wtorek, 24 września 2013

MINIATURKA cz.II

           "Moje serce umrze razem z Tobą"



            Nazajutrz, gdy deportowała się do pracy, nie wyglądała na wypoczętą, ale czekał ją bardzo długi dyżur. Weszła do św. Munga, witając się z sekretarkami i udała się na czwarte piętro. Gdy była już w swoim gabinecie, odstawiła torbę i ubrała biały kitel.
- Co my tu mamy - mruknęła, gdy usiadła do biurka i zaczęła przeglądać papiery. Chwyciła po kolei diagnostykę każdego pacjenta i ruszyła w stronę wyjścia. Po drodze spotkała swoją pielęgniarkę.
- Czy chirurdzy już są na naradzie? - Zapytała.
- Tak, czekają na panią.
- Dziękują, Aleks - posłała jej ciepły uśmiech i weszła do gabinetu ogólnego.
- Dzień dobry, kochani.
- Dzień dobry - odpowiedzieli. Usiadła na jednym z foteli i rozłożyła swoją diagnostykę.
- Dobrze, zaczynajmy. Kto pierwszy?
- Może ja - zaczęła Krystin - niska kobieta o twarzy konia.
- Proszę - powiedziała Granger popijając łyk kawy.
- Pacjent trzydzieści sześć lat, uraz głowy, nie stwierdziłam wstrząśnienia, poparzone kończyny dolne, kawałek prawej strony brzucha, może i wątroby. Wylał mu się kwas z czyrakobólwy - Granger zrobiła kwaśną minę. Tak przebiegła jej narada, a później sama zaczęła przechadzać się do swoich pacjentów. Gdy po trzech godzinach usiadła w biurze zajęła się papierkową robotą. Po niespełna godzinie, do jej gabinetu wleciała zdyszana Aleks.
- Dwóch poszkodowanych, uroki czarnomagiczne, złamane kończyny, krwotok wewnętrzny! - Krzyknęła. Granger poderwała się z biurka i pobiegła za pielęgniarką.
- Podaliśmy eliksir przeciwbólowy, ale tu jest potrzebna operacja - powiedział szybko jeden z ogólnych magomedyków, wskazując na jednego z mężczyzn. Hermiona założyła szybko rękawiczki i dotknęła jego brzucha.
- Natychmiast na salę operacyjną. Przysłać mi do asystowania wolnego chirurga. Tego pana - wskazała na mniej poszkodowanego - proszę poskładać mu kości i podać leki przeciwbólowe, grykowitaminę, eksypolominę i dożylnie to! - Krzyknęła na odchodne i już biegła w stronę sali operacyjnej.

~~~

            Gdy Draco w skrócie opowiedział Harremu wydarzenia z Nowej Kaledoni, Potter był w totalnym szoku. Nie spodziewał się, że Malfoy kiedykolwiek wróci, a dopiero z taką przygodą. Cały czas myślał na temat tych osób, które chcą zemsty Czarnego Pana.
- Musisz znać ich nazwiska, chociaż - powiedział po chwili namysłu.
- Nic nie wiem, trzymali mnie pod ziemią.
- Jak uciekłeś?
- Mieli komplikacje z czarami, nie wiem, jak, ale moja różdżka trafiła w moje ręce pewnego dnia. Od razu starałem się uciec, zabiłem ich przywódcę, ale oni powiedzieli, że dokończą to za niego i wskrzeszą Voldemorta - powiedział wykończony już niekończącymi się pytaniami ze strony Pottera.
- Cholera jasna! Czemu w to wszystko jest zamieszana, Hermiona no! - Krzyknął zdenerwowany.
- Wszyscy się nad tym zastanawiamy! - Krzyknął Zabini.
- Musisz się z nią spotkać - powiedział po chwili ciszy Harry.
- Nie...
- Przestań Draco. Potter ma racje, bez tego nic nie załatwisz.
- Ale.
- Żadnego, ale - nakazał Minister - i zrobisz to jeszcze dzisiaj - warknął w jego stronę zdenerwowany.

~~~

            Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza, gdy Hermiona wyszła z sali operacyjnej. Była wykończona, ale dumna z siebie, uratowała tego chłopaka, ale ledwo, ledwo. Opadła na swój fotel, a pojedyncze kosmyki włosów wypadły jej z kitka. Czuła jak jej kark przechodzą nieprzyjemne dreszcze. Przeciągnęła się ziewając i zaczęła pakować rzeczy do torby. Jej dyżur skończył się już prawie dwie godziny temu. Gdy zebrała wszystkie papiery, teleportowała się do domu. Gdy weszła, ujrzała swoją mamę, która siedziała na kanapie ze śpiącym u niej na kolanach Timim. Zmarszczyła brwi i podeszła do niej, lekko ją szturchając, gdyż też drzemała.
- Oh, Mionka - powiedziała, gdy otworzyła oczy.
- Gdzie Igor? - Zapytała zdziwiona.
- Dostał pilne wezwanie na misję jakieś dwie godziny temu i zadzwonił po mnie.
- Mówił dokąd? - Zapytała zdejmując szpilki i rozpuszczając włosy.
- Nie, powiedział, że wróci jutro wieczorem - odparła odkładając malucha na drugi koniec kanapy i przykryła go kocykiem.
- Chcesz kawy? - Zapytała Hermiona. Jej matka stanęła patrząc na nią.
- Kochanie, jesteś strasznie zmęczona, połóż się spać już - posłała jej troskliwy uśmiech - ja też już jadę do domu.
- Dobrze, mamo - odprowadziła ją do wyjścia.
- Dziękuję, że się nim zajęłaś - pocałowała rodzicielkę w policzek.
- Nie ma, za, co. Wpadnij do nas w weekend, następny - posłała jej zachęcający wzrok.
- Dobrze.
- No, to do zobaczenia - uścisnęły się jeszcze raz i po kilku minutach usłyszała odjeżdżający samochód matki. Z westchnieniem ruszyła do kuchni. Włączyła czajnik z wodą i podeszła do swojego małego synka. Pogłaskała go po grzywce i najdelikatniej jak umiała podniosła go, kładąc na wygodniejszą część kanapy i przykryła kocykiem. Nie chciała go zostawiać samego na górze, bo jak się obudzi, to będzie chciał schodzić po schodach i nie daj boże by spadł. Dlatego dzisiaj będzie spał z nią, a ona musiała jeszcze wypić kawę i posprzątać trochę. Nie usłyszała nawet, gdy ktoś wszedł do jej domu. Spokojnie zalewała wrzątkiem kawę i dosypywała cukru, a przybysz stał w wejściu do kuchni połączonej z salonem i przyglądał jej się z delikatnym uśmiechem na twarzy. Gdy Hermiona się odwróciła, jej serce stanęło w miejscu, oczy rozszerzyły się do maksymalnych rozmiarów, a kubek, który trzymała w dłoni, wysunął się z głośnym trzaskiem rozbijając o ziemię. Dopiero to ją ocuciło, szybko wyjęła różdżkę, ale nim to zrobiła, mężczyzna zrobił to za nią.
- Chłoczyść - powiedział, a po kubku i plamie po kawie, nie było śladu. Hermiona nie wiedziała, co ma zrobić. Ogromne jak grochy łzy spływały po jej policzkach. Łkała cicho patrząc mu w oczy. Nie wiedziała, czy ma pobiec i go przytulić, czy wyrzuć za drzwi. Oparła się o blat delikatną dłonią, a ku zdziwieniu Dracona, ujrzał na jej palcu pierścionek zaręczynowy. Chciał do niej podejść, przytulić ją, dotknąć jej, ale nie mógł. Czuł wielką blokadę w sobie, bał się jej odrzucenia.
- Przepraszam - wymamrotał po chwili, a ona łkała zalewając się kolejny raz łzami. Podeszła do niego i ścisnęła go małymi dłońmi za koszulę. Do jej nozdrzy dotarł zapach jego perfum, czuła jak wypełnia jej całe ciało. Szarpnęła nim delikatnie, a później zaczęła uderzać w jego klatkę piąstkami, coraz mocniej i mocniej. Szlochała przy tym i mamrotała słowa takie jak:
- Nienawidzę cię, draniu, bydlaku - on jedynie złapał delikatnie jej nadgarstki i przytrzymał spoglądając na jej oczy, które tak bardzo kochał.
- Kocham cię - wyszeptał. Hermiona słysząc te słowa kolejny raz zaszlochała, ale zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w niego mocno, stając na palcach. On objął ją w żelaznym uścisku i zatopił dłoń w jej brązowych lokach.
- Ja ciebie też - wyszeptała. Stali tak, zatracając się w tej chwili, dopóki nie dobiegł ich dziecięcy głos:
- Kto to jest mamusiu? - Hermiona szybko oderwała się od chłopaka i spojrzała na zaspanego syna. Stał na schodkach wycierając zaspane oczy. Wyszła mu koszula ze spodni, a jedna szelka opadła z ramienia. Gdy Draco go zobaczył, poczuł jakby oblano go wiadrem zimnej wody. Doskonale poznał w tym chłopcu oczy, które miał po Granger. Przez jego myśl przemknęło, że dziewczyna jednak sobie z kimś ułożyła życie, ma dzieci, ale Zabini mówił, że jest z tym gościem trzy miesiące. Nic mu się nie zgadało, był zszokowany, widokiem malca. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Granger podeszła do niego szybko, wycierając łzy i przykucnęła przed nim, poprawiając mu koszulę i spodnie.
- To Timi jest... - przez chwilę się zawahała, a Draco znowu doznał szoku. Ten chłopczyk nosił imię, które on chciał nadać swojemu synowi, mówił zawsze o tym Hermionie, gdy rozmawiali o założeniu rodziny, poza tym on ma takie blond włosy...ale to przecież nie jest możliwe.
- To jest - ponownie zaczęła przełykając ogromną gulę w gardle - Timi to twój tata - powiedziała siląc się na uśmiech i spojrzała w tedy na oniemiałego arystokratę.
- Tatuś juz wrócił z tych wakacji? - Zapytał najwyraźniej uradowany. Czyli jednak o nim wspominała, czyli on ma syna, z ukochaną kobietą przeleciało przez myśli Dracona. Nie mógł uwierzyć, nie tego się spodziewał po powrocie. Czuł, że jego serce, wypełnia ogromna radość, kucnął teraz i powoli uśmiechnął się do Hermiony i do własnego syna.
- Cześć Timi - powiedział prawie bezgłośnie, a kobieta uroniła kolejne kilka łez, nie wierząc, że dożyje kiedyś takiego momentu. Uświadomiła sobie właśnie, że nie obchodzi ją, co się działo z Draconem. Wiedziała, że ją kocha i wrócił. To było najważniejsze.
- Tatuś! - Zawołał chłopczyk i ku zdziwieniu obojga, rzucił się Malfoyowi na szyję i mocno przytulił. Draco w pierwszym momencie nie wiedział, co zrobić, ale po chwili podniósł małego, wstając i uniósł go wysoko nad sobą. On zaczął się śmiać beztrosko, a wtedy blondyn ujrzał w nim siebie. Gdy Timi się tak śmiał i machał rączkami i nóżkami w powietrzu nad głową chłopaka, Hermiona płakała ze szczęścia. Mężczyzna pocałował syna w czoło i usadowił go sobie na przedramieniu, tak, że on trzymał się jego szyi i opierał głowę na jego ramieniu. Blondyn spojrzał na swoją ukochaną. Podszedł do niej, a ona od razu wtuliła się w jego tors.
- Wróciłeś - wyszeptała wtulając się w niego jeszcze mocniej.
- Jestem - odparł. Stali tak jeszcze chwilę w milczeniu, kiedy nie usłyszeli głośnego ziewania ich synka.
- Położę go spać - powiedziała kobieta.
- Mogę ja? - Zapytał z nadzieję w głosie Draco, a ona zrobiła zdziwione oczy, ale pokiwała głową. Zaprowadziła blondyna do jego pokoju i pomogła mu rozebrać małego Timiego. Gdy ubrali go w piżamkę, Malfoy położył go w łóżeczku i pocałował w czoło, przykrywając kocykiem. Oboje stali nad jego łóżkiem do momentu, kiedy nie zamknął powiek i nie zaczął spać. Wtedy spojrzeli sobie w oczy i po chwil wyszli na zewnątrz, zamykając bezgłośnie drzwi. Granger zeszła na dół, a za nią kroczył arystokrata. Miała wielką ochotę wtulić się w niego i zostać w ramionach na zawsze, ale nie chciała go wystraszyć, chciała się dowiedzieć, co się z nim działo, pragnęła rozmowy z nim. Weszła spokojnie do kuchni. Miała na sobie jasne beżowe rurki i zwiewną zieloną bluzkę. Gdy wstawiła wodę na herbatę, odwróciła się wreszcie do niego. Patrzał na nią ze łzami w oczach, a ona mimowolnie zaczęła płakać. Zrobiła dwa długie wdechy.
- Gdzie...co...się z tobą działo? - Wydusiła z siebie.
- Chodź do mnie - powiedział cicho, a ona spojrzała na niego uśmiechając się delikatnie. Podeszła niepewnym krokiem i wtuliła się w jego ramiona. Położył jej głowę na ramieniu i wdychał zapach jej włosów. Ona wbijała mu palce w plecy z tęsknoty i plamiła koszulę łzami. Pogłaskał ją delikatnie po głowie i bez żadnej trudności podniósł ją delikatnie i zaniósł do salonu, wyłączając wodę. Posadził ją sobie na kolanach i siedzieli tak przez chwilę w milczeniu. Różdżką zapalił wszystkie świeczki i ogień w kominku, oraz zgasił główne światło. Spojrzał jej głęboko w oczy i delikatnie przysunął swoje usta do jej.
- Czekaj - powiedziała nagle - powiedz, co się z tobą działo? - Spojrzała na niego troskliwie. On westchnął głęboko i w streścił jej całą opowieść. Hermiona słuchała jej z szeroko otwartymi oczyma, co jakiś czas wypuszczając łzy. Pokazał jej swój brzuch, a ona ze strachem go dotknęła. Nie mogła zrozumieć, dlaczego akurat jej szukali, dlaczego ona była im potrzebna?
- Draco, boję się - wyszeptała po chwili. Malfoy pogłaskał ją po policzku i posłał zmartwiony wzrok.
- Obiecuję, że już teraz nie zostawię cię na krok - powiedział ochrypłym głosem i wytarł łzy, które spływały po jej policzku. Powoli kolejny raz przysunął się do jej ust i tym razem złożył na nich bardzo delikatny pocałunek. Dziewczyna poczuła jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jej ciele, zapomniała już, jak bardzo pragnęła tego mężczyzny, jak bardzo za nim tęskniła. Wplotła swoje drobne palce w jego blond włosy, a on przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie. Po chwili pocałunek z delikatnego i romantycznego, stał się namiętnym, gwałtownym i spragnionym oddaniem. Oboje dopiero teraz zrozumieli, jak bardzo tęsknota zagościła w ich duszach i ciele, jak bardzo nie mogli bez siebie żyć. Coraz bardziej zachłanne pocałunki, stawały się jedynie tłem, przy oddawaniu emocji. Oboje walczyli o dominację, ale żadne z nich nie mogło opanować drugiego. Ręce Dracona błądziły pod bluzką Hermiony, gładząc jej plecy. Ona zaczęła odpinać guziki przy jego koszuli. Musiał przyznać, że czteroletnia abstynencja od współżycia, była straszną udręką, tym bardziej, że teraz, po tak długiej przerwie, miał tak ogromną ochotę, na tą kobietę. Czując jej poczynania, zgrabnie posadził ją sobie okrakiem na brzuchu i po chwili podniósł i kierował się w stronę schodów. Nie przestawali się całować, gdzie znaleźli się w sypialni Hermiony, kobieta szybko pozbyła się zbędnej koszuli swojego ukochanego, a on zwinnym ruchem zdjął jej bluzkę, a po chwili majstrował przy zapięciu od spodni. Po kilku minutach, oboje byli w samej bieliźnie, podziwiając nawzajem swoje ciała. Granger całowała go po szyi i brzuchu, lecz nie długo, ponieważ po kilku minutach on znowu był u góry. Jednym ruchem zdjął jej stanik, który ukazał teraz piękne piersi, które były dla niego ideałem. Zaczął je pieścić i całować, co kobietę doprowadzało do czystej rozkoszy. Nie była wstanie opanować swoich jęków, a blondynowi najwyraźniej się to podobało, bo jedynie podkręcał atmosferę. Po kilku chwilach, jej dolna bielizna jak i jego, wylądowała na podłodze. Żadne już nie mogło wytrzymać dłużej, dlatego po chwili złączyli się w jedną całość, spędzając upojną noc.
            Nad ranem, obudził ją delikatny dotyk jej kochanka. Uśmiechnęła się delikatnie i powoli otworzyła powieki. Ten moment był równie przyjemny, jak gdy go zobaczyła pierwszy raz po latach. Leżał oparty jedną ręką na poduszkach, a drugą gładził ją po gołym ramieniu. Posłał jej czarujący uśmiech i pocałował delikatnie w usta.
- Witaj kochanie - wypowiedział. Te słowa z jego ust wydawały się takie kojące i przyjemne.
- Cześć - powiedziała i przeciągnęła się, wtulając w niego. Dłonią gładziła jego nieskazitelnie biały policzek.
- Tęskniłam - szepnęła.
- Ja też - powiedział kolejny raz ją całując.
- Draco...
- Tak? - Spojrzała na niego niepewnie i zarumieniła się lekko.
- Ja wiem, że pewnie ciężko ci przyjąć do wiadomości, że masz dziecko, ale...co teraz będzie? Jeżeli nie chcesz być ze mną... - nie dane jej było dokończyć, bo zamknął jej usta swoimi. Gdy się wreszcie oderwał spojrzał na nią z politowaniem.
- To jest najszczęśliwsza rzecz w moim życiu, zaraz po tobie. Nigdy bym nie pomyślał, że moje szczęście w twojej postaci, rozmnoży się i będę miał go więcej. Wiem, że nie było mnie, gdy się urodził i gdy go wychowywałaś, ale chciałbym być dla niego ojcem już do końca życia, o ile mi na to pozwolisz.
- Oczywiście, że tak! - Przytuliła się do niego, a on pogłaskał ją po głowie.
- Mamusiu? - Usłyszeli, a drzwi otworzył mały szkrab, który ledwo dosięgał rączką do klamki. Hermiona uniosła się lekko, a za nią Draco. Obydwoje spoglądali na ich własną podobiznę.
- Tak kochanie?
- Cy tatuś zostanie z nami na zawse? - Zapytał podchodząc do łóżka, a Granger popłynęła jedna łza po policzku. Łza szczęścia.
- Tak, zostanę - powiedział bardzo poważnie Draco. Maluch, bez żadnych ceregieli wgramolił się na ich łóżko i wszedł pomiędzy nich.
- To się ciese! - Zawołał i go przytulił. Kobieta nie mogła oderwać od nich wzroku. To był najpiękniejszy dzień w jej życiu.
            Cały dzień spędzili razem. Hermiona wzięła sobie dzień wolny w pracy. Zjedli śniadanie, pojechali do parku, do wesołego miasteczka. Timi był zafascynowany ojcem, a Draco nie mógł przestać się uśmiechać. Na ulicy, niektórzy czarodzieje przypatrywali się mu ze zdziwieniem, nikt nie wiedział, że wrócił, dlatego był to kolejny szok. Harry wysłał sowę do Malfoya, czy o wszystkim powiadomił jego przyjaciółkę, w odpowiedzi dostał informację, że wszyscy znajdą się u niego w posiadłości na kolacji dzisiaj wieczorem. Właśnie tak pięknie i beztrosko zapowiadała się reszta życia Hermiony i Dracona, ale obydwoje zapomnieli o jednym istotnym fakcie.
            Gdy o godzinie siedemnastej stali przyszykowani i gotowi do wyjścia w salonie u Hermiony, usłyszeli brzdęk otwierającego się zamka i skrzypienie drzwi. Dopiero teraz kobieta przypomniała sobie o Igorze. Jak mogła być tak głupia i całkowicie zapomnieć o mężczyźnie? Jak?
- Kochanie, wróciłem! - Usłyszeli z korytarza. Draco przyciągnął delikatnie do siebie kobietę, a ona wplotła dłoń w jego palce, a drugą ręką przytrzymała Timiego. Wyglądali teraz jak idealna rodzina ze zdjęcia.
- Ale miałem ciężki dzień, przepraszam, że nic ci wczoraj nie powiedzia... - urwał w połowie zdania, gdy wszedł do kuchni. Widok Dracona sprawił, że teczka z dokumentami wypadła mu z rąk, a dłonie zacisnęły się w pięści. Granger poczuła jak jej serce przyspieszyło.
- Igor...  - zaczęła ochrypłym głosem.
- Co ty tu kurwa robisz?! - Zawołał najwyraźniej zdenerwowany. Brązowowłosa otworzyła usta ze zdziwienia, nigdy nie słyszała u swojego byłego już chłopaka podniesionego głosu, a tym bardziej przekleństwa. Patrzała na niego ze zdziwieniem.
- Chyba się nie znamy... - zaczął powoli Draco marszcząc brwi.
- Jak... - zmrużył niebezpiecznie powieki i zaczął głośno dyszeć. Draco szybko stanął przed Hermioną i Timim zasłaniając ich własnym ciałem.
- Timi, nie przywitasz się z wujkiem? - Ostatnie słowo wypowiedział z wyraźnym akcentem. Chłopiec spojrzał najpierw na mamę, która kręciła przecząco głową. Mały był przestraszony reakcją mężczyzny, dlatego złapał się za łydkę Hermiony i nie ustępował jej na krok.
- Zostaw go - powiedział ostro Malfoy.
- Nie wtrącaj się w sprawy rodzinne - wysyczał. Blondyn wybuchł śmiechem na to stwierdzenie.
- Ciekawe, z której strony jesteś rodziną.
- Nie było cię, zostawiłeś ją samą z dzieckiem, jak śmiesz się teraz pojawiać i udawać kochanego tatusia?!
- A ty jak śmiesz mówić o rodzinie, jeżeli nawet jej nie znasz?! - Wrzasnął. Hermiona wzięła swojego synka na ręce i przytrzymała główkę przy klatce piersiowej.
- Co już teraz zapomniałaś, kto cię wspierał? - Zwrócił się do niej.
- Igor, proszę cię. Porozmawiajmy normalnie.
- Nie! - Krzyknął, a ona aż się poruszyła ze strachu.
- Wyjdź stąd - powiedział ostro blondyn.
- Wyrzucasz mnie z własnego domu? - Zapytał ironicznie.
- Nie zapominaj, że to jest tylko mój dom! - Zawołała oburzona Hermiona. On spojrzał na nich mrużąc oczy i uśmiechnął się głupkowato.
- Wyjdę, bez żadnych ceregieli, ale daj mi się pożegnać z Tymkiem - powiedział kucając przy ziemi. Hermiona nie chciała go puścić, podobnie jak Draco. Ale żadne z nich nie chciało żadnych awantur. Kobieta podeszła do niego, nie puszczając ani na chwilę chłopca i kucnęła razem z nim na rękach.
- Co mały, lubisz mnie, prawda? - Chłopiec pokiwał nieśmiało głową. Igor uśmiechnął się do niego zupełnie normalnie i tak jak zawsze to robił, tak jak zawsze nałożył na twarz maskę.
- Chodź się przytul, na do widzenia - powiedział cicho do chłopca.
- Nie - odparł szybko Malfoy.
- Nie wtrącaj się - warknął brunet. Hermiona wstała z zamiarem podania chłopca swojemu ukochanemu, gdy w tym samym momencie Igor chwycił w ręce Tymka i nim ktokolwiek się zorientował, znalazł się na drugim końcu salonu.
- Co robisz?! - Krzyknęła Hermiona i ruszyła w jego kierunku.
- Stój! - Wymierzył w nią różdżką. Blondyn szybko złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Oddaj małego - wysyczał zdenerwowany arystokrata. Celował drewienkiem w byłego chłopaka Granger, ale nie do końca rozumiał, o co mu chodzi. On z wrednym uśmiechem na twarzy pokręcił jedynie głową i zaśmiał się złowrogo.
- Czego chcesz?! - Krzyknęła Hermiona ze łzami w oczach.
- Ciebie - syknął.
- Nie! Po co ci jestem?! - Pierwsza łza spłynęła po policzku - i tak się nie kochamy i tak nie ma między nami tego czegoś, po co to robisz?! To był związek na próbę, proszę...
- Cicho! - Wrzasnął, a ona drgnęła ze strachu wtulając się w klatkę Malfoya.
- Nie byłem z tobą żeby stworzyć szczęśliwą i obrzydliwą rodzinkę! - Krzyknął mocniej ściskając małego Timiego, który ze strachu zaczął płakać.
- Puść go - powiedział blondyn, celując w niego w dalszym ciągu.
- Niee - zaśmiał się - nic nie rozumiecie. Ty - wskazał na blondyna - myślałeś, że jak uciekniesz, to wszystko będzie w porządku? Ocalisz swoją ukochaną i będziecie żyli długo i szczęśliwie? - Dopiero teraz Draco zrozumiał, kim jest Igor. Hermiona w dalszym ciągu nie mogła się zorientować, o czym mówią, dla niej najważniejszy był w tym momencie maluch.
- To ty... - Zaczął zdumionym głosem były Ślizgon.
- Tak! Ja podłożyłem ci świstoklika, ja uniemożliwiałem twoje czary, które miały ochraniać ją - wskazał palcem na Hermionę, do której teraz wszystko dochodziło - ja próbowałem zniszczyć barierę ochronną, ale dopiero gdy uciekłeś, zrozumiałem, co nią jest - zaśmiał się - gdy się dowiedziałem, że uciekłeś, od razu poleciałem do Nowej Kaledonii, niby na misję - zaczął uśmiechając się głupkowato do Hermiony.
- Ty kłamco! - Krzyknęła.
- Zamknij się!
- Nie mów tak do niej!
- Milcz! - Przystawił różdżkę do głowy Timiego i oboje zamknęli usta.
- Co to jest?! Czego ode mnie chcesz?!
- Ciebie całej, kochaniutka. Wszystko odbędzie dzisiaj, już za niecałe pięć minut wszyscy się zjawią. Mały jest twoją ochroną głupia - powiedział szturchając rozpłakanego chłopca - gdy go zabiję, będziesz bezbronna. Wtedy zabiję jego - powiedział jakby opowiadał o najlepszym planie w jego życiu, wskazując na Malfoya - a później zaprowadzę cię do świątyni, gdzie odbędzie się rytuał i twoja krew wskrzesi Czarnego Pana.
- Nigdy! - Wrzasnął Malfoy - Expelliarmus! - Krzyknął w kierunku Igor, ale on odepchnął zaklęcie, powodując, że blondyn wylądował na meblach, tracąc przytomność. Hermiona pisnęła ze strachu i wyjęła swoją różdżkę.
- Schowaj to! - Krzyknął - albo chłopak zginie od razu - warknął przykładając małemu różdżkę do gardła.
- Zostaw ich! - Usłyszeli głos z korytarza i do salonu wbiegł Harry, Zabini i Ginny. Hermiona w tym momencie zaczęła biec po małego chłopca i zjawili się pomocnicy Igora. Rozpętała się istna wojna, wszędzie latały meble, było widać błyski od różnych zaklęć. Granger rzucała zaklęciami w byłego chłopaka, kiedy nagle ujrzała zielony strumień światła lecący w stronę kopii Dracona.
- Nie! - Krzyknęła przeraźliwie głośno i z całej siły rzuciła się w stronę chłopca zakrywając go własnym ciałem....

~~~


            Białe światło, białe kwiaty, biały dywan, białe ozdoby. Kościół był ustrojony w jej ulubionych barwach. Błękit na zmianę mieszał się z kolorem białym. Leciała spokojna melodia, która miała przerodzić się zaraz w pieśń, która pozostaje w sercu na zawsze. Wszyscy stali już w ławkach, czekając aż ksiądz rozpocznie mszę, aż wszystko wreszcie zostanie zamknięte i nikt nie będzie do tego wracał. To był dla niektórych przełomowy moment w życiu. Wiele łez zostało wylanych, wiele nerwów i cierpienia. Wiele dusz zostało zranionych, tych złych nie dobrych. Stanęli w wejściu do kościoła. Ona w pięknej długiej białej sukni, on w czarnym smokingu. Trzymała bukiet białych róż, długi welon ciągnął się za nią niczym mgła. Za nią szła jej przyjaciółka, za nim jego przyjaciel. Gdy stanęli przy ołtarzu, wpatrzeni w siebie z wielką miłością, nastąpił czas przysięgi.
- Ja Draco Lucjusz Malfoy, biorę sobie ciebie Hermiono Granger za żonę i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci - jego niski i ochrypły głos rozniósł się po kościele.
- Ja Hermiona Jane Granger, biorę sobie ciebie Draconie Malfoyu za męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci - na jej malinowych ustach zagościł pełen radości uśmiech, a po policzku spłynęły łzy szczęścia. Gdy ksiądz skończył mówić, poprosił o przyniesie obrączek i wtedy na białym dywanie pojawił się mały blond chłopiec, ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i czarną muchę. Duże czekoladowe oczy biegały po całym kościele, a uśmiech ukazywał białe mleczne ząbki. Podał księdzu na małej poduszce obrączki, a młoda para się nimi wymieniła.
- Ogłaszam was mężem i żoną - powiedział na zakończenie. Gdy się pocałowali cały kościół zaczął wiwatować. Draco wziął syna na ręce i trzymając Hermionę za dłoń wybiegli z kościoła śmiejąc się wesoło. To był najpiękniejszy dzień w życiu całej trójki

20 komentarzy:

  1. Naprawdę cudowna!
    Na początku myślałam, że to Malfoy miał jakiś wypadek czy coś. Na samym końcu całą ceremonię wzięłam za pogrzeb - gdybyś widziała moją minę, jak się dowiedziałam, że to jednak ślub.
    Jestem zauroczona!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję kochana! :D oto chodziło,żebyś na początku myślała, że to pogrzeb :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak potem pomyślałam. Ale naprawdę. Serce mi prawie stanęło! Bo już praktycznie byli razem, a potem ten głupi Igor. Ehh...
      Ale żyję tym Happy End'em! ♥

      Usuń
  3. Ja tak samo jak Koralina :o :o Serio, przestraszyłaś mnie ;)
    Udało ci się, piękna miniaturka <3
    Lumossy
    im-possible-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Miniaturka genialna! Nie mogłam się doczekć drugiej częsci i się nie zawiodłam ;)
    Moment kiedy Malfoy poznał swojego syna... wzruszający.
    No i ślub - przepiękny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudenieńko ;)
    Już myślałam , ze uśmierciłaś Hermione.
    Na szczęście jest Happy End ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapowiadałam, że będzie to słodka odmiana Dramione, nie mogłabym zabić Hermiony :D.
      dziękuję :*

      Usuń
  6. Świetne zakończenie miniaturki ;) Trochę dziwi tak szybka przyjazna reakcja małego na Dracona. Ale i tak jest świetnie. Połączylaś akcję tak, że myślałam że miona nie przeżyje. Pozdrawiam Syntia

    OdpowiedzUsuń
  7. świetna miniatura :)
    jejku.. ja już myślałam, że Hermiona albo Timmy nie żyje.. na szczęście jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Abrakadastyczna miniaturka.
    Tyle w temacie.
    Pozdrawiam, em.

    OdpowiedzUsuń
  10. OOOOO jakie to urocze <3 Na początku myślałam,że to pogrzeb.Mini zawał hehe.Świetny blog i boska miniaturka:D Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń