafy i zamknęła się w łazience. Ubrała czarną falowaną spódniczkę, biało niebieską bluzkę w paski, którą włożyła do środka i czarny krótki kardigan. Włosy rozczesała i związała niedbałego koka, z którego kilka kosmyków wyleciało. Na szybko przejechała oczy tuszem i popsikała się ulubionymi perfumami. Wyszła gotowa, a widok blondyna czytającego jej ulubioną książkę z dzieciństwa, o mało, co nie zwalił jej z nóg.
- Malfoy czytający mugolską bajkę... - Szepnęła i objęła jego szyję od tyłu.
- Tristan i Izolda - przeczytał - nigdy nie zrozumiem mugoli odparł zamykając - a przeczytałem jedynie epilog - zaśmiał się. Wstał i odłożył wolumin na miejsce. Wypuścił Hermionę i pierwszą i wyszli na zimny korytarz. Mijali uczniów, którzy podobnie jak oni kierowali się na kolację. Draco ujął delikatnie dłoń swojej towarzyszki i wplótł swoje palce w jej. Zarumieniła się lekko i spojrzała  na niego.
- A co powiedzą inni? - Szepnęła widząc ciekawskie spojrzenia.
- Że jesteśmy najpiękniejszą parą w całej szkole - odparł również szeptem.
- A jesteśmy? - Zdziwiła się.
- A nie? - Zachichotał - to właśnie oficjalnie zaczynamy nią być - dodał jak gdyby nigdy nic i wkroczyli razem do Wielkiej Sali. Przystanęli kilka kroków za wejściem.
- Smacznego - powiedział już normalnym głosem i cmoknął ją w usta. Uśmiechnęła się i odeszła do swojego stołu podobnie jak on.
- Uhuhu, co ja widzę - zaświergotała wesoła Ginny.
- Zamknij się i jedz - skwitowała ją Hermiona i obje wybuchły śmiechem.

~~~

Kolejne tygodnie leciały uczniom jak przez palce. Nauki przybywało i powoli zaczynał się kwiecień, obwieszczając dwa miesiące do końca szkoły. Wiosna na dobre rozgościła się na dworze, tworząc piękną aurę, która tylko zachęcała do wyjścia na dwór. Uczniowie korzystali z każdych możliwych promieni słonecznych, uciekając tym samym od prac domowych i nauki, do egzaminów, które zbliżały się wielkimi krokami. Jedyną osobą w całym zamku, która tonęła w książkach i pergaminach całymi dniami, była Hermiona Granger. Trzy miesięczne zaległości, były dla niej czymś strasznym i za każdym razem powtarzała, że nie zdąży nauczyć się wszystkiego do czerwca.
            Nadeszła sobota, a wraz z nią wyjście do Hogsmade. Wszyscy uczniowie, którzy mieli uprawnienia, już dawno temu opuścili zamek ciesząc się wolnymi chwilami. Hermiona jednak nie pozwalała sobie na przyjemności i siedziała teraz w bibliotece wertując podręcznik dla zaawansowanych z transmutacji. Czytała właśnie o skomplikowanych przeobrażeniach ludzi w animaga, gdy nagle wolumin zamknął się jej przed nosem, a wszelkie notatki i inne księgi zniknęły z zasięgu jej wzroku. Zdezorientowana szybko zadarła głowę do góry i ujrzała zadowolonego z siebie blondyna.
- Malfoy, nie wydurniaj się - powiedziała szybko widząc różdżkę w jego dłoni - natychmiast zwróć mi wszystkie rzeczy, muszę się uczyć - nie szczędziła czasu na uprzejmości, nie lubiła, gdy ktoś jej przerywał naukę, ale... Draco Malfoy, to nie był 'ktoś'. To była jedyna osoba, która zawsze skutecznie działa na od stresowanie jej i odciągnięcie od nauki, była to osoba, z którą była.
- I tak już wszystko umiesz, nie zdajemy egzaminów rozszerzonych, tylko podstawowe - zauważył sprytnie i uśmiechnął się triumfalnie. Brązowowłosa zrobiła naburmuszoną minę i założyła ręce na piersi.
- Mam mnóstwo zaległości muszę...
- Nic nie musisz - wywrócił oczami i podszedł do niej skradając jej pocałunek. Niestety dziewczyna nic nie mogła poradzić, że tak działał na nią, jego urok osobisty. Gdy tylko znajdował się w pobliżu serce biło jak oszalałe, ciarki przechodziły po plecach, a cała silna wola skumulowana na nauce, wyparowywała jak woda z czajnika.
- Draco - szepnęła, kiedy zaczął muskać jej szyję. Zadowolony z siebie odsunął się i wyciągnął w jej kierunku dłoń. Spojrzała na niego rozmarzonym wzrokiem i pozwoliła poprowadzić się do Pokoju Wspólnego Prefektów.
- No już, przebieraj się i idziemy do Hogsmade - zarządził uśmiechając się łobuzerko.
- Ale...
- Żadnego 'ale' - pogroził przybierając poważny wyraz twarzy i wpychając ją do łazienki. Gryfonka westchnęła i zaczęła zdejmować szkolne szaty, zastępując je lekkimi beżowymi spodniami, pudrową zwiewną bluzką i białym sweterkiem. Włosy zaplotła w luźny warkocz i wykonała delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki zastała jeden z jej ulubionych widoków. Dracona leżącego na jej łóżku z założonymi rękoma za głową.
- Leniuch - rzuciła w jego kierunku wyciągając małą torebkę i pakując do niej potrzebne rzeczy.
- Muszę kiedyś się wyleżeć, bo później nie będzie na to czasu - wytknął jej języki i podniósł się przyglądając swojej dziewczynie. Ubrała brązowe pół buty wiązane jedynie na trzy dziurki i wyprostowała się zadowolona.
- Możemy iść - uśmiechnęła się widząc jego wzrok i po chwili kroczyli już po błoniach. Draco obejmował ją delikatnie ramieniem, a ona wtulała się w jego tors.
- Dziękuję - powiedziała po chwili i przymknęła powieki napawając się fantastyczną pogodą.
- Za co? - Zapytał śmiejąc się.
- Że nie pozwalasz, abym zatraciła się w książkach - odparła.
- O jeszcze, czego zatracić to możesz się jedynie we mnie - wyszczerzył zęby, a ona pokręciła z politowaniem głową całując go w szyję. Przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Mam dla ciebie małą niespodziankę - szepnął do jej ucha, schylając się.
- Jaką? - Zapytała od razu, a jej oczy rozszerzyły się z zaciekawieniem.
- Jak ci powiem, to nie będzie niespodzianka.
- Draco ... - zaczęła, ale on wpatrywał się daleko przed siebie udając, że jej nie słyszy.
- Dowiesz się niedługo - odrzekł jedynie i weszli do zatłoczonej wioski czarodziei. 

wtorek, 11 lutego 2014

28.


"To myśli są tym, co szczęśliwie układa 
człowiekowi życie"



Napisałam, z wielkim trudem, ale jest. Przepraszam za błędy, przepraszam za przejściowe opisówki, zbliżamy się do mety, niedługo finał. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za zrozumienie, dziękuję.
~~~~~~~~~~


            Dzisiaj na prawdę czuję, że jestem na właściwym miejscu. Tyle przeciwności losu, które mnie spotkały, tyle przeżyć, o których niejeden nastolatek nawet nie jest wstanie pomyśleć... To wszystko odbudowało mnie na nowo. Zrozumiałam, kim jestem, kim chce być i co powinnam robić. Nie było łatwo, ale przecież nigdy nie jest. Człowiek nie jest wstanie utrzymać swojego życia w idealnej harmonii, nie ze względu na cierpliwość, ale zwyczajnie w świecie byśmy się zanudzili. Potrzebujemy czasami jakiejś rewolucji, ja takich chyba potrzebowałam do życia. Niemniej jednak myślę, że właśnie to, doprowadziło mnie właśnie tutaj.
            Zimne korytarze sprawiały, że odczuwała gęsią skórkę. Nie zwracała na to większej uwagi, po rozmowie z przyjaciółmi do jej ciała napłynęło tyle nieprzyjemnego ciepła, że spokojnie mogłaby teraz wyjść na srogą zimę i nic by jej nie było. Mknęła w stronę wielkiej Sali niczym najszybszy Nimbus. Kiedy wreszcie się w niej znalazła, ku jej szczęściu Joe właśnie kierował się do wyjścia. Poczekała na niego przy schodach, a on bez słów wiedział, że nie idzie na lekcje Eliksirów. W milczeniu ruszyli do jednej z pustych klas, a kiedy Hermiona uzbroiła pomieszczenie, aby nikt nie podsłuchiwał i nie wchodził westchnęła głęboko i odwróciła się do niego. Nie czekał długo, bo po chwili rzuciła się w jego ramiona.
- Tak się o ciebie bałem - westchnął pociągając nosem.
- To wszystko jest tak skomplikowane - mruknęła, gdy się od niego oderwała. Popatrzył na nią smutno.
- Tak wiem, mnie też już to przerasta. Czuję na sobie ogromną winę, że...
- Że co? - Zapytała.
- Że Eliza i Charlotte nie żyją - wybełkotał, a Hermionie machinalnie stanęły łzy w oczach. Podeszła do niego i jeszcze raz go przytuliła. Stali tak chwilę w milczeniu.
- To nie twoja wina, nie mów tak - odezwała się stanowczo.
- Jak nie, przecież gdybym...
- Nie Joe. Nic by to nie dało, że byś mi wcześniej powiedział - spojrzała na niego - dobrze wiesz, że przyniosłoby to jeszcze gorsze skutki.
- Może i masz racje - kolejny raz zapadła krępująca cisza - co teraz będzie? - Zerknął na nią.
- Nie wiem, Joe. Musimy jakoś zacząć od początku - westchnęła siadając na zakurzonej ławce. On usiadł obok niej i bacznie ją obserwował.
- Słuchaj Hermiono, ja zrozumiem jeżeli nie chcesz w jakikolwiek sposób się ze mną kontaktować po ukończeniu szkoły, nie będę miał ci tego nigdy w życiu za złe...
- Joe - przerwała mu szybko - nie opowiadaj głupot, proszę - zmarszczyła brwi, denerwując się - dlaczego miałabym się przestać do ciebie odzywać? Jesteś moim bratem - dodała, a na jego twarzy dało się zauważyć cień uśmiechu.
- No tak, ale co z twoimi rodzicami? - Zaśmiała się w duchu, ponieważ sama zadawała sobie to pytanie.
- Na pewno potrzebuję teraz czasu. Oszukiwali mnie przez osiemnaście lat - westchnęła siląc się, aby słone łzy nie popłynęły po policzkach - ale to oni mnie wychowywali. Pomimo tego, że wiedzieli, kim jestem, kochali mnie... - poczuła rękę Joe na ramieniu i przytuliła się do niego.
- Rozumiem, cieszę się, że cię mam - mruknął cicho, zastanawiając się, czy nie posuwa się za daleko. Granger posłała mu delikatny uśmiech.
- Ja też się cieszę, że jednak nie jestem sama - resztę tej godziny spędzili na rozmowie o rodzinie Joe. Hermiona chciała się jak najwięcej dowiedzieć, ale dzwonek oznajmiający następną lekcję, jej na to nie pozwolił. Niemniej jednak wiedziała, że czeka ją teraz mnóstwo rozmów z nowym bratem. Miała ogromny mętlik w głowie i sama nie zdawała sobie sprawy z tego, jak dzielnie to wszystko znosi. Nie mogła pozwolić, aby chłopak opuścił przez nią więcej lekcji, dlatego wygoniła go z klasy, w której ona jeszcze chwilę siedziała. Zbierała na nowo siły, na kolejną rozmowę, której bała się jeszcze bardziej niż tej. Ruszyła powolnym krokiem w stronę gabinetu dyrektora. Nie wiedziała jak ma się zachować, czy błagać na kolanach, czy próbować coś wyjaśnić jej ulubionej nauczycielce, czy jedynie wysłuchać tego, co ma jej do powiedzenia. Westchnęła cicho i zapukała do dużych mosiężnych drzwi. Po krótkiej chwili usłyszała "proszę". Wypuściła powietrze z płuc i weszła do środka. Minewra siedziała za biurkiem, oglądając jakieś pergaminy, a samopiszące pióro skrobało jej podpis na każdym z nich. Dziewczyna poczuła jak nogi robią się jej miękkie, ale kobieta najwyraźniej to wyczuła.
- Usiądź - zachęciła wskazując na krzesło. Dziewczyna pokiwała głową i usiadła. Spojrzała niepewnie na nauczycielkę.
- Domyślam się w jakiej sprawie do mnie przyszłaś, pan Potter już mi zatruwał w tej sprawie życie - westchnęła machając ręką, a pióro opadło delikatnie na biurko kończąc pracę. Hermiona zaś zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- Harry?
- Tak, dokładnie ten sam Harry - westchnęła i ściągnęła swoje okulary - zanim zaczniemy tę uciążliwą rozmowę, powiedz mi jak się czujesz - przyglądała jej się badawczo. Granger pokiwała delikatnie głową.
- Dziękuję, w porządku. Chociaż mam ogromny mętlik w głowie i staram się to chociaż w najmniejszym stopniu zrozumieć.
- Tak, nie jest to łatwe, ale niektórych tajemnic i tak nie odkryjesz, Hermiono - posłała jej blady uśmiech, na co dziewczyna jeszcze bardziej się zmieszała.
- Tajemnic?
- Pan Malfoy postąpił karygodnie - zaczęła zmieniając temat, kolejny raz zbijając Gryfonkę z tropu. Na dźwięk jego nazwiska spięła mięśnie i przełknęła głośno ślinę.
- Ale to Ronald...
- Wiem, że pan Weasley sprowokował w dość mocny sposób Dracona, ale to nie zmienia faktu, że mogę tolerować napaść na drugiego człowieka - przerwała jej dość lodowatym tonem.
- Pani profesor z całym szacunkiem, ale co to jest za sprawiedliwość? Draco uratował mi życie, nie wolno tak...
- Panno Granger - westchnęła głęboko, a Hermiona zdenerwowała się jeszcze bardziej tym, że dyrektorka ponownie jej przerywa.
- Nie pani profesor. Draco może i przesadził, to prawda - powiedziała nieco głośniej - ale nie pozwolę na to, żeby wydalono go ze szkoły! Nie może pani patrzyć na to, co robił w przeszłości, ponieważ to nie jest jego wina! Był do tego zmuszony, nie chciał takiego życia, a teraz posądza go pani o błahostkę, porównując do przeszłości? - Była zbulwersowana.
- Proszę się opamiętać, panno Granger. To, że jest pani po ciężkiej chorobie, nie oznacza...
- Wiem! Nie oznacza, że mogę w ten sposób z panią rozmawiać, ale pani nie rozumie. To, co zrobił Draco Ronaldowi, jest niczym w porównaniu z tym, co zrobił tam - w jej oczach pojawiły się łzy - walczył, a nie musiał. Zrobił to dla wszystkich, dla mnie! Nie mogę pozwolić, żeby...
- Proszę się uspokoić - powiedziała nieco łagodniej Minewra, patrząc na zaangażowanie Hermiony i cieknące łzy po jej policzkach.
- Proszę, niech się pani jeszcze nad tym zastanowi - pociągnęła głośno nosem i nie mogąc dłużej patrzeć na profesorkę, wyszła z jej gabinetu. Gdy dotarła na zimny korytarz, osunęła się po jednej ze ścian dając upust swoim emocjom.
            Jesteśmy tylko ludźmi. Nie radzimy sobie w wielu sytuacjach, możemy być najtwardszymi zawodnikami, nic nas nie ruszy, ale przychodzi taki moment, kiedy coś w nas pęka. Chowamy się przed całym światem, budujemy mury i bariery wokół siebie. To nie jest wyjście, żadne.
 - Hermiono zjedz coś, proszę - szepnęła Ginny podczas jednego z posiłków w Wielkiej Sali. Hermiona kolejny dzień siedziała jedynie i wpatrywała się tępo w swój idealnie czysty talerz. Nawet nie drgnęła.
- Hermi - tym razem odezwał się Harry. Granger westchnęła cicho i podniosła na niego oczy, tak jakby to była najcięższa rzecz na świecie do wykonania.
- Hm? - Mruknęła w jego stronę. Uśmiechnął się nieśmiało i podsunął jej talerz z jajecznicą. Mimowolnie wzdrygnęła się na widok jedzenia i zaczęła szybko zbierać swoje rzeczy.
- Idę jeszcze do biblioteki - skłamała. Ginewra próbowała ją zatrzymać, łapiąc za rękę, ale gdy widziała stojącą Hermionę bez żadnego wyrazu twarzy, puściła ją. W jej oczach zaszkliły się łzy, które nawet z sąsiedniego stołu zauważył jej chłopak, Blaise.
- Ej, nie płacz - powiedział, gdy złapał ją przy wyjściu z Wielkiej Sali.
- Ja nie mogę patrzeć na to, jak ona się zatraca! Niech ta przeklęta McGonagall pozwoli temu bałwanowi wrócić do szkoły! - Zaszlochała wtulając się w jego szatę. Przytulił ją mocno głaszcząc po miękkich włosach.
- To nie jest takie proste Ginn, Draco został zawieszony nie tylko za pobicie Weasley'a - westchnął głęboko.
- Jak to? - Spojrzała na niego załzawionymi oczami.
- Zabił Eryka, ponosi winę za jego śmierć, Ministerstwo jest nieustępliwe - westchnął, a rudowłosa spojrzała na niego zszokowana.
- Ale...
- Chodź, przejdziemy się - powiedział do niej i wyszli na błonia, ciesząc się dwudziestoma minutami przed lekcją.

~~~

            Siedział w pustym Malfoy Manor wpatrując się tępo w kominek. Jego myśli od kilku miesięcy krążyły wokół jednej postaci, jednej dziewczyny, jego Hermiony. Złość, która zagościła w nim zaraz po opuszczeniu Hogwartu z czasem ustąpiła, teraz wypełniał go strach. Nie o samego siebie, wiedział, że da sobie radę, był tego nauczony od małego dziecka. Bał się o nią, domyślał się, co musi przeżywać, jak musi wyglądać jej życie teraz. Z jednej strony nachodziły go również te czarniejsze scenariusze. Co jeżeli zapomniała o nim? Przecież nigdy nic sobie nie obiecywali, poniekąd. Nie mógł być pewien jej uczuć, a jednak mały głosik w jego głowie podpowiadał mu, żeby się nie poddawał. Żeby walczył, bo ma o co. Wiele razy chciał do niej napisać, ale zabroniono mu korzystać z poczty. Nie miał zielonego pojęcia jak się dostać do Hogwartu, jak ją odwiedzić, jak powiedzieć jej to wszystko, co kłębi się w nim od miesięcy. Zrezygnowany, kolejny dzień spędził na kanapie przed kominkiem trzymając w dłoni szklankę z zimną Ognistą Whisky. Jego myśli przerwał jednak dzwonek do drzwi. Zdziwiony nagłą wizytą niezapowiedzianego gościa wstał, otrzepując niewidzialny kurz ze spodni i odstawił szklankę na stolik. Dzwonek rozległ się kolejny raz, dlatego teraz już nie czekał dłużej. Zbiegł marmurowymi schodami i przeszedł przez ogromny hol. Machnął różdżką na herb Malfoyów, wyryty na drzwiach, a magiczny wąż zasyczał przekręcając się głową w bok. Draco złapał za mosiężne klamki i ku jego zdziwieniu i zadowoleniu ukazała mu się profesor McGonagall. Pomimo szczęścia, które go wypełniło, nie mógł się powstrzymać od zgryźliwej uwagi, po ostatniej ich dyskusji.
- Co panią sprowadza w moje skromne progi? - Zapytał nie siląc się nawet na uśmiech. Minewra zmierzyła go ostrym spojrzeniem i bez zaproszenia weszła do środka stukając obcasami o posadzkę. Od razu skierowała się po schodach do salonu, tak jakby znała jego dom na wylot. Westchnął cicho i podążył za nią, wcześniej zamykając drzwi.
- Mi również miło pana widzieć - odparła lodowatym tonem, gdy usiadła na kanapie - ale wierzę, że pan ucieszy się o wiele bardziej z mojej wizyty, niż ja - dodała obojętnie i wyciągnęła z szaty zwinięty pergamin, obwiązany granatową wstążką z pieczęcią Ministerstwa Magii.
- Co to jest? - Zapytał bez ogródek. Dyrektorka podała mu zwój i gestem kazała przeczytać. Chłopak drżącymi rękoma rozwinął wstążkę. Doskonale wiedział, że na tym kawałku papieru znajduje się jego wyrok, jego przyszłość.

Ministerstwo Magii
Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Wydział Niewłaściwego Użycia Czarów przez nieletnich, mają zaszczyt przedstawić Panu Draconowi Malfoyowi wyrok rozprawy w sprawie nie właściwego użycia czarów, ze skutkiem śmiertelnym oraz wyrok z rozprawy w sprawie ubliżenia panu Ronaldowi Weasleyowi. Nieczysta karta Pana Dracona Malfoya, wpłynęła bardzo negatywnie na tok rozprawy, jednak nie zmieniła decyzji Wizengamotu. Pan Dracon Malfoy został uniewinniony za oba wyroki, ale ponosi karę w wysokości 1000 galeonów oraz prac na rzecz Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, do ukończenia edukacji.
Podpisanoc :
Minister Magii
  Kingsley Shacklebolt
Szef Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów   Bartemiusz Crouch sernior
Szefowa Wydziału Niewłaściwego Użycia Czarów   Mafalda Hopkirk

            Jego ręce drżały, a na twarzy pomału pojawiał się uśmiech. Przeczytał krótką informację trzy razy i dopiero, gdy spojrzał na twarzy swojej profesorki, zrozumiał. Był wolny, wraca do Hogwartu, wraca do niej. Aby zachować jeszcze jakąś klasę i powagę, poprawił swój T-shirt i spojrzał na nauczycielkę.
- Dziękuję pani bardzo - uśmiechnęła się słysząc te słowa. Wstała i poklepała go po ramieniu.
- Mam nadzieję, że więcej nie będę musiała tego robić - spojrzała na niego znacząco - zresztą to nie tylko moja zasługa - odeszła kilka kroków - ma pan wielu przyjaciół - dodała odwracając się przez ramię. Chłopak zmarszczył brwi.
- Tak, Blaise jest moim prawdziwym przyjacielem - odparł, ale ona pokręciła głową.
- Nie myślałam, że doczekam momentu, kiedy to pan Potter i panna Granger będą mnie błagać o przywrócenie cię do szkoły, a panna Weasley i pan Zabini zrobią mi o to awanturę - zachichotała na to wspomnienie, a blondyn stał oniemiały. Nie mógł uwierzyć, że jego najwięksi wrogowie wstawili się za nim, tym samym stając po stronie byłego wroga, a nie przyjaciela...
- Ma pan zamiar tak sterczeć, czy wrócić do szkoły? Jeżeli dobrze pójdzie, załapiemy się na obiad - odparła dyrektorka i wyciągnęła w jego stronę rękę. Machnęła różdżką sprawiając, że jego bagaże wleciały do pokoju i zniknęły. Blondyn nie zastanawiał się dłużej, wcisnął pergamin do tylnej kieszeni spodni i chwycił profesorkę za dłoń, czując szarpnięcie w okolicach pępka.

~~~



            Potrzebowała chwili wytchnienia. Z każdej strony ktoś coś od niej chciał, pocieszał, uśmiechał się, starał doprowadzić do porządku. Dziękowała im za to z całego serca, ale była zbyt bardzo przybita, żeby cokolwiek robić. Martwiła się o Dracona, a jej myśli błądziły również wokół wydarzeń pamiętnego dnia. Dopiero niedawno dotarło do niej, co się stało. Bardzo dużo myślała o babci Charllote, którą straciła, a tak na prawdę jej nie znała. Była czarownicą czystej krwi, a ona nigdy tego nie zauważyła. Myślała, że tak dobrze ją zna, a prawda okazała się zupełnie inna. Znała jedynie jej wielkie kłamstwo. Nie miała jej tego za złe, rozumiała postępowanie rodziców, rozumiała wszystko. Najbardziej jednak bolało, że nie mogła jej poznać na nowo, tej prawdziwej strony. Żałowała wielu rzeczy, ale bliższego kontaktu z babcią chyba najbardziej. Z westchnieniem wrzuciła kamień do wody, który rozproszył taflę wody. Na jej twarzy pojawił się delikatny cień uśmiechu. Tyle ją ominęło podczas, gdy leżała w szpitalu...Bal Bożonarodzeniowy, turnieje Quidditcha, lekcje, tyle książek mogłaby przeczytać, tyle patroli, tyle wszystkiego... W jej oczach zakręciły się łzy. Była bezsilna, wszystkie smutki, żale, złości wezbrały się w niej i dały upust. Mogła teraz na wszystko krzyczeć, wszystkiemu mieć za złe, ale nie potrafiła tego okazać, zamknęła się w sobie, stała się zupełnie jak on. Zimna i niedostępna, nawet dla swoich bliskich, których tak bardzo raniła. Zaszła już w to tak daleko, że nie potrafiła nawet ich za to przeprosić, było jej głupio, ale nie chciała ich jeszcze bardziej ranić. Wzięła głęboki wdech i oparła brodę na kolanach. Słońce chowało się już za horyzontem, co oznaczało, że jest już po obiedzie. Nie była głodna, nie potrzebowała jeść. Żywiła się teraz wspomnieniami, wspomnieniami z nim. Nie mogła sobie wyobrazić tych miesięcy do końca roku, bez niego. Bez patroli, bez lekcji ze Ślizgonami z nim na czele, bez docinek przy obiedzie, bez przygód...
            Otarła wierzchem dłoni łzy i pociągnęła głośno nosem. Nagle poczuła dłoń na swoim ramieniu. Wystraszona podskoczyła do góry. Odwróciła szybko głowę, a jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, Ron - szepnęła podnosząc się z ziemi i otrzepując tyłek ze śniegu.
- Posłuchaj mnie, proszę - przytrzymał jej nadgarstek. Zmęczona i znudzona jego ciągłymi przeprosinami spojrzała w jego niebieskie tęczówki i stanęła. Założyła dłonie na klatce piersiowej i postukała stopą o podłogę.
- No więc? - Uniosła wysoko brew.
- Hermiono ja nie chciałem, on mnie denerwuje, nie zasługujesz na niego, ja wiem, że on ciebie zrani, ja cię nie zranię, bo cię kocham, jesteś dla mnie najważniejsza - powiedział na wydechu, ale nie zrobiło to żadnego wrażenia na Hermionie. Słyszała to z jego ust już milion razy.
- To ja przy tobie trwałem, ja do ciebie przychodziłem, ja...
- Nie Ron - westchnęła machając ręką - daj spokój. Jeżeli dążysz do tego, że kolejny raz dam się nabrać na twoją miłość do mnie, to się grubo mylisz.
- Ale na prawdę cię kocham! - Żachnął - nie pamiętasz naszych pocałunków, naszych przytulasów?
- Byłeś dla mnie jedynie przyjacielem - odparła lodowatym tonem - teraz nie wiem, czy zasługujesz nawet na ten tytuł.
- Hermi.. - zaczął zdziwiony.
- Nie potrafię tak z dnia na dzień ci przebaczyć - pokręciła głową, czując jak łzy podchodzą do jej oczu.
- Przepraszam, za wszystko. Obiecuję, że się z zmienię, ze mną będzie ci dobrze, nie zranię cię - podszedł od niej i delikatnie przytulił. Dziewczyna oddała jego uścisk, dając mu tym samym mylną odpowiedź.
- Ja nie potrafię - szepnęła, gdy się od niego odsunęła, a w jego oczach ujrzała smutek.
- Kocham cię...
- Herm! - Usłyszała za plecami. Odwróciła się widząc biegnącą w ich stronę Ginny. Miała zarzuconą kurtkę i niedbale zawinięty szalik, po rumieńcach i przyspieszonym oddechu, Granger wywnioskowała, że na prawdę się spieszyła.
- Co się stało? - Zapytała zdziwiona Hermiona. Ron złapał ją za dłoń ściskając nieco mocniej, ale Gryfonka nie spuściła oczu z młodszej przyjaciółki.
- Szukam cię po całym zamku, nie było cię na obiedzie... - powiedziała przełykając ślinę i powietrze.
- No nie było mnie, chciałam pobyć sama..
- Ginny rozmawiamy, nie widzisz? - Wtrącił się lekko podenerwowany rudzielec. Siostra zgromiła go wzrokiem.
- Powiesz wreszcie, co się stało? - Zapytała zniecierpliwiona brązowowłosa.
- Twoje życie właśnie się zmienia! - Zawołała, jakby właśnie oznajmiła, że odkryła Amerykę. Granger dalej patrzyła na nią z uniesioną brwią.
- Draco wrócił - dodała uśmiechając się i cofając się w stronę zamku z wyciągniętą dłonią do Hermiony. Twarz dziewczyny momentalnie się zmieniła, serce zaczęło łomotać w piersi, a oddech przyspieszył. Wyrwała się z uścisku Rona i chwyciła dłoń Ginny, gnając razem z nią do Zamku. Ron widząc to zaklął siarczyście i kopnął w kamień. Widział go, ale miał nadzieję, że Hermiona jednak do niego nic nie czuje, chciał aby to jemu wyznała miłość...

piątek, 7 lutego 2014

Patronus IV





Witajcie kochani. 
Nie chcę być wobec Was nie fair, a i tak już dosyć długo Was przetrzymałam bez nowej notki. W informacji wyraźnie napisałam, że ukaże się po moim przyjeździe z wyjazdu. Niestety nie wszystko jest takie łatwe, rozdział jest w budowie, napisałam już trzy strony, ale teraz tkwię w miejscu. Wiem, że możecie być na mnie za to źli, ale dajcie mi proszę jeszcze trochę czasu. Autorki blogów zapewne wiedzą, co oznacza kompletny brak weny i pustka w głowie. Do tego dochodzi szkoła, wiem nie ma, co się tłumaczyć nauką, ale klasa maturalna robi swoje. Trzeba gonić, niedługo koniec semestru i matura. Obiecuję, że jak tylko mnie natchnie, od razu dokończę rozdział 28 i dodam. Już wiem mniej więcej, co w nim umieścić, więc jest to kwestia czasu, nie chciałabym Wam mówić ile mi to dokładnie zajmie, gdyż nie wiem czy zwyczajnie wyrobię się w tygodniu, zostają weekendy. Przepraszam Was z góry i mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod rozdziałami, jesteście wspaniali, dzięki Wam jeszcze się trzymam :* .
Całuję, Zou.