czwartek, 21 maja 2015

1


"Gwardia Obrońców Hogwartu"




           Hermiona od dłuższego czasu leżała w swoim łóżku i patrzyła w sufit, na którym było przylepione ogromnych rozmiarów zdjęcie. Ona, gdy miała sześć lat i jej rodzice. Wszyscy byli na nim uśmiechnięci, pełni życia i szczęścia. Kąciki jej ust drgnęły lekko ku górze, a pojedyncza łza spłynęła po zaróżowionym policzku. Z westchnieniem podniosła się na łokciach i spojrzała na zegarek. Dochodziła piąta piętnaście. Odrzuciła kołdrę na bok i mimo gęsiej skórki, przeszła na boso w drugi koniec pokoju i ubrała szybko sweter, ciepłe skarpety i kapcie. Po cichu, aby nikogo nie obudzić zeszła do Pokoju Wspólnego Obrońców Hogwartu i zasiadła na białej sofie. Zaklęciem rozpaliła drewienka, które znajdowały się w kominku i chwyciła za koc leżący na fotelu obok. 
- Też nie możesz spać? - usłyszała za sobą i drgnęła ze strachu, mocniej chwytając różdżkę. Za jej plecami stał niewyspany Harry i patrzył z troską na przyjaciółkę. Gdy go zobaczyła, odetchnęła z ulgą i zrobiła mu miejsce obok siebie na sofie. 
- Przysnęłam na godzinkę, ale większość nocy przeleżałam w łóżku - odparła i przetarła zmęczone oczy. 
- Chciałbym mieć tak twardy sen jak Ron. On chyba naprawdę się niczym nie przejmuje - zażartował Potter, na co Hermiona parsknęła śmiechem. 
- To prawda, jeśli chodzi o spanie, to nawet zmartwychwstanie Voldemorta go nie dobudzi. 
- Nawet tak nie kracz - obruszył się chłopak. Granger spojrzała na niego z uwagą, lecz on intensywnie wpatrywał się w ogień. 
- Miałam nadzieję, że chociaż ty tak nie myślisz. 
- Jak na razie tylko ja przyjmuje to do wiadomości. 
- Harry, ja też biorę to pod uwagę - powiedziała i odwróciła się w jego stronę. - Ale to graniczy z cudem, zniszczyliśmy wszystkie horkruksy, sam na własne oczy widziałeś jego śmierć!
- Już ci to tłumaczyłem, Herm! - zawołał poirytowany i przeczesał palcami włosy. - Widziałem, masz rację. Ale ja to czuję wiem, że on nie umarł, wiem że nie zrobiłem wszystkiego. 
- Harry, byłeś ostatnią cząstką jego duszy, on...
- Nie! - krzyknął, nie zwracając uwagi na wczesną porę. Hermiona zmarszczyła brwi i spojrzała w zaniepokojone zielone oczy. 
- Przepraszam - szepnęła cicho. Potter czuł jak drżą mu ręce, nie potrafił się uspokoić, takie stany nerwowe nasilały się w nim od dłuższego czasu. Brunetka przysunęła się bliżej niego i mocno go przytuliła. 
- Umówmy się, że ci wierzę, ale mów mi wszystko, Harry. Nie odcinaj się od nas, jak kiedyś - poprosiła cicho. Poczuła jak Wybraniec się odpręża i kiwa ledwie zauważalnie głową. To jej wystarczyło, musiała wiedzieć, że jej najbliżsi są bezpieczni, że nic im nie grozi, że może dla nich zrobić wszystko. Usiedli z powrotem na swoich miejscach i ich rozmowę zastąpiła cisza, która była ukojeniem. Hermiona oparła się o ramię przyjaciela i odbiegła gdzieś daleko myślami. 
            Ostateczne starcie było dla wszystkich ogromną radością i uciechą. Voldemort zginął, a śmierciożercy zniknęli, zapanował spokój. Do czasu... Miesiąc po bitwie, Harry zaczął miewać dziwne nastroje, sny, a w Proroku Codziennym ciągle pisano o coraz większej liczbie śmierciożerców widzianych na ulicach Londynu. Świetnie się kryli, po chichu uciekali, niewielu zostało złapanych. Gdy nadszedł rok szkolny i uczniowie znowu mieli powrócić do Hogwartu, stało się coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Express Hogwart został zaatakowany przez śmierciożerców, którzy nie mieli żadnych skrupułów. Niczego się nie bali, zrobili wszystko, żeby przestraszyć, dać o sobie znać. Nikt nie zginął, ale każdy wiedział, że była to zapowiedź nagorszego.
            Po tym napadzie, profesor McGonagall wraz z Ministrem Magii powołała Gwardię Obrońców Hogwartu, którzy mieli na stałe chronić murów szkoły i być na straży bezpieczeństwa. Harry, Ron, Ginny, George, Luna, Neville, ja... wszyscy wróciliśmy, prawie cały Zakon stanął na nogi. Każdy dzień jest coraz gorszy, od pamiętnego ataku na pociąg, doszło do trzech bitew w trakcie, których śmierciożercy chcieli wedrzeć się do Hogwartu. Był plan ewakuacji uczniów do domu, jednak Ministerstwo Magii podało, że mimo licznych napaści na szkołę, w domach dzieciaki nie będą lepiej chronione. Znowu nigdzie nie jest bezpiecznie, znowu zapanował chaos, znowu wszędzie czujemy oddech śmierci na karku, tylko tym razem jest to strach o to, co nastąpi o to, co może się wydarzyć i o to, z kim ma być stoczona wojna. Podejrzewamy kilka osób, wiemy że stoją za tym śmierciożercy, ale pytanie kto nimi dowodzi, czemu nie boją się znowu atakować, skoro po śmierci Voldemorta wszyscy uciekli. Co jest tego przyczyną?

- Hermiona, obudź się - mruknął Harry, przeciągając się na kanapie. Gryfonka otworzyła zaspane powieki i usiadła na sofie, od razu patrząc na zegar wiszący tuż nad wejściem do ich Pokoju Wspólnego. 
- Całe dwie godziny daliśmy radę przespać - zażartowała i również się przeciągnęła. 
- Czuje się jakby przeszło po mnie stado ogrów. 
- Gorzej - jęknęła brunetka i wstała, kierując się w stronę schodów. 
- Widzimy się na śniadaniu?
- Jasne, tylko obudź Rona - zawołała i zniknęła za drzwiami swojego pokoju. Ginny jeszcze spała, dlatego skorzystała z wolnej łazienki i wzięła szybki, orzeźwiający prysznic. Ubrała czarne przylegające do ciała spodnie, bluzkę na ramiączkach i bordową ciepłą bluzę z kapturem, zakładaną przez głowę. Włosy związała w warkocz i wyszła z łazienki, podchodząc od razu do łóżka przyjaciółki. 
- Ginny! - krzyknęła dziewczynie do ucha, jak za starych, dobrych czasów i zaczęła się głośno śmiać na widok rudowłosej, która zerwała się z miejsca. 
- Jesteś okropna! - burknęła zaspana i ruszyła pędem do łazienki. 
- Tylko się pospiesz, nie mamy dużo czasu!
- Spadaj! - warknęła zza drzwi, jednak brunetka wiedziała, że to tylko taki przejściowy humor Ginevry. Usiadła na kanapie i wzięła książkę, którą ostatnio wygrzebała w bibliotece. Jej wzrok zaczął błądzić po literach i nim się obejrzała, jej współlokatorka stała ubrana i uczesana przed nią z naburmuszoną miną. 
- No nie mów mi, Ginn, że jeszcze się na mnie gniewasz. 
- W dobie takich czasów, powinnaś budzić mnie o wiele milej. 
- Nie przesadzaj i chodź - powiedziała i złapała ją pod rękę. Razem ruszyły w stronę Wielkiej Sali. 
- Masz dzisiaj patrol? - spytała młoda Weasley. 
- Tak, błonia. A ty?
- Wieża astronomiczna. Chciałabym, żeby to wszystko już się skończyło, mam dosyć życia w wiecznym strachu. 
- Wiem, ja też - westchnęła brunetka i weszły do Sali. Od razu udały się stronę osobnego stołu, który był przeznaczony wyłącznie dla nich. Przywitały się z resztą Zakonu i członków Obrońców Hogwartu i usiadły obok Harrego i Rona. 
- Jak tam się spało? - spytał chłopak Granger.
- Może trzy godzinki przespałam. 
- Naprawdę? Ja dzisiaj akurat miałem bardzo przyjemną noc...
- Tobie zawsze dobrze się śpi - wtrącił Harry, puszczając Hermionie oczko, która na zawołanie parsknęła śmiechem. 
- O co chodzi? - zdziwił się rudzielec. 
- O nic - odpowiedzieli oboje, a Ginny pokręciła głową, że nie wie, o co chodzi. Ronald już chciał coś powiedzieć, lecz zamilkł, wiedząc że jego pytania i tak nie mają sensu, niczego się nie dowie. Kilka minut później do Sali wleciała sowia poczta. Przy talerzu Ginny wylądował Prorok Codzienny i magazyn "Czarownica". 
- Mogę poczytać? - spytał Harry, wskazując na Proroka a rudowłosa kiwnęła głową. Hermiona zerknęła na Wielką Salę, w której uczniowie żywo dyskutowali, jedli i otwierali swoje listy i paczki. Zastanawiała się, czy oni tak samo mocno jak Gwardia przejmują się tym, co dzieje się poza murami Hogwartu. 
- Patrzcie! - zawołał Potter i położył gazetę na stole, tak żeby wszyscy widzieli. Ruchome zdjęcie pokazywało zdemolowany sklep na ulicy pokątnej i płaczących ludzi. - To kolejny napad, zabili trzy osoby. 
- To niedaleko sklepy Georga i Freda - powiedział cicho Ron. Hermiona spojrzała na niego troskliwie i ścisnęła jego zaciśniętą dłoń. 
- Na pewno nic im nie jest - szepnęła uspokajająco. 
- Denerwuje mnie to, że nie możemy nic zrobić - syknął Wybraniec i odchylił się od stołu. 
- Jak to nie? Przecież cały czas coś robimy! - zawołała Ginny. 
- Ona ma racje, chronimy te wszystkie dzieci - wtrąciła Hermiona patrząc na Harry'ego. 
- Rozumiem, ale dla mnie to za mało. Muszę znaleźć tego, który tym dowodzi, muszę go zniszczyć. 
- Nie możesz brać wszystkiego na siebie - żachnęła rudowłosa.
- Nic nie rozumiecie - warknął Potter. 
- To nam wytłumacz! - Ginny była już mocno zdenerwowana, ale Harry nie zwracał na to uwagi. Spojrzał się po wszystkich, poczym wstał i wyszedł z Wielkiej Sali. Hermiona westchnęła głęboko, a młoda Weasley po chwili ruszyła za nim. Ron patrzył na swoją dziewczynę, intensywnie nad czymś myśląc. 
- On ma rację, Herm. 
- Wiem, Ronaldzie. Ale tu nie o to chodzi, ledwo uszedł śmierci, ba! On już prawie umarł, ale dostał drugą szansę i wrócił. Nie pozwolę na to, żebyśmy go drugi raz stracili, ale tym razem naprawdę - powiedziała zdenerwowana. 
- Tu nie o to chodzi. My nic nie zrobimy, Miona. Znasz go tak dobrze jak ja i wiesz, że on i tak zrobi swoje, nie powstrzymamy go. Nie możesz go powstrzymywać. 
- Dlaczego tak mówisz? - spytała brunetka zdziwiona podejściem swojego przyjaciela. 
- Bo go rozumiem. 
- Ale mnie już nie? 
- Nie odwracaj kota ogonem, Miona. 
- Ron! Kocham ciebie i kocham Harry'ego! Jesteście dla mnie najważniejsi i nie pozwolę mu zrobić nic głupiego, a na pewno nie samemu! 
- Wiem o tym - powiedział spokojnie, rudzielec i uśmiechnął się do niej. Hermiona mimo swojego wzburzenia odwzajemniła uśmiech i wspólnie dokończyli śniadanie.

            Po śniadaniu, uczniowie udali się na zajęcia, a członkowie Gwardii ruszyli na patrol. Hermiona siedziała właśnie na trawie przy jeziorze i obserwowała, jak wiatr smaga wodę, tworząc delikatne fale. Druga połowa października nie należała do najcieplejszych, dlatego Gryfonka wyciągnęła już swoje ciepłe swetry i bluzy, aby się nie przeziębić, bo to uniemożliwiłoby jej pracę, a tego by nie chciała. Gdy oparła się o drzewo jej wzrok padł na wzgórze na wschód od Hogwartu. Jej nastrój natychmiastowo uległ zmianie. Ze swojego miejsca widziała ogromną, białą, marmurową tablicę, na której zostały wyryte nazwiska osób poległych w bitwie o Hogwart. Poczuła jak coś mocno ściska ją za serce, gdy zaczęła wspominać Freda, Tonks, Lupina, Lavender... To wszystko było dla niej jeszcze świeżym przeżyciem, dziwiła się, że Ron i Ginny tak dobrze sobie radzą po odejściu jednego z ich braci. 
            Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk szeleszczących ubrań na wietrze, dlatego odwróciła wzrok i ujrzała małego pierwszoklasistę, który szybko przebierał nogami w jej kierunku. Zmarszczyła i wstała, idąc mu na przeciw. 
- Coś się stało? - spytała, widząc jaką chłopak ma minę. Kiwnął głową, a Hermiona cała się spięła. 
- Profesor McGonagall prosi panią do gabinetu, to jest bardzo pilne - odparł, łapiąc oddech, a Granger nieco się rozluźniła. 
- Dobrze, już idę - powiedziała i razem ruszyli w stronę głównego wejścia. Rozstała się z chłopcem na pierwszym piętrze, ponieważ do gabinetu ruszyła skrótem i po kilku minutach była już na miejscu. Zapukała w drzwi i weszła do środka. 
- Witaj, Hermiono dobrze, że już jesteś. Siadaj proszę - powiedziała Minerwa, wskazując brunetce na krzesło. W gabinecie zebrało się już sporo osób, ale jeszcze na kilka z nich wszyscy czekali. Gdy był już pełny skład, McGonagall odchrząknęła i spojrzała po wszystkich.
- Jak wiecie, nasi wysłannicy George Weasley, Dean Cleeny i Olivier Wood podjęli się misji, która miała na celu sprawdzenie gdzie ukrywają się śmierciożercy, ilu ich jest i co mają w planach. - Na te słowa wszyscy pokiwali głowami. - Zdążyli nam powiedzieć gdzie się znajdują i ślad po nich zaginął. - Ta informacja wzbudziła we wszystkich różne emocje. Pani Weasley zaczęła cicho popłakiwać, Ron zaciskał pięści z nerwów a Ginny natychmiast wtuliła się w Harry'ego. Cały skład był poruszony, zwłaszcza ojciec i brat Deana. 
- Gdzie się znajdują? - spytała Hermiona, nieco uciszając głośne rozmowy. 
- W Durmstrangu - odparła dyrektora sprawiając, że w gabinecie zapanowała całkowita cisza. Granger przez chwilę czuła odrętwienie w całym ciele, myśląc o Wiktorze Krumie, który ewidentnie wspiera śmierciożerców, a później poczuła jak krew zaczyna wrzeć w jej żyłach. 
- To jest niemożliwe, sprawdzaliśmy Durmstrang kilkakrotnie - powiedział Percy. 
- Takie mam informacje, panie Weasley. 
- Czyli to nie jest pewne? - zapytała kobieta z Ministerstwa. 
- Nie, natomiast musimy to sprawdzić i po to właśnie zwołałam to zebranie. 
- Ja! - krzyknął Potter i wstał, a wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni. Hermiona wciągnęła głośno powietrze, a z jej oczu zaczęły strzelać pioruny w kierunku przyjaciela. - Zgłaszam się na ochotnika misji. 
            McGonagall spojrzała na niego niepewnie i zdjęła okulary. 
- Panie Potter, to jest bardzo niebezpieczna misja, nie mogę pozwolić na to, aby coś się panu stało. 
- Pani profesor, ja muszę tam pojechać. Wiem, że coś odnajdę, dowiem się czegoś, muszę...
- Ja również zgłaszam się na ochotnika - usłyszeli gdzieś z oddali. Hermiona wybałuszyła oczy na swojego chłopaka i jeszcze mocniej zacisnęła dłonie w pięści, czując jak paznokcie wbijają się jej w skórę. 
- Widzę, że solidarność nigdy nie ugaśnie. Mam rozumieć, że panna Granger również jest chętna? - spytała ironicznie dyrektor. Granger spojrzała na nią zdziwiona. 
- Nie jest za tym pomysłem, ani za tym, żeby Harry gdziekolwiek się stąd ruszał. 
- Ja również - przytaknęła jej. 
- Ale jeśli Harry i Ron lecą, to ja również się zgłaszam. 
- Ja też! - zawołała Ginny, lecz Molly od razu wstała i złapała ją za łokieć. 
- Po moim trupie, moja kochana. 
- Nie możesz mi tego zabronić! - zawołała obruszona. 
- Ginny, twoja mama ma racje, nie możesz tam lecieć, to zbyt niebezpieczne - powiedziała Minerwa. 
- To jest niesprawiedliwe! 
- Ginny, siedź cicho - warknął Ron. Harry spojrzał na swoją dziewczynę, ale odwrócił się w kierunku dyrektorki. Nauczycielka transmutacji spojrzała po wszystkich członkach Gwardii i westchnęła.
- Mamy znowu kuriozalną sytuację, ale musimy rozwiązać to razem. Osobiście nie jestem za wylotem pana Pottera na tę misję. Głosujemy. Kto jest przeciw? - spytała, lecz tylko cztery dłonie uniosły się do góry. Kobieta kiwnęła głową. 
- Cóż w takim razie nie muszę pytać kto jest za. Mam nadzieję, że wrócisz z tego cało, Potter bo jesteś nam tutaj potrzebny.
- Kiedy mamy wyruszyć? - spytał Wybraniec.
- Dzisiaj w nocy. Poleci z wami również Colin i Michael, jako wsparcie. Szczegóły omówimy pod wieczór, radzę wam teraz się wyspać. Zwalniam was z popołudniowego patrolu, a teraz proszę wszystkich o rozejście się. A my - zwróciła się do piątki członków Gwardii. - Widzimy się o osiemnastej w tym gabinecie. - Wszyscy kiwnęli głowami i wyszli na korytarz. Hermiona czuła jak jej złość wzrasta z każdym kolejnym krokiem, ale nie chciała wszczynać awantury przy wszystkich. 
- Naprawdę masz nieźle w czubie, Potter - zażartował Colin, który wyszedł zaraz za nimi. Był to wysoki, tęgi mężczyzna z blond włosami i szczerym uśmiechem. Pracował w Ministerstwie Magii, jako Auror. 
- Dzięki - odparł Harry, również się uśmiechając. 
- Do zobaczenia wieczorem - rzucił blondyn i pomachał im na odchodne, a czwórka przyjaciół ruszyła w stronę pokoju wspólnego. Gdy zostali już sami, Hermiona odwróciła się w stronę przyjaciela i zmierzyła go ostrym spojrzeniem. 
- Czyś ty zwariował?!
- Nie zaczynaj, Miona.
- Nie Mionuj mi tu teraz! Jak mogłeś to zrobić, dlaczego się zgłosiłeś?!
- Już ci mówiłem, dlaczego - odparł, starając się aby jego głos brzmiał spokojnie. Nie chciał się kłócić ze swoją najlepszą przyjaciółką i tak miał już sporo kłopotów na głowie. Wiedział, że jego postępowanie jest nieadekwatne, ale musiał, czuł że musi to zrobić. 
- Harry! To jest niebezpieczne, ja...
- Miona daj spokój - wtrącił się Ron, który do teraz siedział cicho. - On się sam zgłosił, ja szanuje jego decyzję i ty też powinnaś. Jeśli nie chcesz to nie musisz lecieć...
- Zginęlibyście beze mnie! - syknęła poirytowana. 
- Dajcie spokój, to na nic. Nie kłóćcie się, nie ma na to czasu - westchnęła Ginny, która widać, że była zawiedziona. Trójka przyjaciół spojrzała po sobie, lecz żadne nic nie odpowiedziało. W ciszy dotarli do pokoju wspólnego i każde rozeszło się w swoją stronę. Ginny zniknęła w łazience, Hermiona natomiast zaczęła przygotowywać się do wyjazdu. Była już wprawiona w tego typu rzeczy, dlatego pakowanie najważniejszych rzeczy poszło jej szybko i sprawnie. Przez cały czas myślała o tym, jaki z Harry'ego jest uparciuch, dlaczego Ronald go tak broni, a także o tym, co ich tam spotka. Czy bała się? Oczywiście, że tak. Jak przed każdą misją i każdym kolejnym dniem. Jednak nie bała się o siebie, czy o swoje zdrowie, lecz o swoich przyjaciół, a także tych, którzy zostają w Hogwarcie bez ich wsparcia. Czuła się tym wszystkim przytłoczona, brała za dużo odpowiedzialności na siebie, jednak nie potrafiła odpuścić. 
            Gdy Hermiona leżała już w łóżku, aby przespać się przed wyjazdem, jej umysł i serce opanowało dziwne uczucie, że ta misja nie będzie taka jak inna. Wiedziała, że to nie jest dobry pomysł, a cały ten wyjazd nie będzie bezpieczny, miała przeczucie, że stanie się coś, czego wszyscy będą żałować. 



~*~*~

Witam Was kochani. Nie powiem, że bardzo się zdziwiłam widząc tylko jeden komentarz pod Prologiem. Czy aby na pewno chcieliście żebym wróciła? Bo liczba prawie 150 osób, które odwiedzają tego bloga codziennie daje mi sygnał, że tak. To dlaczego nie pozostawiacie po sobie śladu? Mam nadzieję, że tym razem to zrobicie, gdyż nad drugim rozdziałem muszę się poważnie zastanowić. 
Mam nadzieję, że Wam się dobrze czytało, wszelkie opinie proszę kierować w kom :) . 
Zou.

poniedziałek, 18 maja 2015

Prolog

Witajcie kochani.
Mam dla Was kilka informacji na początek :) .
Jak widzicie zmienił się szablon, (jak Wam się podoba?) a moje poprzednie opowiadanie, czyli hermionyświat zostało przeniesione do zakładki w "Zakamarkach", pt. "Hermiony Świat". Tam znajdziecie wszystkie rozdziały oraz bohaterów tamtego opowiadania.

Jeżeli chodzi o nasze nowe Dramione, to może być dla Was na początku niezrozumiałe, dziwne, ale nie martwcie, jak to zawsze ja, muszę mieć zagmatwane na początku, a dopiero później wszystko ładnie wytłumaczyć :) . Akcja między Hermioną i Draco będzie powoli się rozwijać, mam nadzieję, że mnie za to nie udusicie. Wszelkie info będę zamieszczać w zakładce "informacja", a jeśli macie jakieś pytania piszcie w komentarzach, albo na mój e-mail :).
Oczywiście proszę Was o komentarze i opinie - bez tego ani rusz! :)
Zapraszam do czytania :*
Zou.


~*~*~*~

            Gdy tak siedzę zastanawiam się, kiedy i w którym momencie moje życie zaczęło się zmieniać. Czemu wszystko nagle stało się takie trudne, rzeczy z pozoru łatwe okazały się nie lada wyzwaniem. Kiedy? Gdy poszłam do szkoły? Gdy pierwszy raz zrozumiałam, co to jest uniknąć śmierci? Gdy spotkałam się oko w oko z Voldemortem? A może wtedy, gdy dowiedziałam się, co oznaczają słowa: "żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje"?
            Te wszystkie momenty w moim życiu sprawiają, że czuję się jak w letargu, jakbym żyła w jakiejś bańce, z której nigdy nie będzie ucieczki. O co w tym wszystkim chodzi? Zadziwiające, że potrafię rozgryźć najtrudniejszą zagadkę, znam setki zaklęć, a nie potrafię zrozumieć własnego losu. A może o to chodzi? Może właśnie o to chodzi, żebym nigdy się nie dowiedziała, nie zrozumiała? Tylko, dlaczego czuję się nie na swoim miejscu? Co jest nie tak?
           
            Pokój i szczęście nigdy nie mogą być blisko nas przez dłuższy czas. Jesteśmy więźniami zła i chaosu, nie wydostaniemy się z niego, to jest częścią naszego życia. Stawianie czoła nowym przeszkodom, nowym wyzwaniom, nowej śmierci. Czy tak to mogę nazwać? Chyba tak, skoro już jedną pokonaliśmy. Dlaczego śmierć zawsze wraca? Dlaczego zbiera żniwa wśród nas, nie odpuszczając, brnąc dalej, mimo zwycięstwa? Czy zawsze wróci? Jak na razie mam tego dowód. Jest wśród nas, na nowo. Czy się boję? Każdego tygodnia, dnia, każdej minuty i sekundy, każdego spojrzenia, ruchu, zaklęcia. Walka trwa, tylko która strona jest dobra, a która zła? 




wtorek, 12 maja 2015

POWRÓT


Witajcie moi drodzy. 
Sama nie wiem, czy mam zacząć od przeprosin, czy od wyjaśnień, bo naprawdę jestem Wam winna jedno i drugie. Tak więc, przepraszam wszystkich za moją nieobecność, za moje zaniedbanie i za to, że nawaliłam nie dokańczając moich dwóch blogów. Wyjaśnienia? Studia nie są łatwą sprawą, tym bardziej, gdy na głowę spada mnóstwo innych obowiązków, jak praca, dom i jeszcze nauka. Jednak przez ten rok (na innych blogach pół roku) zrozumiałam, że nie potrafię nie pisać. Były takie dni, kiedy siadałam i mówiłam sobie - muszę coś napisać, opublikować, coś zrobić z Dramione, ale zawsze uruchamiał się zdrowy rozsądek i zabierałam się za książki. Teraz jednak, już nie potrafię nie pisać, tym bardziej, że gdy wchodzę i widzę, że każdego dnia odwiedza ten blog kilkanaście osób! To jest niesamowite i dalej się zastanawiam, jakim cudem mi się to udało. Niemniej jednak, chciałabym jeszcze raz przeprosić, za wszystko. 



Jak widzicie w tytule widnieje słowo "powrót" i tak, to jest to o czym myślicie. Wracam, z nowym pomysłem, z nowym planem, z nowym Dramione. Opowiadanie poprowadzę na nowo na tym blogu, oczywiście "Hermionyświat", nie zostanie usunięty, dalej będzie można czytać te rozdziały, ale pod inną zakładką. Ulegnie zmianom również szablon, więc w ciągu najbliższych dni, proszę się nie przestraszyć, blog dalej zostaje ten sam. 

Jeśli chodzi o "amoredramione" oraz "magic-dramione", jeszcze nie wiem, co z tymi blogami zrobić. Myślę, że nie była to moja najlepsza decyzja i teraz jest mi ogromnie głupio z tego powodu, jednak ciężko jest mi też usunąć te adresy, ponieważ wlałam w te nowe opowiadania jakąś część siebie i nie potrafię tak po prostu pozbyć się ich z blogosfery. Może Wy mi pomożecie zdecydować? 

Mam też nadzieję, że w ogóle ktokolwiek jeszcze o mnie pamięta i zasygnalizuje mi, że jest tutaj jeszcze ze mną, mimo mojej długiej przerwy. To również od Was zależy, czy chcielibyście rozpocząć ze mną nową przygodę, na tym blogu, tak więc czekam na Wasze odpowiedzi :) . 


Ściskam, całuję, kocham.
Zou.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

http://magic-dramione.blogspot.com/ - nowy blog :)




Witam, z ogromną przyjemnością chciałabym Was moi drodzy zaprosić na nowego bloga, mianowicie http://magic-dramione.blogspot.com/ : ) 
Historia oczywiście jest o naszych ulubionych, głównych bohaterach, czyli Hermionie i Draconie. Rozpoczyna się niewinnym prologiem, który mam nadzieję, będzie zagadką dla wielu. Opowiadanie toczy się krótko po wojnie, Hermionę czeka wiele przygód, nowe znajomości, miłości, przyjaźni, a w tym wszystkim będzie jej towarzyszył z chęcią lub nie, nie kto inny jak Draco.


Serdecznie zapraszam i pozdrawiam! :*

Zou.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Patronus V



Witam kochani, długo mnie tu nie było, za to wiele się u mnie pozmieniało. 
Dostałam nagłego olśnienia. Wizja nowej historii od A do Z jest w mojej głowie i nawet spora część na komputerze. Długo zastanawiałam się nad tym, czy ją opublikować, miałam wiele wątpliwości, ale dzięki poradom La Tua Cantante i moim kochanym K&H decyzja zapadła. Powstał nowy blog, na którego chciałabym wszystkich serdecznie zaprosić. Jestem cała w nerwach, ponieważ nie wiem, co o nim powiecie, jeśli w ogóle oczywiście znajdziecie czas, żeby tam wejść. Nie chcę Wam więcej mącić tutaj, dlatego serdecznie zapraszam na: http://magic-dramione.blogspot.com/ . Jeśli się tam znajdziecie, proszę o opinię i komentarze. 

Ściskam, Zou.

piątek, 11 kwietnia 2014

Nowy blog! :)




Witajcie moi najukochańsi! :)
Jak widzicie długo nie wytrzymałam bez Was, bez blogosfery i samego pisania! :) 
Założyłam nowego bloga, z nową porcją Dramione, z nowym pomysłem. 
Serdecznie zapraszam tam Wszystkich, mam ogromną nadzieję, że się Wam spodoba! :) 
http://amoredramione.blogspot.com/



Wszelkie informacje znajdziecie na tamtym blogu! :* 
Ślę Wam największe buziaki i zapraszam :*

Wasza Zou. 

piątek, 21 marca 2014

30. Epilog(?)



Moi kochani, jak widzicie dotrwaliśmy do końca. Chciałam napisać normalną notkę, ale musiałam połączyć ją z Epilogiem, z jednego prostego względu. U mnie na blogu nie było Prologu i nie chciałam, żeby blog zaczynał się tak, a kończył tak. Jestem Wam ogromnie wdzięczna, że byliście razem ze mną przez ten czas, że trwaliście ze mną w moich porażkach i wzniesieniach, komentowaliście każdą notkę, wchodziliście, czy pisaliście do mnie, kiedy nowy rozdział. Jestem Wam ogromnie wdzięczna, bo gdyby nie Wy, nie byłoby mnie tutaj. Nigdy nie śniłam o tak magicznej liczbie odwiedzin jak 27,5 tyś. ! To Wy dzięki mojej małej pomocy tworzycie tego bloga i jestem Wam dozgonnie wdzięczna. Chciałabym podziękować wszystkim obserwatorom, dzięki Wam wiem, że w głębi duszy o mnie pamiętacie :* . 

Chciałabym szczególnie podziękować: Lacarnum Inflamare, La Tua Cantante, emersonn, Clover, Akneri, Lumos Maxima, rosmaneczka, Syntia Black, Gisia, Karola, Karolina Dębiak, Koralina, Villemo, Lumossy, Skyler, Muszelka, Risa, Always, DraMion, eska, Anka Cierocka, Aimee, Dramione True Love, Carmen Malfoy, Claudia Malfoy, mildredred, Alisa Rubi, Nadya Craus, Lexie Song, Mania, Irytek, Favoshi, Panna Malfoy, Hermiona Granger, Karrena, Chuda Dama, Expecto Patronum, kabanos w nos, Hermione Granger, CobainowaKrowa, Dorota G, Patrycja DeSangue, Chiyo, Pani Gajewska, Ataraksja i wszystkie kochane Anonimki moje <3 . Chciałabym podziękować każdemu z osobna, ale wiem, że nie dałabym rady. Tym, które trwały ze mną od początku i komentowały każdy rozdział bez wyjątku, dziękuję z całego serca i wy wiecie, że o Was chodzi! Każdemu, kto choć raz zostawił tutaj komentarz, również dziękuję, bo to Wy dawaliście mi siłę i otwieraliście oczy <3 . Jeżeli kogoś pominęłam, na prawdę przepraszam i niech wie, że również mu dziękuję z całego serca. Jest mi ciężko pisać tę ostatnią notkę, to był mój pierwszy blog i jestem z niego dumna. Może nie kończę go tak jak chciałam, ale nie mam innego wyjścia. Kocham Was wszystkich, dziękuję i mam nadzieję, że do zobaczenia niedługo! :* . 
+ zapraszam do sondy <3.
++ ta piosenka, zawsze będzie mi się kojarzyć z całą przygodą na tym blogu. 


na zawsze Wasza, Zou. 
 ~~~~~~





EPILOG(?)

           Hermiona już dawno nie czuła się tak wspaniale, jak tej soboty. Draco zafundował jej dzień pełen rozrywki, począwszy od wypicia Kremowego Piwa, opychaniu się słodyczy w Miodowym Królestwie, przechadzając się po parku na obrzeżach miasteczka, zabrał ją również w punkt widokowy Hogsmade, o którym nie miała pojęcia. Było z niego widać cały zamek i błonia, z drugiej strony czarodziejskie miasteczko. Gdy mieli już wracać do zamku, Draco teleportował się z nią do uroczej miejscowości na obrzeżach Londynu, gdzie zjedli najlepszą kolację, jaką Hermiona mogła sobie wymarzyć. Finałem całego dnia była kąpiel w jeziorze, mimo tak wczesnej pory, woda okazała się całkiem przyjemna. Granger całkowicie zapomniała o egzaminach i nauce, a wszystkie myśli skupiła na swoim chłopaku.
- Draco, co z nami będzie? - Zapytała, gdy znaleźli się w sypialni blondyna. Usiedli wygodnie na skórzanej kanapie i zaczarowali pomieszczenie, aby nikt nie słyszał, co tam się dzieje.
- A o co konkretnie pytasz? - Uniósł jedną brew do góry i spojrzał głęboko w jej oczy. Gryfonka lekko speszona, nie odważyła się odwzajemnić spojrzenia i uparcie wpatrywała się w swoje dłonie.
- No wiesz, co będzie po skończeniu Hogwartu? - Te słowa przechodziły przez jej gardło z ogromnym kłopotem. Bała się tej rozmowy, ale męczyła ją już od dłuższego czasu. Często siedząc w bibliotece rozmyślała o wspólnej przyszłości z Draconem, wyobrażała sobie ich ślub i gromadkę dzieci, ale szybko sprowadzała się na ziemię, karcąc za myślenie o rzeczach, do których może nigdy nie dojść.
- Myślę, że pójdziemy do pracy i zaczniemy dorosłe życie - odparł starannie dobierając słowa. Hermiona podniosła nieśmiało wzrok, a na jej policzkach widniały delikatne rumieńce.
- Zaczniemy? To znaczy, że widzisz nas razem? - Wydusiła z siebie, starając się nie pokazać emocji, które buzowały w jej organizmie. Chłopak uśmiechnął się delikatnie.
- To jest oczywiste Hermiono - odrzekł. Dziewczyna wypuściła powietrze z płuc i uspokoiła się lekko. Pokiwała głową, na znak, że rozumie.
- Tylko nie myślisz, że...
- Że, co?
- No jak ty to sobie wyobrażasz? - Zmarszczyła brwi znowu sprowadzając swoje myśli na ziemię - jedyny dziedzic Malfoyów, arystokrata, szanowana osoba w świecie magii... ze szlamą? - Z trudem udało jej się to powiedzieć bez załamania głosu. Blondyn od razu spoważniał i założył ręce na piersi, wpatrując się w nią intensywnie.
- Chyba już zapomniałaś o tym, jak mnie postrzegają. Nie jestem już szanowany, ale raczej poszukiwany i mogę być posądzony o śmierciożerstwo - odparł lekko zirytowanym głosem - a jeśli chodzi o to, że nie jesteś czystej krwi, to wierz mi lub nie, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, na przestrzeni lat, ale wiem czego chcę, Hermiono. A Malfoyowie dostają to, czego chcą - posłał jej zadziorny uśmieszek, a ona już całkowicie się wyluzowała. Złe myśli wyparowały z jej głowy, gdy przypomniała sobie o jeszcze jednej bardzo istotnej rzeczy.
- Draco, bo wiesz...
- Słucham?
- Ja podczas odbudowywania Hogwartu i w wakacje mieszkałam u Weasleyów, ponieważ... - wzięła głęboki oddech - nie miałam gdzie się podziać, nie mam domu rodzinnego - wyrzuciła zagryzając nerwowo wargę - nie wiem, czy jest to dobry pomysł, żebym tam wracała, bo Ron...
- Chyba zgłupiałaś! - Odparł natychmiast, zbijając tym samym z tropu swoją dziewczynę. Spojrzała na niego zdziwiona.
- Nie ma w ogóle takiej opcji, że wracasz do Łasicy - dodał oburzony, a w jego oczach dało się zauważyć burzliwe emocje.
- Draco ja wiem, że tobie to nie pasuje, ale nie mam gdzie pójść, a moje oszczędności nie starczą na wynajęcie jakiegoś mieszkania - westchnęła czując, że czerwieni się jak dojrzała piwonia. Nigdy nie pomyślałaby, że będzie mówiła o swoim problemie finansowym i mieszkalnym komuś takiemu jak Draco Malfoy. Świat staje na głowie.
- Ty głuptasie to przecież logiczne, że nie zostawię cię na ulicy - odparł z politowaniem widząc jej speszoną minę. Spojrzała na niego unosząc brew.
- Nie chcę włazić ci na głowę, czułabym się strasznie głupio i...
- Aleś ty durna, Granger - westchnął - nie włazisz mi na głowę, ani nie będziesz, jesteś zbyt fantastyczną dziewczyną. Jak dla mnie to, to jest zupełnie oczywiste, że po skończeniu szkoły zamieszkamy razem i zaczniemy żyć własnym życiem - jego głos był opanowany, a na twarzy widniał delikatny uśmiech. Hermiona odetchnęła z ulgą i wstała z fotela chcąc się dosiąść do niego na kanapę. Złapał ją jednak za nadgarstek i posadził sobie na kolanach z łobuzerskim uśmieszkiem. Brązowy warkocz opadł na jej ramię, a kilka kosmyków wysunęło się układając tuż przy jej policzkach. Odgarnął je za ucho i złożył na jej ustach delikatny pocałunek.
- Jestem ci ogromnie wdzięczna - szepnęła Gryfonka.
- Nie masz za, co głupia. Nawet nie myśl w ten sposób, bo mnie tylko zdenerwujesz - odparł jedynie i zamknął jej usta kolejnym buziakami. Tego wieczoru już nie poruszali tematu przyszłości, byli zbyt zajęci sobą.
            Kolejne dni upływały niczym pędzący ekspres Hogwart. Zanim wszyscy się zorientowali odbył się Bal Zakończeniowy, oraz finał Międzyszkolnego Turnieju Quidditcha, który wygrał Hogwart, zwyciężając z Durmstrangiem. Egzaminy przyniosły ze sobą mnóstwo kłótni, napięć i złej atmosfery, nawet pomiędzy taką parą jak Draco i Hermiona. Nie rozmawiali ze sobą przez tydzień, ale było to o tydzień za długo i na przeprosiny obydwoje zrobili sobie dzień tylko dla siebie. Gdy było już po testach, wszyscy oczekiwali jedynie zakończenia roku szkolnego, który nadszedł jeszcze szybciej niż czerwiec.
- Kolejny rok dobiegł końca - zagrzmiał głos McGonagall - dla ostatniego rocznika, tak licznego, są to ostatnie minuty w murach szkoły, do której uczęszczaliście siedem lat, niektórzy nawet i osiem. Mury tego zamku nauczyły was więcej niż książki i nauczyciele. Podejrzewam, że przeżyliście tutaj najlepsze lata swojego życia i zawsze będziecie tęsknić za tym drugim domem. Jest mi ogromnie przykro was żegnać, bez was Hogwart nie będzie taki sam - dało się słyszeć lekki żal w głosie dyrektorki. Hermiona słuchała jej mowy pożegnalnej ze łzami w oczach, podobnie jak wszystkie dziewczęta. Harry i Ron uśmiechali się szeroko, a Ginny opierała głowę o ramię przyjaciółki. - Przyjaźnie, które tutaj zawarliście pozostaną na całe lata, a miłości będą trwać wiecznie - zrobiła pauzę przejeżdżając wzrokiem po Sali - niektóre tak nietypowe, a tak piękne - posłała delikatny uśmiech. Granger odnalazła wzrokiem Dracona, który również spojrzał na nią w tym momencie. Ujrzała w jego oczach iskierki radości i to jej wystarczyło, dodało jej otuchy - mam nadzieję, że nie jest to ostatni raz, kiedy się widzimy i jeszcze w przyszłości się spotkamy! Dziękuję wam za wszystko, wy również wnieśliście w moje życie ogromną naukę - Kiwnęła głową do wszystkich i zeszła z mównicy stając ze wszystkimi nauczycielami w grupce. Skierowali różdżki do sufitu i po chwili wystrzeliły z nich wesołe iskry, które latały po całej Wielkiej Sali, ukazując piękne wspomnienia, które nauczyciele zapamiętali z uczniami. Uczniowie śmiali się i płakali wspominając stare dobre czasy, gdy oglądali wspomnienia.
- Nie wierzę, że to koniec - szepnęła Hermiona widząc siebie Harrego i Rona, gdy siedzieli w bibliotece podczas Turnieju Trójmagicznego, albo jak siedzieli na dziedzińcu i pojedynkowali się dla zabawy.
- Kiedyś musiało to nastąpić - westchnął Potter i w tym samym momencie pokaz się skończył, a wszyscy uczniowie zaczęli głośno klaskać i podrzucać tiary do góry. Po pożegnaniu się z nauczycielami i innymi uczniami z młodszych roczników, wszyscy rozeszli się do swoich Pokoi Wspólnych, aby przez ostatnią godzinę do odjazdu pociągu, pobyć ostatni raz w swoich domach.
- Gdzie Harry? - Zapytała Hermiona, gdy szła razem z Ronem i Ginny w kierunku wieży Gryffindoru.
- Poszedł się przejść - odparł Ron.
- Ale bez nas?
- Wiesz Hermiono, dla niego koniec szkoły oznacza pożegnanie się z jedynym domem, z takim prawdziwym, nie miał innego. Postaraj się go zrozumieć - wzruszył ramionami i wspięli się po schodach. Granger poczuła się głupio, gdyż Ron miał rację. Posiedziała przez chwilę w Pokoju Wspólnym żartując z Seamusem i Nevillem, gdy nagle wstała i bez żadnych wyjaśnień wyszła przez dziurę pod portretem. Ruszyła spokojnym krokiem na siódme piętro, gdzie nagle została zatrzymana przez wysokiego blondyna.
- A ty dokąd? - Zapytał przypierając ją do muru i uśmiechając się łobuzersko. Zaśmiała się pod nosem i złożyła na jego ustach krótki pocałunek.
- Zawsze tam gdzie ja - pokręciła głową - idę porozmawiać z Harrym - odparła. Spojrzał na nią badawczym wzrokiem, ale nie zatrzymywał jej. Kiwnął głową i odszedł do schodów. Hermiona ruszyła ponownie do wieży astronomicznej i wspięła się powoli po drewnianych schodach. Tak jak przypuszczała, Potter opierał się o barierkę i spoglądał na błonia. Podeszła do niego i położyła dłoń na ramieniu. Uśmiechnął się delikatnie.
- Dziękuję Hermiono.
- Za, co? - Zdziwiła się.
- Że przyszłaś, potrzebowałem cię teraz - zauważyła, że w jego oczach szklą się małe łezki. Szybko wtuliła się w niego, a on tak samo mocno odwzajemnił jej uścisk. Hermiona zdawała sobie sprawę, z tego, że dla Pottera jest to szczególnie trudne, gdyż Hogwart był to jego prawdziwy dom. Nie miał innego, w którym czułby się tak jak tutaj. Poznał tu nie tylko siebie, ale i przeszłość, odkrył tajemnice świata magii, które inni znali od małego. Gdy przekroczył pierwszy raz próg Hogwartu, był "tylko Harrym". Teraz jest Harrym Potterem, zbawcą świata, ale co najważniejsze, mężczyzną, który odkrył to, co dla niego najważniejsze, nauczył się kochać i miał przy sobie najwspanialszych przyjaciół.
- Wrócimy tu kiedyś - szepnęła mu na ucho, a on zaśmiał się przez łzy w jej ramię.
- Dziękuję Hermiono - otarł szybko policzki rękawem i ostatni raz rzucił spojrzenie na błonia. Dotknął poręczy i westchnął.
- On zawsze będzie o tobie pamiętał Harry - uśmiechnęła się, wspominając Dumbledora. Po tych słowach zeszli na dół i od razu skierowali się do Hogsmade. Przy wyjściu zostali złapali przez fotografa, który zrobił im zdjęcie na tle zmaku. Po chwili dołączył do nich Ron, później Ginny, a na samym końcu, ku zdziwieniu wszystkich, Joe, Draco, Zabini i wspólnie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie, które od razu otrzymali do rąk. Całą grupką ruszyli do czarodziejskiej wioski, aby wejść w dorosłe życie.
            Gdy dotarli na dworzec King Cross, coś pękło. Hermiona płakała jak małe dziecko, żegnając się ze wszystkimi bez wyjątku. Jako ostatni rocznik stali na peronie tak długo, dopóki każdy z każdym się nie przytulił i nie życzył sobie szczęścia w życiu. Zamykali wspólnie pewny rozdział w ich życiu, aby zacząć pisać nowy. Taka kolej rzeczy. Gdy się rozeszli i Hermiona pożegnała się ze swoimi przyjaciółmi, obiecując sobie, że spotka się z nimi nie dłużej niż za tydzień, chwyciła Dracona za rękę i z walizkami przeszli przez przejście do świata mugoli. Blondyn przeniósł ich walizki do domu, a swoją dziewczynę pociągnął za dłoń w stronę centrum miasta. Nie miała pojęcia, co kombinuje, ale czuła, że wiąże się to z niespodzianką, którą jej obiecał kilka miesięcy temu. Znaleźli się w ładnej kawiarence, której taras wychodził zaraz nad rzeką Tamizą z widokiem na Tower Bridge i London Eye. Usiedli przy stoliku i złożyli zamówienie. Gdy tylko kelnerki odeszły, Draco przeczesał włosy palcami i spojrzał jej w oczy uśmiechając się łobuzersko.
- Co kombinujesz? - Zapytała podejrzliwie, a na odpowiedź nie musiała długo czekać. Malfoy wstał i posyłając zgromadzonym tam ludziom wesoły uśmiech przesunął krzesło z Hermioną tak, że jak klęknął pocałował ją w kolano. Dziewczyna spłonęła rumieńcem i przyłożyła ręce do ust wiedząc, co się święci.
- Kocham cię i chyba nie muszę się z tego tłumaczyć? - Pokiwała głową na boki, czując łzy pod powiekami - wyjdziesz za mnie? - Przez chwilę milczała, próbując opanować bicie serca i drżące dłonie, ale nie potrafiła. Rzuciła mu się na szyję i pocałowała namiętnie.
- Tak - szepnęła do ucha, gdy razem z nią wstał i włożył na jej palcem śliczny zgrabny złoty pierścionek z brylantem.
- To była ta niespodzianka? - Zapytała po zjedzonej kolacji. Uśmiechnął się i pokręcił głową.
- Jak to nie? - Zdziwiła się. Wyjął z marynarki kopertę ze zdjęciami i podał ją dziewczynie, przeczesując włosy. Rozerwała ją niepewnie i zerknęła na fotografie. Ukazywały śliczny nie mały i nie duży domek z ogromnym ogródkiem i tarasem. Hermiona czuła jak łzy po raz kolejny robią się mokre. Nie potrafiła spojrzeć w oczy jej... narzeczonemu. Zakryła usta dłonią i szybkim krokiem wyszła z restauracji. Nie potrafiła racjonalnie wytłumaczyć swojego zachowania, zatrzymała się dopiero kilka przecznic dalej. Oddychała głęboko i pozwoliła łzom spływać po policzkach. Odwróciła się i zobaczyła zdziwionego i smutnego blondyna. Zaciskał mocno pięści i szedł w jej kierunku. Wzięła kilka głębokich wdechów.
- Herm, ja cię przepraszam, jeżeli zrobiłem coś nie tak - zaczął, a ona spojrzała na niego przez łzy. Rzuciła mu się na szyję mocno zaciskając dłonie na blond włosach. Zdziwiony i zdezorientowany objął ją w talii.
- Draco ja nie wiem - pociągnęła głośno nosem - nie wiem jak ci się za to wszystko odwdzięczyć, jesteś dla mnie taki...
- Po prostu bądź - szepnął na ucho i to wystarczyłoby się uspokoiła. Zrozumiała, o co mu chodziło. Delikatny pocałunek był finałem tego dnia.

            Tak, to jest moja historia. Nie koniecznie tak miała się skończyć, niekoniecznie miała omijać tyle ważnych momentów w moim życiu, ale przedstawiłam Wam to, co chciałam. Wiecie jednak, co jest najśmieszniejsze? Ironia losu, nieprawdaż? Dzisiaj, gdy to Wam opisuję, 20.06.2004 roku, nazywam się Hermiona Malfoy i mam trzyletnią córeczkę Amelkę. Czy ktoś z Was by w to uwierzył jeszcze kilka lat temu? Ja nigdy. Jestem najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Moi przyjaciele, są blisko mnie, mój mąż jest najwspanialszym mężczyzną na świecie, z którym dzielę największy skarb i wiem, że nigdy nikt mi tego nie odbierze. Mój wspaniały brat spędza ze mną mnóstwo czasu i stara się wytłumaczyć wszystko po kolei. Moi rodzice po ciężkiej rozmowie, zrozumieli swój błąd, ale są ze mną i kochają Amelkę i swojego zięcia, tak mocno jak mnie. Mimo wszystkich przeciwności losu, które na nas czyhały, udało się. Do szczęścia nie potrzeba wiele i ja jestem do tego idealnym przykładem. Mam miłość i przyjaciół, to mi wystarcza.
To była moja historia, dziękuję.

Hermiona Malfoy. 

piątek, 21 lutego 2014

29.


" [...] Miłość cierpliwa jest...[...]
Wszystko znosi,wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,wszystko przetrzyma,Miłość nigdy nie ustaje [...]"




        Przez jej myśli właśnie przebiegło stado gazeli. Nie skupiała się za bardzo na drodze, bardziej interesowało ją to, co zobaczy ku jej końcu. Jej serce biło jak oszalałe i to w cale nie z powodu tego, że spokojnie mogłaby się ścigać teraz z Harrym, który leciałby na Nimbusie 2001, a ona by biegła, wszystko to było z podekscytowania. Strach ogarnął ją dopiero, gdy wbiegły do zamku, jak poczuła przyjemny dreszcz na plecach od chłodu i jak wszystkie wspomnienia wróciły. Zatrzymała się nagle wyrywając dłoń z ujęcia Rudej. Oparła się o ścianę i zamknęła oczy, widząc jakby pokaz wszystkich chwil jej życia, które zapamiętała.
- Herm, źle się czujesz? - Usłyszała gdzieś z daleka. Pokiwała głową na boki, czując jak jej oczy robią się mokre. To wcale nie były te dobre wspomnienia, tylko złe. Wszystkie chwile, kiedy przez niego płakała i cierpiała. Z całej siły starała się je wyrzucić z głowy, ale wracały jak bumerang.
- Nie myśl o tym - usłyszała głos Ginny i otworzyła oczy. Przyjaciółka stała przed nią z zatroskaną miną - to minęło Miona nie ma, co wspominać - szepnęła, a Hermionie zrobiło się cieplej na sercu. Wiedziała, że pytanie skąd wiedziała, o czym myśli, będzie bardzo nie na miejscu, więc jedynie wzięła głęboki wdech i pokiwała głową.
- Masz rację, przepraszam - szepnęła i otarła szybko łzy. Już nieco wolniejszym krokiem ruszyły w kierunku dziedzińca. Granger podgryzała nerwowo wargę, i co chwila poprawiała włosy. Ruda widząc zachowanie przyjaciółki jedynie chichotała pod nosem. Gdy doszły wreszcie na świeże powietrze, brązowowłosa zaczęła się nerwowo rozglądać po wszystkich. Minęła ją grupka dziewcząt z Ravenclawu, jakieś małe dzieci przebiegły jej obok kolan, gdzieś tam siedziała całująca się para, trochę dalej stała większa grupka Ślizgonów, nieco bliżej Puchoni..
.zaraz... Hermiona wróciła wzrokiem do domowników Węża i serce stanęło jej na moment. Stał tam, dokładnie taki jak go zapamiętała. Noszolancko opierał się o jedną z kolumn, dłonie trzymał w kieszeni czarnych spodni, biała koszula była lekko rozpięta, a zielono srebrny krawat Slytherinu zwisał luźno na szyi. Pikowaną puchową kurtkę miał jedynie zarzuconą, a włosy jak zwykle zmierzwione. Uśmiechał się właśnie do jednej z dziewcząt, co wywołało u Hermiony dziwne ukłucie w okolicach serca. Nagle jej boski widok, został przysłonięty czyjąś posturą. Podniosła nieco wyżej wzrok i ujrzała zadowoloną buźkę Zabiniego.
- Nasza zguba się odnalazła! - Zawołał wesoło.
- No bardzo śmieszne - odparła oburzona Hermiona, starając się zobaczyć, co właśnie robi Smok z dziewczętami.
- Nie martw się, czeka tylko na ciebie - zachichotał Blaise, widząc zachowanie Gryfonki. Spojrzała na niego morderczym wzrokiem, a od swojej dziewczyny dostał sójkę w bok. Nie mógł już patrzeć na zazdrosny wzrok swojej przyjaciółki, dlatego odwrócił się z uśmiechem i włożył dwa palce do ust, gwizdając głośno. Hermiona podskoczyła wystraszona, a na całym dziedzińcu zapanowała cisza, a oczy wszystkich zwróciły się na Ślizgona.
- O to twój kopciuszek! - Zawołał Diabeł, a Malfoy właśnie w tym momencie spojrzał na stojącą Hermionę. Miała zaróżowione policzki, rozwiane i poplątane brązowe włosy, niedbale zarzuconą kurtkę i przewiązany szalik. Nie wiele myśląc ruszył w jej kierunku, słysząc oburzone głosy swoich wielbicielek. Nie myślał teraz o nich, dla niego była ważna tylko ona. Uśmiechała się nieśmiało i delikatnie, mógłby przysiąc, że nawet się rumieni, ale pod wpływem zimna, ciężko to rozróżnić. Kiedy stanął wreszcie przed nią spoglądał chwilę w jej piękne brązowe tęczówki i nie mogąc nadziwić się jej pięknem, złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Nie musiał długo czekać na odpowiedź, jej ręce znalazły się na jego szyi, a drobne ciało przywarło do niego niczym magnez. Zadowolony z takiego obrotu sytuacji objął ją w pasie i mocno do siebie przycisnął, jakby miał być to ich ostatni pocałunek. Nie zważali na zdziwionych ludzi, okrzyki wulgaryzmów, czy chichoczących Ginny i Blaisa, liczyli się tylko oni. Oboje stęsknieni, oboje spragnieni siebie... Gdy po dłuższej chwili oderwali się od siebie, spojrzeli sobie w oczy i to był ten moment...
- Kocham cię - szepnął tak, aby jedynie ona to usłyszała. W jej oczach ponownie zakręciły się łzy, a wszelkie obawy, które ją ogarnęły przed spotkaniem, ulotniły się niczym woda z czajnika.
- Ja ciebie też - odparła i położyła głowę na jego klatce piersiowej. Poczuła jak podnosi ją do góry, ale nie protestowała, nie chciała kończyć tej chwili, nie chciała go już nigdy więcej wypuścić z objęć. Pokiwał jedynie znacząco w stronę przyjaciół i skierował swoje kroki do Pokoju Wspólnego Prefektów, w którym tak dawno nie był. Wypowiedział hasło, które dała mu McGonagall i bez zastanowienia skierował się w stronę swojego dormitorium. Zamknął drzwi sprawnym ruchem stopy i podszedł do łóżka, delikatnie kładąc na nim Gryfonkę. Zdjął jej kurtkę, szalik i ciepły sweter, pod którym miała jeszcze jeden, ale cieńszy i przylegający do ciała. Powoli i delikatnie zsunął ze stóp buty i odstawił pod ścianą. Przyglądała mu się uważnie, czując dreszcze na całym ciele. W pierwszym momencie mógłby pomyśleć, że jest jej zimno, ale w pokoju było prawie dwadzieścia siedem stopni. Sam również się rozebrał i położył się obok niej, gładząc delikatnie jej włosy. Nic nie mówili, chyba każde bało się zacząć...
- Nie zostawiaj mnie więcej - usłyszał jej cichy delikatny szept po kilkunastu minutach. Momentalnie spiął się na całym ciele i przysunął nieco bliżej, unosząc jej podbródek. Nigdy nie był dobry w okazywaniu swoich uczuć, zawsze go w tym przewyższała. Patrzył chwilę w jej czekoladowe oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- Już nigdy więcej, obiecuję - dodał i pocałował ją delikatnie w czoło. Kolejna fala ciepła rozlała się po jej ciele.
- Bałam się, że... - urwała czując ogromną gulę w gardle.
- Nic mi wtedy nie było, malutka - powiedział pospiesznie widząc jej trudności - straciłem przytomność, a ty w przypływie nerwów po prostu spanikowałaś...
- Przepraszam, że dopiero wtedy zrozumiałam ile dla mnie znaczysz - w jej oczach zakręciły się łzy. Nie pozwolił, aby wypłynęły, dlatego szybko otarł je dłonią i złożył na jej ustach pocałunek.
- Cieszę się, że w ogóle do tego doszłaś... - urwał na moment - czekałem na ciebie od dłuższego czasu, nic by mi nie zaszkodziło jakbym poczekał jeszcze trochę - zaśmiał się, a ona po chwili mu wtórowała. Znowu zapadła cisza, ale nie była już krępująca, napawali się nią i sobą jednocześnie. W pewnym momencie Draco przypomniał sobie coś, o czym jeszcze niedawno gorączkowo myślał.
- Granger posłuchaj - zaczął, a ona mimowolnie się uśmiechnęła, tęskniła za tym określeniem - to, co mówił Weasley... - zmarszczył brwi dosyć mocno - czy to prawda? - Gryfonka spoglądała na niego niepewnie, ale w końcu pokiwała przecząco głową.
- Mnie i Rona nie łączyło nic oprócz udawanego związku w wakacje.
- Udawanego? - Zdziwił się.
- Nie kocham go w ten sposób - dodała szybko - zawsze był dla mnie przyjacielem, po prostu...
- Chciałaś spróbować - dokończył za nią.
- Dokładnie - westchnęła - żałuje tego.
- Mogę zadać ci jeszcze jedno pytanie? - Na jego twarz wdarł się łobuzerski uśmiech, a ona mimowolnie poczuła skręcanie w żołądku uwielbiała, gdy tak na nią patrzył.
- Jest w tym jakiś haczyk?
- Nie, zwykłe czysto teoretyczne pytanie - odparł unosząc ręce do góry, w geście niewinności. Zachichotała i pokiwała głową.
- Robiłaś to już kiedyś? - Na słowo 'to' dał szczególny nacisk. Dla Hermiony nie było takiej dziedziny nauki, którą by się nie zainteresowała, seks również przerobiła, ale jedynie w książkach. Gdy tylko zrozumiała, o co chodzi blondynowi, spłonęła okazałym rumieńcem i spuściła wzrok, wpatrując się z zaciekawieniem w skarpetki. Chłopak widząc jej reakcję, kolejny raz spiął się cały i spoważniał. Uniósł delikatnie jej brodę, patrząc w oczy.
- Nie? - Zapytał dobitnie, a ona jeśli to możliwe zmieniła kolor z czerwonego na bordowy. Posłał jej jeden z najpiękniejszych uśmiechów. Wzięła głęboko w płuca i pokręciła przecząco głową.
- To nic strasznego - odparł nie bardzo wiedząc jak się zachować. Wiadome chyba wszystkim jest to, że Malfoy nie słynął jedynie z wyglądu i uroku w szkole, ale również z sypialnianych podbojów. Żadna dziewczyna nie potrafiła mu się oprzeć, a on wcale temu nie zaprzeczał, jak najbardziej go to zadowalało. Mimo jednak tak licznych dziewcząt w jego łóżku, nigdy nie zdarzyła mu się dziewica, zwłaszcza taka, na której mu zależy i której nie chce skrzywdzić.
- Draco - odparła po chwili wyrywając go z zamyślenia.
- Hm? - Mruknął odpędzając dziwne myśli z głowy.
- Ja...Chciałabym to zrobić z kimś, kto jest dla mnie na prawdę ważny i... - wzięła głęboki wdech - z kimś, kto mnie nie skrzywdzi zaraz po skończeniu - zmarszczyła brwi, słysząc własne słowa. Blondyn zrozumiał jej aluzję, do jego podbojów, dlatego pogłaskał ją delikatnie po ramieniu.
- Rozumiem, jeśli nie jestem dla ciebie odpowiedni...
- Nie poczekaj - przerwała mu szybko - nie o to mi chodziło, ja po prostu... nie chcę się spieszyć - dodała - ale chcę to z tobą zrobić - wyrzuciła wreszcie z siebie, a jego twarz rozpromieniła się. Przytulił się do niej mocno.
- Nie skrzywdzę cię nigdy - szepnął jej do ucha, a ona jedynie objęła go rękoma i nogami, wczepiając się jak małpka w jego ciało.

~~~

- A ty dokąd? - Usłyszał za swoimi plecami. Zdziwiony odwrócił się i spojrzał pytająco na przyjaciela.
- Do Hermiony? - Odparł pytaniem na pytanie.
- Po, co? Jest zajęta - dodał Harry, odsuwając od siebie Megan.
- Czym?
- Raczej, kim - poprawiła go blondynka, a Weasley zacisnął dłonie w pięści. Nie zważając na protesty i krzyki ze strony przyjaciół, wszedł do Pokoju Wspólnego Prefektów. Znał hasło, ponieważ na nieobecność Hermiony, zastąpił ją na rozkaz McGonagall. Bez zbędnych ceregieli władował się do jej sypialni, ale nikogo tam nie zobaczył. Gdy już miał wychodzić, usłyszał jej perlisty śmiech, którym zanosiła się na cały pokój. Czerwony i zły, aż po cebulki włosów bez pukania otworzył drzwi, a widok, jaki zastał jeszcze bardziej wprawił go w stan maksymalnego zdenerwowania. Hermiona leżała na łóżku przyciśnięta ciałem Malfoya, który łaskotał ją delikatnie w boczki. Po całym pokoju były porozwalane poszewki i pościel, co oznaczało, że właśnie przebyli wojnę na poduszki. Niestety Ron, jak zwykle wszystko źle zinterpretował. Wściekły rzucił się na blondyna i z niemałym trudem ściągnął go z Hermiony, która zerwała się na równe nogi.
- Co ty wyrabiasz? - Krzyknęła starając się odciągnąć go od blondyna, nad którym się pochylał i starał się uderzyć w twarz.
- Puść mnie! - Krzyknął odpychając ją od siebie, tym samym powodując, że upadła na ziemię. Draco widząc to, nie wytrzymał dłużej. Zrzucił z siebie rudzielca i jednym celnym strzałem, kolejny raz złamał mu nos. Nie patrzył jednak na niego, tylko szybko podszedł do Gryfonki.
- Nic ci nie jest? - Pokręciła głową i wstała przy jego pomocy.
- Wyjdź stąd - krzyknęła wskazując na drzwi. Chłopak wstał wycierając krew z nosa i obrzucił chłopaka nienawistnym spojrzeniem. Gdy już miał wychodzić, obrócił się w stronę Gryfonki i złapał za rękę. Sytuacja wydarzyła się tak szybko, że nawet żadne nie zdążyło zareagować. Rudziec przyciągnął do siebie dziewczynę i złożył na jej ustach dość obrzydliwy pocałunek, zwłaszcza, że ciekła mu krew z nosa. Granger szybko go od siebie odepchnęła i zafundowała siarczysty policzek.
- Jeszcze do mnie przyjdziesz - syknął.
- Wyjdź stąd Wesley, bo jak zacznę ci pomagać, to nie wiem czy dożyjesz kolacji - warknął wyraźnie wyprowadzony z równowagi Malfoy. Jego dłonie się trzęsły, a wzrok szaleńczo błądził po ciele Gryfona. Uśmiechnął się do niego cynicznie i odwrócił na pięcie. Gdy tylko drzwi do pokoju się zamknęły, blondyn obrócił się i z całej siły walnął pięścią w ścianę. Moc uderzenia była tak duża, że farba z tynkiem się pokruszyła, a jego kostki zaczęły krwawić. Hermiona stała przerażona przypatrując się jego furii.
- Przepraszam - szepnęła, cofając się do tyłu. Nie widziała go jeszcze w takim staniem. Zaciskał mocno pięści i głośno oddychał.
- To nie twoja wina, przestań - zaczął szybko i podszedł do niej. Przygarnął do siebie, gładząc jej plecy. Czuła jak przez jego ciało przechodzą ciarki.
- Nienawidzę go - odparł po chwili.
- Wiem - oprała - przepraszam.
- Granger daj spokój, gdyby nie ty, to zapewne leżałby tu martwy - wyznał opierając swoje czoło o jej i wpatrując się w jej tęczówki. Posłała mu delikatny uśmiech.
- Jesteś zazdrosny o mnie? - Szepnęła nie mogąc ukryć zadowolenia. Parsknął śmiechem, rozluźniając się.
- Cholernie - wyszczerzył do niej zęby i pocałował w nos. Wypuścił ją z objęć i skierował się do łazienki żeby obmyć rany. Gdy skończył wrócił do pokoju, w którym był już porządek.
- Dzięki - szepnął i zdjął z siebie białą koszulę, która była opryskana krwią. Od razu wrzucił ją do kominka i podszedł do szafy. Hermiona przypatrywała mu się z niemałym szokiem. Jego sylwetka jak zwykle prezentowała się wspaniale, ale fakt, że okazuje ją przy niej, jeszcze bardziej ją zadowalał. Założył niebieską koszulę i odpiął pierwsze guziki. Przeczesał dłonią włosy i spojrzał na dziewczynę.
- Tobie też się chyba przyda przebranie - odparł. Pokiwała na znak, że się zgadza i wyszli do jej sypialni. Nie była jeszcze tak śmiała jak Ślizgon, dlatego wybrała odpowiednie rzeczy z szafy i zamknęła się w łazience. Ubrała czarną falowaną spódniczkę, biało niebieską bluzkę w paski, którą włożyła do środka i czarny krótki kardigan. Włosy rozczesała i związała niedbałego koka, z którego kilka kosmyków wyleciało. Na szybko przejechała oczy tuszem i popsikała się ulubionymi perfumami. Wyszła gotowa, a widok blondyna czytającego jej ulubioną książkę z dzieciństwa, o mało, co nie zwalił jej z nóg.
- Malfoy czytający mugolską bajkę... - Szepnęła i objęła jego szyję od tyłu.
- Tristan i Izolda - przeczytał - nigdy nie zrozumiem mugoli odparł zamykając - a przeczytałem jedynie epilog - zaśmiał się. Wstał i odłożył wolumin na miejsce. Wypuścił Hermionę i pierwszą i wyszli na zimny korytarz. Mijali uczniów, którzy podobnie jak oni kierowali się na kolację. Draco ujął delikatnie dłoń swojej towarzyszki i wplótł swoje palce w jej. Zarumieniła się lekko i spojrzała  na niego.
- A co powiedzą inni? - Szepnęła widząc ciekawskie spojrzenia.
- Że jesteśmy najpiękniejszą parą w całej szkole - odparł również szeptem.
- A jesteśmy? - Zdziwiła się.
- A nie? - Zachichotał - to właśnie oficjalnie zaczynamy nią być - dodał jak gdyby nigdy nic i wkroczyli razem do Wielkiej Sali. Przystanęli kilka kroków za wejściem.
- Smacznego - powiedział już normalnym głosem i cmoknął ją w usta. Uśmiechnęła się i odeszła do swojego stołu podobnie jak on.
- Uhuhu, co ja widzę - zaświergotała wesoła Ginny.
- Zamknij się i jedz - skwitowała ją Hermiona i obje wybuchły śmiechem.

~~~

Kolejne tygodnie leciały uczniom jak przez palce. Nauki przybywało i powoli zaczynał się kwiecień, obwieszczając dwa miesiące do końca szkoły. Wiosna na dobre rozgościła się na dworze, tworząc piękną aurę, która tylko zachęcała do wyjścia na dwór. Uczniowie korzystali z każdych możliwych promieni słonecznych, uciekając tym samym od prac domowych i nauki, do egzaminów, które zbliżały się wielkimi krokami. Jedyną osobą w całym zamku, która tonęła w książkach i pergaminach całymi dniami, była Hermiona Granger. Trzy miesięczne zaległości, były dla niej czymś strasznym i za każdym razem powtarzała, że nie zdąży nauczyć się wszystkiego do czerwca.
            Nadeszła sobota, a wraz z nią wyjście do Hogsmade. Wszyscy uczniowie, którzy mieli uprawnienia, już dawno temu opuścili zamek ciesząc się wolnymi chwilami. Hermiona jednak nie pozwalała sobie na przyjemności i siedziała teraz w bibliotece wertując podręcznik dla zaawansowanych z transmutacji. Czytała właśnie o skomplikowanych przeobrażeniach ludzi w animaga, gdy nagle wolumin zamknął się jej przed nosem, a wszelkie notatki i inne księgi zniknęły z zasięgu jej wzroku. Zdezorientowana szybko zadarła głowę do góry i ujrzała zadowolonego z siebie blondyna.
- Malfoy, nie wydurniaj się - powiedziała szybko widząc różdżkę w jego dłoni - natychmiast zwróć mi wszystkie rzeczy, muszę się uczyć - nie szczędziła czasu na uprzejmości, nie lubiła, gdy ktoś jej przerywał naukę, ale... Draco Malfoy, to nie był 'ktoś'. To była jedyna osoba, która zawsze skutecznie działa na od stresowanie jej i odciągnięcie od nauki, była to osoba, z którą była.
- I tak już wszystko umiesz, nie zdajemy egzaminów rozszerzonych, tylko podstawowe - zauważył sprytnie i uśmiechnął się triumfalnie. Brązowowłosa zrobiła naburmuszoną minę i założyła ręce na piersi.
- Mam mnóstwo zaległości muszę...
- Nic nie musisz - wywrócił oczami i podszedł do niej skradając jej pocałunek. Niestety dziewczyna nic nie mogła poradzić, że tak działał na nią, jego urok osobisty. Gdy tylko znajdował się w pobliżu serce biło jak oszalałe, ciarki przechodziły po plecach, a cała silna wola skumulowana na nauce, wyparowywała jak woda z czajnika.
- Draco - szepnęła, kiedy zaczął muskać jej szyję. Zadowolony z siebie odsunął się i wyciągnął w jej kierunku dłoń. Spojrzała na niego rozmarzonym wzrokiem i pozwoliła poprowadzić się do Pokoju Wspólnego Prefektów.
- No już, przebieraj się i idziemy do Hogsmade - zarządził uśmiechając się łobuzerko.
- Ale...
- Żadnego 'ale' - pogroził przybierając poważny wyraz twarzy i wpychając ją do łazienki. Gryfonka westchnęła i zaczęła zdejmować szkolne szaty, zastępując je lekkimi beżowymi spodniami, pudrową zwiewną bluzką i białym sweterkiem. Włosy zaplotła w luźny warkocz i wykonała delikatny makijaż. Wychodząc z łazienki zastała jeden z jej ulubionych widoków. Dracona leżącego na jej łóżku z założonymi rękoma za głową.
- Leniuch - rzuciła w jego kierunku wyciągając małą torebkę i pakując do niej potrzebne rzeczy.
- Muszę kiedyś się wyleżeć, bo później nie będzie na to czasu - wytknął jej języki i podniósł się przyglądając swojej dziewczynie. Ubrała brązowe pół buty wiązane jedynie na trzy dziurki i wyprostowała się zadowolona.
- Możemy iść - uśmiechnęła się widząc jego wzrok i po chwili kroczyli już po błoniach. Draco obejmował ją delikatnie ramieniem, a ona wtulała się w jego tors.
- Dziękuję - powiedziała po chwili i przymknęła powieki napawając się fantastyczną pogodą.
- Za co? - Zapytał śmiejąc się.
- Że nie pozwalasz, abym zatraciła się w książkach - odparła.
- O jeszcze, czego zatracić to możesz się jedynie we mnie - wyszczerzył zęby, a ona pokręciła z politowaniem głową całując go w szyję. Przeszedł go przyjemny dreszcz.
- Mam dla ciebie małą niespodziankę - szepnął do jej ucha, schylając się.
- Jaką? - Zapytała od razu, a jej oczy rozszerzyły się z zaciekawieniem.
- Jak ci powiem, to nie będzie niespodzianka.
- Draco ... - zaczęła, ale on wpatrywał się daleko przed siebie udając, że jej nie słyszy.
- Dowiesz się niedługo - odrzekł jedynie i weszli do zatłoczonej wioski czarodziei. 

wtorek, 11 lutego 2014

28.


"To myśli są tym, co szczęśliwie układa 
człowiekowi życie"



Napisałam, z wielkim trudem, ale jest. Przepraszam za błędy, przepraszam za przejściowe opisówki, zbliżamy się do mety, niedługo finał. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za zrozumienie, dziękuję.
~~~~~~~~~~


            Dzisiaj na prawdę czuję, że jestem na właściwym miejscu. Tyle przeciwności losu, które mnie spotkały, tyle przeżyć, o których niejeden nastolatek nawet nie jest wstanie pomyśleć... To wszystko odbudowało mnie na nowo. Zrozumiałam, kim jestem, kim chce być i co powinnam robić. Nie było łatwo, ale przecież nigdy nie jest. Człowiek nie jest wstanie utrzymać swojego życia w idealnej harmonii, nie ze względu na cierpliwość, ale zwyczajnie w świecie byśmy się zanudzili. Potrzebujemy czasami jakiejś rewolucji, ja takich chyba potrzebowałam do życia. Niemniej jednak myślę, że właśnie to, doprowadziło mnie właśnie tutaj.
            Zimne korytarze sprawiały, że odczuwała gęsią skórkę. Nie zwracała na to większej uwagi, po rozmowie z przyjaciółmi do jej ciała napłynęło tyle nieprzyjemnego ciepła, że spokojnie mogłaby teraz wyjść na srogą zimę i nic by jej nie było. Mknęła w stronę wielkiej Sali niczym najszybszy Nimbus. Kiedy wreszcie się w niej znalazła, ku jej szczęściu Joe właśnie kierował się do wyjścia. Poczekała na niego przy schodach, a on bez słów wiedział, że nie idzie na lekcje Eliksirów. W milczeniu ruszyli do jednej z pustych klas, a kiedy Hermiona uzbroiła pomieszczenie, aby nikt nie podsłuchiwał i nie wchodził westchnęła głęboko i odwróciła się do niego. Nie czekał długo, bo po chwili rzuciła się w jego ramiona.
- Tak się o ciebie bałem - westchnął pociągając nosem.
- To wszystko jest tak skomplikowane - mruknęła, gdy się od niego oderwała. Popatrzył na nią smutno.
- Tak wiem, mnie też już to przerasta. Czuję na sobie ogromną winę, że...
- Że co? - Zapytała.
- Że Eliza i Charlotte nie żyją - wybełkotał, a Hermionie machinalnie stanęły łzy w oczach. Podeszła do niego i jeszcze raz go przytuliła. Stali tak chwilę w milczeniu.
- To nie twoja wina, nie mów tak - odezwała się stanowczo.
- Jak nie, przecież gdybym...
- Nie Joe. Nic by to nie dało, że byś mi wcześniej powiedział - spojrzała na niego - dobrze wiesz, że przyniosłoby to jeszcze gorsze skutki.
- Może i masz racje - kolejny raz zapadła krępująca cisza - co teraz będzie? - Zerknął na nią.
- Nie wiem, Joe. Musimy jakoś zacząć od początku - westchnęła siadając na zakurzonej ławce. On usiadł obok niej i bacznie ją obserwował.
- Słuchaj Hermiono, ja zrozumiem jeżeli nie chcesz w jakikolwiek sposób się ze mną kontaktować po ukończeniu szkoły, nie będę miał ci tego nigdy w życiu za złe...
- Joe - przerwała mu szybko - nie opowiadaj głupot, proszę - zmarszczyła brwi, denerwując się - dlaczego miałabym się przestać do ciebie odzywać? Jesteś moim bratem - dodała, a na jego twarzy dało się zauważyć cień uśmiechu.
- No tak, ale co z twoimi rodzicami? - Zaśmiała się w duchu, ponieważ sama zadawała sobie to pytanie.
- Na pewno potrzebuję teraz czasu. Oszukiwali mnie przez osiemnaście lat - westchnęła siląc się, aby słone łzy nie popłynęły po policzkach - ale to oni mnie wychowywali. Pomimo tego, że wiedzieli, kim jestem, kochali mnie... - poczuła rękę Joe na ramieniu i przytuliła się do niego.
- Rozumiem, cieszę się, że cię mam - mruknął cicho, zastanawiając się, czy nie posuwa się za daleko. Granger posłała mu delikatny uśmiech.
- Ja też się cieszę, że jednak nie jestem sama - resztę tej godziny spędzili na rozmowie o rodzinie Joe. Hermiona chciała się jak najwięcej dowiedzieć, ale dzwonek oznajmiający następną lekcję, jej na to nie pozwolił. Niemniej jednak wiedziała, że czeka ją teraz mnóstwo rozmów z nowym bratem. Miała ogromny mętlik w głowie i sama nie zdawała sobie sprawy z tego, jak dzielnie to wszystko znosi. Nie mogła pozwolić, aby chłopak opuścił przez nią więcej lekcji, dlatego wygoniła go z klasy, w której ona jeszcze chwilę siedziała. Zbierała na nowo siły, na kolejną rozmowę, której bała się jeszcze bardziej niż tej. Ruszyła powolnym krokiem w stronę gabinetu dyrektora. Nie wiedziała jak ma się zachować, czy błagać na kolanach, czy próbować coś wyjaśnić jej ulubionej nauczycielce, czy jedynie wysłuchać tego, co ma jej do powiedzenia. Westchnęła cicho i zapukała do dużych mosiężnych drzwi. Po krótkiej chwili usłyszała "proszę". Wypuściła powietrze z płuc i weszła do środka. Minewra siedziała za biurkiem, oglądając jakieś pergaminy, a samopiszące pióro skrobało jej podpis na każdym z nich. Dziewczyna poczuła jak nogi robią się jej miękkie, ale kobieta najwyraźniej to wyczuła.
- Usiądź - zachęciła wskazując na krzesło. Dziewczyna pokiwała głową i usiadła. Spojrzała niepewnie na nauczycielkę.
- Domyślam się w jakiej sprawie do mnie przyszłaś, pan Potter już mi zatruwał w tej sprawie życie - westchnęła machając ręką, a pióro opadło delikatnie na biurko kończąc pracę. Hermiona zaś zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- Harry?
- Tak, dokładnie ten sam Harry - westchnęła i ściągnęła swoje okulary - zanim zaczniemy tę uciążliwą rozmowę, powiedz mi jak się czujesz - przyglądała jej się badawczo. Granger pokiwała delikatnie głową.
- Dziękuję, w porządku. Chociaż mam ogromny mętlik w głowie i staram się to chociaż w najmniejszym stopniu zrozumieć.
- Tak, nie jest to łatwe, ale niektórych tajemnic i tak nie odkryjesz, Hermiono - posłała jej blady uśmiech, na co dziewczyna jeszcze bardziej się zmieszała.
- Tajemnic?
- Pan Malfoy postąpił karygodnie - zaczęła zmieniając temat, kolejny raz zbijając Gryfonkę z tropu. Na dźwięk jego nazwiska spięła mięśnie i przełknęła głośno ślinę.
- Ale to Ronald...
- Wiem, że pan Weasley sprowokował w dość mocny sposób Dracona, ale to nie zmienia faktu, że mogę tolerować napaść na drugiego człowieka - przerwała jej dość lodowatym tonem.
- Pani profesor z całym szacunkiem, ale co to jest za sprawiedliwość? Draco uratował mi życie, nie wolno tak...
- Panno Granger - westchnęła głęboko, a Hermiona zdenerwowała się jeszcze bardziej tym, że dyrektorka ponownie jej przerywa.
- Nie pani profesor. Draco może i przesadził, to prawda - powiedziała nieco głośniej - ale nie pozwolę na to, żeby wydalono go ze szkoły! Nie może pani patrzyć na to, co robił w przeszłości, ponieważ to nie jest jego wina! Był do tego zmuszony, nie chciał takiego życia, a teraz posądza go pani o błahostkę, porównując do przeszłości? - Była zbulwersowana.
- Proszę się opamiętać, panno Granger. To, że jest pani po ciężkiej chorobie, nie oznacza...
- Wiem! Nie oznacza, że mogę w ten sposób z panią rozmawiać, ale pani nie rozumie. To, co zrobił Draco Ronaldowi, jest niczym w porównaniu z tym, co zrobił tam - w jej oczach pojawiły się łzy - walczył, a nie musiał. Zrobił to dla wszystkich, dla mnie! Nie mogę pozwolić, żeby...
- Proszę się uspokoić - powiedziała nieco łagodniej Minewra, patrząc na zaangażowanie Hermiony i cieknące łzy po jej policzkach.
- Proszę, niech się pani jeszcze nad tym zastanowi - pociągnęła głośno nosem i nie mogąc dłużej patrzeć na profesorkę, wyszła z jej gabinetu. Gdy dotarła na zimny korytarz, osunęła się po jednej ze ścian dając upust swoim emocjom.
            Jesteśmy tylko ludźmi. Nie radzimy sobie w wielu sytuacjach, możemy być najtwardszymi zawodnikami, nic nas nie ruszy, ale przychodzi taki moment, kiedy coś w nas pęka. Chowamy się przed całym światem, budujemy mury i bariery wokół siebie. To nie jest wyjście, żadne.
 - Hermiono zjedz coś, proszę - szepnęła Ginny podczas jednego z posiłków w Wielkiej Sali. Hermiona kolejny dzień siedziała jedynie i wpatrywała się tępo w swój idealnie czysty talerz. Nawet nie drgnęła.
- Hermi - tym razem odezwał się Harry. Granger westchnęła cicho i podniosła na niego oczy, tak jakby to była najcięższa rzecz na świecie do wykonania.
- Hm? - Mruknęła w jego stronę. Uśmiechnął się nieśmiało i podsunął jej talerz z jajecznicą. Mimowolnie wzdrygnęła się na widok jedzenia i zaczęła szybko zbierać swoje rzeczy.
- Idę jeszcze do biblioteki - skłamała. Ginewra próbowała ją zatrzymać, łapiąc za rękę, ale gdy widziała stojącą Hermionę bez żadnego wyrazu twarzy, puściła ją. W jej oczach zaszkliły się łzy, które nawet z sąsiedniego stołu zauważył jej chłopak, Blaise.
- Ej, nie płacz - powiedział, gdy złapał ją przy wyjściu z Wielkiej Sali.
- Ja nie mogę patrzeć na to, jak ona się zatraca! Niech ta przeklęta McGonagall pozwoli temu bałwanowi wrócić do szkoły! - Zaszlochała wtulając się w jego szatę. Przytulił ją mocno głaszcząc po miękkich włosach.
- To nie jest takie proste Ginn, Draco został zawieszony nie tylko za pobicie Weasley'a - westchnął głęboko.
- Jak to? - Spojrzała na niego załzawionymi oczami.
- Zabił Eryka, ponosi winę za jego śmierć, Ministerstwo jest nieustępliwe - westchnął, a rudowłosa spojrzała na niego zszokowana.
- Ale...
- Chodź, przejdziemy się - powiedział do niej i wyszli na błonia, ciesząc się dwudziestoma minutami przed lekcją.

~~~

            Siedział w pustym Malfoy Manor wpatrując się tępo w kominek. Jego myśli od kilku miesięcy krążyły wokół jednej postaci, jednej dziewczyny, jego Hermiony. Złość, która zagościła w nim zaraz po opuszczeniu Hogwartu z czasem ustąpiła, teraz wypełniał go strach. Nie o samego siebie, wiedział, że da sobie radę, był tego nauczony od małego dziecka. Bał się o nią, domyślał się, co musi przeżywać, jak musi wyglądać jej życie teraz. Z jednej strony nachodziły go również te czarniejsze scenariusze. Co jeżeli zapomniała o nim? Przecież nigdy nic sobie nie obiecywali, poniekąd. Nie mógł być pewien jej uczuć, a jednak mały głosik w jego głowie podpowiadał mu, żeby się nie poddawał. Żeby walczył, bo ma o co. Wiele razy chciał do niej napisać, ale zabroniono mu korzystać z poczty. Nie miał zielonego pojęcia jak się dostać do Hogwartu, jak ją odwiedzić, jak powiedzieć jej to wszystko, co kłębi się w nim od miesięcy. Zrezygnowany, kolejny dzień spędził na kanapie przed kominkiem trzymając w dłoni szklankę z zimną Ognistą Whisky. Jego myśli przerwał jednak dzwonek do drzwi. Zdziwiony nagłą wizytą niezapowiedzianego gościa wstał, otrzepując niewidzialny kurz ze spodni i odstawił szklankę na stolik. Dzwonek rozległ się kolejny raz, dlatego teraz już nie czekał dłużej. Zbiegł marmurowymi schodami i przeszedł przez ogromny hol. Machnął różdżką na herb Malfoyów, wyryty na drzwiach, a magiczny wąż zasyczał przekręcając się głową w bok. Draco złapał za mosiężne klamki i ku jego zdziwieniu i zadowoleniu ukazała mu się profesor McGonagall. Pomimo szczęścia, które go wypełniło, nie mógł się powstrzymać od zgryźliwej uwagi, po ostatniej ich dyskusji.
- Co panią sprowadza w moje skromne progi? - Zapytał nie siląc się nawet na uśmiech. Minewra zmierzyła go ostrym spojrzeniem i bez zaproszenia weszła do środka stukając obcasami o posadzkę. Od razu skierowała się po schodach do salonu, tak jakby znała jego dom na wylot. Westchnął cicho i podążył za nią, wcześniej zamykając drzwi.
- Mi również miło pana widzieć - odparła lodowatym tonem, gdy usiadła na kanapie - ale wierzę, że pan ucieszy się o wiele bardziej z mojej wizyty, niż ja - dodała obojętnie i wyciągnęła z szaty zwinięty pergamin, obwiązany granatową wstążką z pieczęcią Ministerstwa Magii.
- Co to jest? - Zapytał bez ogródek. Dyrektorka podała mu zwój i gestem kazała przeczytać. Chłopak drżącymi rękoma rozwinął wstążkę. Doskonale wiedział, że na tym kawałku papieru znajduje się jego wyrok, jego przyszłość.

Ministerstwo Magii
Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów oraz Wydział Niewłaściwego Użycia Czarów przez nieletnich, mają zaszczyt przedstawić Panu Draconowi Malfoyowi wyrok rozprawy w sprawie nie właściwego użycia czarów, ze skutkiem śmiertelnym oraz wyrok z rozprawy w sprawie ubliżenia panu Ronaldowi Weasleyowi. Nieczysta karta Pana Dracona Malfoya, wpłynęła bardzo negatywnie na tok rozprawy, jednak nie zmieniła decyzji Wizengamotu. Pan Dracon Malfoy został uniewinniony za oba wyroki, ale ponosi karę w wysokości 1000 galeonów oraz prac na rzecz Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, do ukończenia edukacji.
Podpisanoc :
Minister Magii
  Kingsley Shacklebolt
Szef Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów   Bartemiusz Crouch sernior
Szefowa Wydziału Niewłaściwego Użycia Czarów   Mafalda Hopkirk

            Jego ręce drżały, a na twarzy pomału pojawiał się uśmiech. Przeczytał krótką informację trzy razy i dopiero, gdy spojrzał na twarzy swojej profesorki, zrozumiał. Był wolny, wraca do Hogwartu, wraca do niej. Aby zachować jeszcze jakąś klasę i powagę, poprawił swój T-shirt i spojrzał na nauczycielkę.
- Dziękuję pani bardzo - uśmiechnęła się słysząc te słowa. Wstała i poklepała go po ramieniu.
- Mam nadzieję, że więcej nie będę musiała tego robić - spojrzała na niego znacząco - zresztą to nie tylko moja zasługa - odeszła kilka kroków - ma pan wielu przyjaciół - dodała odwracając się przez ramię. Chłopak zmarszczył brwi.
- Tak, Blaise jest moim prawdziwym przyjacielem - odparł, ale ona pokręciła głową.
- Nie myślałam, że doczekam momentu, kiedy to pan Potter i panna Granger będą mnie błagać o przywrócenie cię do szkoły, a panna Weasley i pan Zabini zrobią mi o to awanturę - zachichotała na to wspomnienie, a blondyn stał oniemiały. Nie mógł uwierzyć, że jego najwięksi wrogowie wstawili się za nim, tym samym stając po stronie byłego wroga, a nie przyjaciela...
- Ma pan zamiar tak sterczeć, czy wrócić do szkoły? Jeżeli dobrze pójdzie, załapiemy się na obiad - odparła dyrektorka i wyciągnęła w jego stronę rękę. Machnęła różdżką sprawiając, że jego bagaże wleciały do pokoju i zniknęły. Blondyn nie zastanawiał się dłużej, wcisnął pergamin do tylnej kieszeni spodni i chwycił profesorkę za dłoń, czując szarpnięcie w okolicach pępka.

~~~



            Potrzebowała chwili wytchnienia. Z każdej strony ktoś coś od niej chciał, pocieszał, uśmiechał się, starał doprowadzić do porządku. Dziękowała im za to z całego serca, ale była zbyt bardzo przybita, żeby cokolwiek robić. Martwiła się o Dracona, a jej myśli błądziły również wokół wydarzeń pamiętnego dnia. Dopiero niedawno dotarło do niej, co się stało. Bardzo dużo myślała o babci Charllote, którą straciła, a tak na prawdę jej nie znała. Była czarownicą czystej krwi, a ona nigdy tego nie zauważyła. Myślała, że tak dobrze ją zna, a prawda okazała się zupełnie inna. Znała jedynie jej wielkie kłamstwo. Nie miała jej tego za złe, rozumiała postępowanie rodziców, rozumiała wszystko. Najbardziej jednak bolało, że nie mogła jej poznać na nowo, tej prawdziwej strony. Żałowała wielu rzeczy, ale bliższego kontaktu z babcią chyba najbardziej. Z westchnieniem wrzuciła kamień do wody, który rozproszył taflę wody. Na jej twarzy pojawił się delikatny cień uśmiechu. Tyle ją ominęło podczas, gdy leżała w szpitalu...Bal Bożonarodzeniowy, turnieje Quidditcha, lekcje, tyle książek mogłaby przeczytać, tyle patroli, tyle wszystkiego... W jej oczach zakręciły się łzy. Była bezsilna, wszystkie smutki, żale, złości wezbrały się w niej i dały upust. Mogła teraz na wszystko krzyczeć, wszystkiemu mieć za złe, ale nie potrafiła tego okazać, zamknęła się w sobie, stała się zupełnie jak on. Zimna i niedostępna, nawet dla swoich bliskich, których tak bardzo raniła. Zaszła już w to tak daleko, że nie potrafiła nawet ich za to przeprosić, było jej głupio, ale nie chciała ich jeszcze bardziej ranić. Wzięła głęboki wdech i oparła brodę na kolanach. Słońce chowało się już za horyzontem, co oznaczało, że jest już po obiedzie. Nie była głodna, nie potrzebowała jeść. Żywiła się teraz wspomnieniami, wspomnieniami z nim. Nie mogła sobie wyobrazić tych miesięcy do końca roku, bez niego. Bez patroli, bez lekcji ze Ślizgonami z nim na czele, bez docinek przy obiedzie, bez przygód...
            Otarła wierzchem dłoni łzy i pociągnęła głośno nosem. Nagle poczuła dłoń na swoim ramieniu. Wystraszona podskoczyła do góry. Odwróciła szybko głowę, a jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił.
- Nie chcę z tobą rozmawiać, Ron - szepnęła podnosząc się z ziemi i otrzepując tyłek ze śniegu.
- Posłuchaj mnie, proszę - przytrzymał jej nadgarstek. Zmęczona i znudzona jego ciągłymi przeprosinami spojrzała w jego niebieskie tęczówki i stanęła. Założyła dłonie na klatce piersiowej i postukała stopą o podłogę.
- No więc? - Uniosła wysoko brew.
- Hermiono ja nie chciałem, on mnie denerwuje, nie zasługujesz na niego, ja wiem, że on ciebie zrani, ja cię nie zranię, bo cię kocham, jesteś dla mnie najważniejsza - powiedział na wydechu, ale nie zrobiło to żadnego wrażenia na Hermionie. Słyszała to z jego ust już milion razy.
- To ja przy tobie trwałem, ja do ciebie przychodziłem, ja...
- Nie Ron - westchnęła machając ręką - daj spokój. Jeżeli dążysz do tego, że kolejny raz dam się nabrać na twoją miłość do mnie, to się grubo mylisz.
- Ale na prawdę cię kocham! - Żachnął - nie pamiętasz naszych pocałunków, naszych przytulasów?
- Byłeś dla mnie jedynie przyjacielem - odparła lodowatym tonem - teraz nie wiem, czy zasługujesz nawet na ten tytuł.
- Hermi.. - zaczął zdziwiony.
- Nie potrafię tak z dnia na dzień ci przebaczyć - pokręciła głową, czując jak łzy podchodzą do jej oczu.
- Przepraszam, za wszystko. Obiecuję, że się z zmienię, ze mną będzie ci dobrze, nie zranię cię - podszedł od niej i delikatnie przytulił. Dziewczyna oddała jego uścisk, dając mu tym samym mylną odpowiedź.
- Ja nie potrafię - szepnęła, gdy się od niego odsunęła, a w jego oczach ujrzała smutek.
- Kocham cię...
- Herm! - Usłyszała za plecami. Odwróciła się widząc biegnącą w ich stronę Ginny. Miała zarzuconą kurtkę i niedbale zawinięty szalik, po rumieńcach i przyspieszonym oddechu, Granger wywnioskowała, że na prawdę się spieszyła.
- Co się stało? - Zapytała zdziwiona Hermiona. Ron złapał ją za dłoń ściskając nieco mocniej, ale Gryfonka nie spuściła oczu z młodszej przyjaciółki.
- Szukam cię po całym zamku, nie było cię na obiedzie... - powiedziała przełykając ślinę i powietrze.
- No nie było mnie, chciałam pobyć sama..
- Ginny rozmawiamy, nie widzisz? - Wtrącił się lekko podenerwowany rudzielec. Siostra zgromiła go wzrokiem.
- Powiesz wreszcie, co się stało? - Zapytała zniecierpliwiona brązowowłosa.
- Twoje życie właśnie się zmienia! - Zawołała, jakby właśnie oznajmiła, że odkryła Amerykę. Granger dalej patrzyła na nią z uniesioną brwią.
- Draco wrócił - dodała uśmiechając się i cofając się w stronę zamku z wyciągniętą dłonią do Hermiony. Twarz dziewczyny momentalnie się zmieniła, serce zaczęło łomotać w piersi, a oddech przyspieszył. Wyrwała się z uścisku Rona i chwyciła dłoń Ginny, gnając razem z nią do Zamku. Ron widząc to zaklął siarczyście i kopnął w kamień. Widział go, ale miał nadzieję, że Hermiona jednak do niego nic nie czuje, chciał aby to jemu wyznała miłość...