środa, 28 sierpnia 2013

9.


   "Ktoś kto mówi, że miłość nie przynosi strachu, nigdy nie był zakochany"





         Biała kartka spadała powoli na ziemię, popychana delikatnym wiaterkiem, wytwarzanym przez śpiącą dziewczynę. Czarnym atramentem napisane na niej były imieniny, wschód i zachód słońca oraz duża dziesiątka. Tak, kolejny dzień rozpoczął się bardzo słonecznie. Pogoda dopisywała w dalszym ciągu, ku uciesze uczniów z Hogwartu. Zwłaszcza, że był to piękny niedzielny poranek, niektórzy wybierali się do Hogsmade, inni przechadzali się po błoniach, a jeszcze inni drzemali w najlepsze, zapominając o swoich obowiązkach. Do dormitorium władowała się zdenerwowana Katie Bell. Miała związane ciasno włosy w końskiego kitka i wsuwkami przypięte te, które odstawały. Na sobie miała biało czarny kostium Quidditcha, z ogromnym herbem szkoły, który rozpościerał się na całej klatce piersiowej i brzuchu oraz na plecach. Przedstawiał zestawienie wszystkich czterech herbów domów, a na samym środku znajdowała się wielka litera "H". Ochraniacze na ręce, dłonie i nogi były w kolorze czarnym, a reszta materiału w kolorze białym. W dłoni mocno ściskała trzonek od swojego Nimbusa 2001. Na jej twarzy malowało się zdenerwowanie, które z każdą sekundą wzrastało. Wyjęła swoją różdżkę zza paska i skierowała ją wprost na łóżko swojej współlokatorki.
- Aguamenti - strumień wody z głośnym 'chlup' spadł na dziewczynę, która wyskoczyła na równe nogi, krzycząc jak oszalała. Była kompletnie zdezorientowana i w szoku. Spojrzała na sprawczynię, lecz za nim cokolwiek zdążyła powiedzieć Katie wybuchła głośnym krzykiem:
- Ginny Weasley! BUDZIŁAM CIĘ DWIE GODZINY TEMU, BO ZACZYNA SIĘ PIERWSZY TRENING! NIE WSTAŁAŚ, A ZA DOKŁADNIE TRZY MINUTY ZACZYNAMY! - Zrobiła się purpurowa na twarzy, ale Rudej nie trzeba było dwa razy powtarzać. Bez słowa pobiegła po swój strój do szafy i migiem przebrała się w niego w łazience. Na szybko umyła zęby i związała włosy, nawet się nie malując. Bell czekała na nią w pokoju tupiąc nogą.
- Accio miotła - krzyknęła Ginewra i w pokoju pojawił się jej środek transportu. Wsadziła różdżkę za pasek i kiwnęła w stronę współlokatorki.
- Pewnie się już zaczęło, a jak będziemy szły przez cały zamek, to już w ogóle się spóźnimy - powiedziała słusznie Weasley. Otworzyła na oścież okno i wdrapała się na nie.
- Jesteś pewna? - Zapytała Bell.
- Nie - wzruszyła ramionami i chwiejąc się wskoczyła na miotłę i pofrunęła do przodu. Chwilę później dołączyła do niej czarnowłosa i obie pomknęły na boisko. Profesor Hooch wraz z innymi obserwowała jak lądują na ziemi i podbiegają do reszty.
- Nie toleruję żadnych, powtarzam ŻADNYCH spóźnień panno Weasley!
- Przepraszam.
- Ostatni raz to miało miejsce! - Zawołała.
- Tak jest - mruknęła zaspana dziewczyna.
- Dzisiaj zaczniemy od podstaw. Mamy dwie drużyny, więc dzielimy się na nie i wsiadamy na miotły. Pałkarze zajmują lewą stronę środka, ścigający drugą. Obrońcy ustawiają się przy bramkach, a szukający, chyba wiedzą, co mają robić. Proszę ze sobą współpracować i się nie pozabijać! - Tutaj zawiesiła wzrok na Malfoyu i Potterze - na mój znak, zaczynacie ćwiczyć, jasne?
- Tak! - Odpowiedzieli chórem. Rozległ się gwizdek i wszyscy zaczęli trening, a profesor Hooch, co chwilę podlatywała do każdego i dawała rady, albo poprawiała. Ginny czuła, że jest rozkojarzona. Nie przez piekielną pobudkę, jaką zafundowała jej Bell, ale bardziej przez wieczorne wydarzenia. W dalszym ciągu nie mogła uwierzyć, że Zabini ją pocałował. Na oczach Deana, który praktycznie nic nie zrobił, a to ją również drażniło. Fakt faktem, próbował przynajmniej go uderzyć, ale Ślizgon był dobry w te klocki. Jednak chyba najgorsze w tym wszystkim było to, że ona czuła się niezwykle dziwnie podczas tej krótkiej, a zarazem długiej chwili. Co miało oznaczać dziwnie? Bardzo, bardzo, bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Starała się odepchnąć tę myśl jak najdalej od siebie, ale ona wracała do niej jak bumerang. Cały czas czuła ciepło, które biło od jego ciała, perfumy, które tak bardzo kręciły jej w głowie i te piękne, duże czekoladowe oczy. Ale to był Blaise Zabini. Ślizgon, wróg, śmierciożerca, dupek, arogant, najprzystojniejszy chłopak w szkole!
- Weasley! Skup, że się no! Ile razy mogę do ciebie dzisiaj powtarzać?! - Zawołała poirytowana Hooch.
- Przepraszam najmocniej, już słucham.
- Już?! Dobrze, że w ogóle - warknęła i ponownie rozpoczęła swój monolog na temat, jak trzymać kafla, aby nie wyrwał go przeciwnik.
~~~

            Hermiona siedziała na parapecie z podkulonymi nogami. Wpatrywała się w małe osóbki, które latały na miotłach na boisku od Quidditcha. Wszyscy jej przyjaciele dzisiaj się tam znajdowali i nawet nie miała, z kim pogadać. Trening miał trwać do obiadu, więc przez ten czas musiała znaleźć sobie zajęcie. Wstała z westchnieniem odkładając na miejsce książkę, którą przeczytała w nocy, gdyż nie mogła spać. Wykonała poranną toaletę i założyła na siebie pastelowe beżowe rurki, kremowy top i szary workowaty sweterek na guziki. Gdy stanęła przed lustrem głośno ziewnęła i przyjrzała się sobie. Nagle usłyszała stukanie do okna. Podskoczyła lekko, wystraszona i podeszła do sowy, która trzymała mały liścik. Zmarszczyła brwi i odwiązała go od nóżki, dając zwierzęciu ciastko. Rozwinęła pergamin i przeczytała.

Spotkajmy się w bibliotece o 13. Chciałbym z Tobą porozmawiać.
Blaise Z.

            Otworzyła szeroko oczy, ale odpisała jedynie 'Ok' i wypuściła sowę z powrotem. Czego mógł od niej chcieć Zabini? Po wczorajszej akcji, raczej nie chciała go widzieć, ale skoro nalegał, to nie pozostało jej nic innego. Jego zachowanie było podwójnie podejrzane, ponieważ zawsze w parze z Malfoyem świetnie bawili się, dokuczając wszystkim, w tym też jej. Miała nadzieję, że nie był to kolejny głupi dowcip, bo inaczej tego pożałuje. Nie mogła też zbyt pochopnie wyciągać wniosków o nim, ale z racji, że był śmierciożercą i zadawał się z tlenionym, za dobrej opinii zwłaszcza u niej, to on nie miał. Wzruszyła jedynie ramionami i zerknęła na zegarek. Było po jedenastej. Udała się do Wielkiej Sali, mając nadzieję, że dostanie coś jeszcze na śniadanie, ale nie była tego taka pewna. Szła zimnymi kamiennymi korytarzami, spoglądając na ruchome obrazy, które albo rozmawiały o czymś zawzięcie, najczęściej były to plotki z całej szkoły, albo spotykali się na tak zwanych 'herbatkach'
- Witaj Hermiono - usłyszała z góry i podniosła głowę. Nad nią frunął właśnie Prawie Bezgłowy Nick.
- Witaj, sr. Nickolasie! - Zawołała machając mu i otworzyła drzwi do Wielkiej Sali. Na jej szczęście kilka osób jeszcze siedziało i kończyło posiłek, więc załapała się na tosty i naleśniki. Gdy nalewała sobie soku dyniowego do jej stołu dosiadł się Joe.
- Cześć - przywitał ją, siadając na przeciwko.
- O hej - odparła pogodnie i popiła soku.
- Smacznego - dodał od razu widząc jej pełny talerz - mogę ci potowarzyszyć? - Zapytał z nadzieją.
- Pewnie, jedz - uśmiechnęła się i zaczęła pałaszować naleśniki. Lavard również je sobie nałożył i polał sosem klonowym.
- Jak się spało? - Zapytał.
- A nie za dobrze - zmarszczyła brwi przełykając kęs - jakoś nie mogłam zasnąć, prawie do piątej nad ranem czytałam książkę.
- Tyle czasu? - Zapytał zdziwiony.
- Tak, ale do drugiej miałam patrol - wyjaśniła.
- Ach no tak - posłał jej łagodny uśmiech.
- A ty jak spałeś?
- Dzisiaj wyjątkowo dobrze. Chociaż stękanie Zabiniego lekko mnie denerwowało, ale jakoś przeżyłem.
- Dzielisz z nim dormitorium? - Zdziwiła się i patrzyła na niego z zaciekawieniem.
- A no tak. Zostałem tam przydzielony, bo nie jaki Montauge z nim mieszkał, ale nie wiem, co się z nim stało.
- Ja też nie, nie interesują mnie Ślizgoni - mruknęła jedynie i zjadła posiłek. Popijała spokojnie sok dyniowy, czekając aż jej towarzysz również skończy jeść.
- Nie bądź taka uprzedzona Hermiono, ludzie się zmieniają - kolejny raz zaczynał podobny temat, dziwiąc tym Gryfonkę.
- Ja rozumiem, że nie wszyscy Ślizgoni są tacy, ale nie wszyscy też się zmieniają, Joe - odparła spokojnie i oboje wstali od stołu kierując się do wyjścia.
- Jeszcze byś się zdziwiła - zaczął spokojnie, a ona zmroziła go wzrokiem.
- Mnie to już chyba nic nie zdziwi - zaśmiała się. Przez jego myśli przeszło jedynie : oj, mylisz się. Szli przez chwilę w milczeniu, gdy Hermiona przeciągnęła się głośno.
- Idę do biblioteki, spotkać się z twoim współlokatorem - powiedziała, krzywiąc się przy tym.
- O, a jednak - zaśmiał się, patrząc na nią wymownie.
- Oj, daruj sobie - wytknęła mu język i odeszła w stronę schodów. Pomimo tego, że Joe miał bardzo trudny charakter do rozgryzienia, polubiła tego chłopaka. Czuła się przy nim swobodnie i bardzo miło jej się z nim rozmawiało. Weszła spokojnie do biblioteki i od razu udała się między regały ksiąg. Wodziła wzrokiem po nazwiskach ogromnych klanów czystej krwi, kiedy znalazła wreszcie ten, o który jej chodziło. Był dość spory i gruby. Zaniosła go do ulubionego stolika i zaczęła przeglądać.

 Ród Lavard od dawien dawna jest znany na całym świecie magii. Od ponad dwóch tysięcy lat od Doriana Lavard, który poślubił Aldonę Clevwheater, rodzina utrzymuje status czystej krwi. Drzewo genealogiczne jest przeogromne, połączone z różnymi innymi klanami...

Wczytywała się w ich ciekawą historię, życie po wojnie, kiedy nagle usłyszała za swoimi plecami:
- Myślałem, że nie przyjdziesz - kolejny raz dzisiejszego dnia, podskoczyła jak oparzona ze strachu i z hukiem zamknęła wolumin. Odwróciła głowę zakrywając tytuł księgi i ujrzała za sobą jednego z najprzystojniejszych facetów w szkole.
- Zabini! Zawału bym dostała!
- Aż taki ładny jestem? - Wyszczerzył zęby.
- Chciałbyś - mruknęła i gdy tylko usiadł wstała szybko i odłożyła księgę na miejsce, po chwili wracając do stolika.
- Co czytałaś?
- Nic, co powinno cię interesować - warknęła mrużąc oczy. On jedynie westchnął i spojrzał na nią z politowaniem.
- Przyszedłem w pokojowych warunkach, więc chcę też w takich wyjść - zamrugała kilkakrotnie oczami, starając się przeanalizować to, czy aby na pewno się nie przesłyszała. Blaise Zabini i pokoje warunku wobec niej? Szlamy? Zmarszczyła swoje brwi i spojrzała na niego podejrzliwie.
- Jesteś Ślizgonem, nie możesz mieć dobrych zamiarów - wymamrotała, a on jedynie parsknął śmiechem.
- Granger, ludzie się zmieniają!
- Co wyście się zmówili czy jak? - Zapytała zdziwiona przypominając sobie słowa Joe dzisiaj na śniadaniu.
- Co? Kto? Z kim?
- Ach, nie ważne - machnęła ręką - mów, po co chciałeś się spotkać?
- No, więc - odchrząknął i spojrzał jej w oczy - chciałem ci podziękować za wczorajszą ulgową kartę - powiedział powoli, a gdy Hermiona chciała coś powiedzieć, uciszył ją dłonią - oraz za to, że nie wlepiłaś mi szlabanu i za to, że nasłałaś na mnie Malfoya, który dręczył mnie pół nocy, żebym mu powiedział, co się stało - odparł zirytowanym głosem, na co ona jedynie zachichotała.
- Nie ma, za, co. Do usług - ukłoniła się w żartach i znowu zaśmiała. On pokręcił ironicznie głową i zrobił kwaśną minę.
- Przechodząc do rzeczy, proponuję zawieszenie broni - odparł uśmiechając się szeroko. Granger nie wykryła w tym uśmiechu nic podejrzanego, więc zrobiła szerokie oczy. Najpierw ją przeprasza, pokojowe warunki, ZAWIESZENIE BRONI?! Absurd, niech ktoś uszczypnie ją w dłoń, bo nie uwierzy.
- Co?
- Mówi się słucham - poprawił ją automatycznie.
- Zabini! - Warknęła.
- Eh, wiedziałem, że początki będą trudne, ale możemy próbować - kolejny raz pokazał rząd śnieżnobiałych zębów. Dziewczyna siedziała chwilę zastanawiając się nad jego słowami. Proponował jej, żeby przestali się wyzywać i wyśmiewać nawzajem, ale coś jej tu nie pasowało.
- Nie ma w tym żadnego podstępu? - Zapytała mrużąc oczy. On poniósł obydwie ręce do góry.
- Jestem czysty jak łza z tą propozycją - odparł.
- Nie łatwo jest zapomnieć o sześciu latach...
- Nie proszę cię o wybaczenie, Granger - zaśmiał się ciepło - tylko o to, żebyśmy zawiesili broń. Nie interesuje mnie, co tam myśli Malfoy czy inni, nie mam ochoty już dłużej szukać dziury w całym, czasy się zmieniają - ona zrobiła zdziwioną minę i po chwili zaczęła się śmiać.
- Mam deja vu - odparła podnosząc rękę w geście, aby poczekał aż jej przejdzie. Gdy wytarła łzy, które podeszły jej do oczu pokiwała głową.
- Zgadzam się - zaśmiała się jeszcze raz i posłała mu uśmiech. Pomimo tego, że przeżyła właśnie szok, gdyż pogodziła się ze Ślizgonem, to zrobiło jej się cieplej na sercu. Czuła, że to dobry krok do lepszych czasów. Joe najwyraźniej był młodszą wersją Trelawney.
- To super, ulżyło mi - westchnął.
- Ale takie sytuacje zdarzają się raz na miliony lat, więc trzeba to upamiętnić! - Powiedziała uśmiechając się diabolicznie, a on spojrzał na nią jak na wariatkę.
- Że niby jak?
- Zapraszam cię na kremowe piwo - odparła dumnie.
- Że co? Chyba postradałem zmysły, Hermiona Granger, Prefekt Naczelny, zaprasza byłego wroga na kremowe piwo - zachichotał jak dureń i spojrzał na nią niedowierzając. Ona zrobiła obruszoną minę. Nie często komukolwiek proponuje takie rzeczy, więc nie powinien wymyślać. Zresztą ostatnie dni, przyprawiły ją o dręczące ją myśli, więc już długo myślała nad napiciem się z Ginny, ale ona miała dzisiaj trening, więc ta sytuacja napatoczyła się sama.
- Ej! Status wroga zawsze możesz sobie przywrócić - wskazała na niego palcem unosząc brwi.
- Dobra, idziemy - odparł szybko i wstał. Ona uśmiechnęła się szeroko i ruszyli w stronę wieży Gryffindoru.
- Obłuda, a on jest ze mną - wypowiedziała hasło, a Gruba Dama skinęła głową, że rozumie skąd się wziął tutaj gość i weszli razem do środka. Zabini rozglądał się wokoło i przyglądał różnym rzeczom.
- Przytulnie tutaj - stwierdził. Nikogo nie było, na całe szczęście, przeszło przez myśl Hermiony. Gdy zaczęła wchodzić po schodach, zapomniała o tym, że chłopcy nie mają wstępu do ich dormitorium, a schody zamieniają się w zjeżdżalnie. Wywróciła oczyma i wyjęła różdżkę.
- Dante! - Machnęła nią i już. Blaise patrzał na nią z uniesioną brwią, ponieważ nic nie zauważył, żadnej zmiany. Patrzał na nią pytająco, a ona jedynie się zaśmiała widząc jego minę.
- Rzuciłam zaklęcie na schody, żeby nie zamieniły się w zjeżdżalnie - odparła naturalnie a on dopiero teraz zaskoczył.
- Aha, no tak! Zjeżdżalnia, tylko? U nas korytarz do dziewczyn zamienia się w bagno i nie można później z niego wyjść - wzdrygnął się na wspomnienie tego. Hermiona zachichotała i zaprowadziła do swojego pokoju. Gdy weszli, rozglądał się chwilę i przystanął przy jej mini biblioteczce.
- Masz dużo książek.
- Myślałam, że cię to nie zdziwi - odparła.
- Dużo o mnie nie wiesz - wyszczerzył zęby i opadł na kanapę. Ona usiadła na fotelu i postawiła dwa duże piwa. Blaise otworzył je różdżką i podniósł. Uderzyli butelką o butelkę i powiedzieli równo:
- Rozejm! - Zabini wypił spory łyk, a Hermiona sączyła delikatnie napój.
- Co w ogóle cię tak wzięło na naprawianie brudów z przeszłości? - Zapytała po chwili milczenia. Spojrzał na nią a później w okno.
- Zrozumiałem, że nie chcę być taki jak kiedyś. Wiesz, mówią, że wojna zmienia ludzi - uśmiechnął się - to po części prawda. Ale to nie wojna, tylko nasze sumienie, nasza dusza. Żyłem jak większość ludzi ze Slytherinu, naśmiewanie się ze szlam, głupie wybryki, pakowanie się w kłopoty - Granger chrząknęła, gdy usłyszała dwie ostatnie czynności, on jedynie wytknął jej język - a najgorsze jest to - wskazał na swoje przedramię. Mroczny Znak był prawie niewidoczny, ale jednak był. Hermiona posłała mu współczujący uśmiech.
- Nie da się tego usunąć? - Zapytała. On pokręcił jedynie głową smutno.
- Nie. Razem z Draco próbowaliśmy wiele razy się tego pozbyć, ale nic z tego. Czarna magia, której nie znamy - wzruszył ramionami i wypił kolejny spory łyk. Granger na wieść o tym, że Malfoy również chciał się tego pozbyć, zdziwiła się. Po Zabinim mogła się tego spodziewać, on zawsze jej się wydawał dobrym chłopakiem i z sercem, ale Malfoy? Ten arktyczny zarozumialec? Potrząsnęła głową. Mijały minuty, a oni rozmawiali o różnych rzeczach. Zaczynając od niemiłych czasów, przechodząc przez wyśmiewanie nauczycieli, aż po plany w przyszłość. Blaise opowiadał różne dowcipy, po których Hermiona tarzała się po dywanie i wycierała ogromne jak grochy łzy. Ku zdziwieniu Ślizgona, Gryfonka miała schowaną Ognistą Whisky, którą otworzyli i wypili do dna, a na koniec wyszperali jeszcze jedno kremowe piwo, które rozpoczęli pić razem.
- O kurde, za chwilę obiad! - Pisnęła Hermiona, gdy spojrzała na zegar. Oboje byli dobrze wstawieni, przez głód, który im doskwierał i prawdopodobnie to, że Hermiona miała słabą głowę i po paru szklankach whisky miała już fazę, a resztę musiał wypić Zabini. A ponadto mieszanie alkoholu nigdy nie było wskazane. Siedzieli teraz razem oparci o ramę łóżka i trzymali jedną butelkę piwa.
- Kurde, chyba się zakochałem - zaczął niewyraźnie Ślizgon.
- Ty?! - Zapiszczała - potraficie się zakochać? - Wymamrotała i zaśmiała się.
- Bardzo śmieszne, Granger - oburzony wziął łyka - owszem umiemy - oznajmił podnosząc palec - aż do śmierci, chyba - Hermiona zaśmiała się.
- A to niebywałe, chciałabym to zobaczyć - czknęła i pociągnęła prosto z butelki.
- Słuchaj, możemy o tym jeszcze porozmawiać - zaczął Blaise - ale przy kieliszeczku - starał się jej pokazać palcami, przy jakim małym kieliszeczku - dobrej wódeczki, którą mam u siebie - ona posłała mu diaboliczny uśmiech.
- A wpuszczą mnie tam? - Zapytała udając smutną.
- Ze mną?! Oczywiście! - Odparł wypinając pierś. Wstał pierwszy i chwiejąc się oparł rękę na kolumnie jej łóżka i pomógł jej wstać. Cały czas w ręku trzymała butelkę z Kremowym Piwem. On zawiesił na jej szyi umięśnioną rękę a ona złapała go w pasie i chwiejnym krokiem ruszyli do wyjścia z Pokoju Wspólnego.
- Pieprzone schody, u nas nie ma schodów! - Zawołał Zabini, gdy schodzili, a on się potknął. Kilkoro Gryfonów, którzy siedzieli na kanapie przy kominku, spojrzało na nich zdumionym wzrokiem. Nikt nie odważył się nic powiedzieć, ale widząc ich stan, zaczęli się zwyczajnie śmiać.
- Nie przejmuj się, to nie z nas się śmieją - zapewniała Granger i machała otwartym piwem.
- Uważaj, bo wylejesz - powiedział przejęty i wyszli na korytarz. Schodzili schodami w dół i gdy byli na samym dole, zeszli nie tam gdzie trzeba i musieli iść praktycznie od głównego wejścia.
- Cholera, wstrętne schody - warknął Blaise. Hermiona trzymała go kurczowo w pasie i wzięła łyk piwa. Nagle zrobiła duże oczy i wybuchła śmiechem.
- Dobrze, że Filch nas nie złapał!
- O kurwa, nie byłoby z nami ciekawie - odparł i przyłożył palec do ust.
- Ale lepiej być cicho - ona skinęła głową, że zgadza się z nim i dalej szli chwiejąc się.
- Nanana - zaczął podśpiewywać Ślizgon, a Hermiona tylko się śmiała. Nagle za plecami usłyszeli.
- Diabeł?!
- Miona?! - Granger udała zszokowaną minę i razem z jej kompanem odwrócili się do osób, które ich wołały. Na korytarzu z wielkimi oczyma stał cały skład główny i rezerwowych drużyny Hogwartu. Wszyscy patrzeli jakby właśnie zobaczyli, co najmniej Voldemorta. Na samym środku grupki stał zdziwiony Malfoy, który był ubrudzony od błota i spocony, zresztą jak cała reszta. Obok niego stała Ginny, Harry i Ron. Cała czwórka patrzyła chyba z największym szokiem.
- O cześć Smoczuś! - Zawołał Zabini - idziemy sobie walnąć kieliszeczka - kolejny raz pokazywał palcami, jakiego małego.
- Kieliszeczka?! - Zawołał zdumiony blondyn.
- No tak, z Hermionką - spojrzał na nią i wyszczerzył zęby, a ona jedynie mu wtórowała i również ukazała rząd białych zębów.
- Hermionką?! - Zawołał Harry i Ruda.
- Jesteście pijani! - Malfoy przeżył kolejny szok. Bo pijany Diabeł to normalka. Ale pijana Granger, w rękach Diabła to abstrakcja!
- Niieee - odparł robiąc dziwną minę. Granger czknęła lekko, na co wszyscy wybuchli śmiechem. Ginny podbiegła do niej i przytuliła ją mocno, a blondyn odciągnął swojego przyjaciela.
- Trzeba ich zanieść do dormitoriów - zarządziła Ginewra. Malfoy jedynie skinął głową i udali się w przeciwne strony.
- Pomóż mi Harry - zawołała ignorując Ronalda. Zanieśli dziewczynę do jej dormitorium, gdzie zastali puste butelki po piwie i Ognistej. Położyli ją już i tak śpiącą na łóżko.
- Co tu się dzieje - pokręcił głową Wybraniec.
- Nie mam pojęcia - żachnęła Weasley, dalej rozkojarzona po wczorajszym wieczorze. Ale to było jeszcze straszniejsze. Zostawili ją samą i poszli na obiad.
~~~


- Smoczuś! Nawet nie wiesz, jaka ta Granger jest zajebista! - Mamrotał Zabini, gdy Malfoy prowadził go do lochów. Nie dość, że przeżył przed chwilą szok, to jeszcze się zdenerwował. Nie lubił, gdy jego najlepszy przyjaciel pił bez niego, w dodatku ze SZLAMAMI; że musiał go teraz nieść prawie, bo upił się ze SZLAMĄ. Nie chciało mu się wierzyć w to, co opowiada jego kumpel. Granger fajna? Granger pije? To akurat widział na własne oczy, ale chyba nigdy nie doświadczy niczego miłego w jej towarzystwie. Zresztą, nawet nie ma takiego zamiaru. Teraz przynajmniej będzie miał kolejny powód do śmiania się z tej małej głupiutkiej kujonicy. To był chyba jedyny plus.
- Blaise, nie chrzań głupot - odparł zmęczony już jego ględzeniem. W duchu modlił się jedynie, żeby nie spotkał na korytarzu żadnego nauczyciela, w końcu był obiad, więc nie powinien.
- Nie chrzanię! - Udał zdenerwowanie.
- Granger to szlama, ośle. Nigdy nie będzie fajna - mruknął, gdy schodzili po schodach do lochów.
- I tu się mylisz, mój drogi przyjacielu - uniósł palec do góry i przystanął, denerwując przy tym blondyna - a poza tym, nie mów do niej szlama! - Oburzył się.
- Co wy piliście, że mózg zgubiłeś? - Uniósł brew oczekując odpowiedzi.
- Hej! Wcale nie zgubiłem! Wiem, co mówię. Jakbyś może przestał jej docinać, to być zobaczył, jaka jest fajna - mruczał. Draco pociągnął go, żeby się ruszył. Po kilku minutach byli w Pokoju Wspólnym.
- Ona nie jest fajna, głąbie.
- Jest - upierał się.
- Jutro o tym pogadamy, jak dojdziesz do siebie, bo teraz jesteś nie do życia - zrzucił go na łóżko u siebie w pokoju. Blaise ziewnął głęboko i wtulił się w poduszki blondyna. Gdy ten chciał wejść do łazienki, żeby się umyć i przebrać, Zabini poderwał głowę.
- Jakbyś z nią normalnie pogadał, to byś zobaczył, że to jest mega laska! - Dodał z uniesionym palcem i opadł na poduszki, zanurzając się w głębokim śnie. Malfoy pokręcił głową i zaśmiał się pod nosem.
- Nawet gdyby, Diable. To ona i tak mnie nienawidzi - westchnął wiedząc, że przyjaciel go nie słyszy i zamknął się w łazience. 

21 komentarzy:

  1. Boski rozdział!
    Uwielbiam Joe'go! <3
    Zabini pijący z Granger o.O Świetny pomysł i świetnie to opisałaś xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a i jeszcze masz błąd: nie pisze się piany tylko pijany ;D

      Usuń
    2. oj, faktycznie! dziękuję, nie zauważyłam go ;D

      Usuń
  2. Pijana Granger.:D To jest świetne.:p
    Czekam na kolejny.
    pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Joe jest najlepszy! ♥
    Dobrze, że Blaise zaproponował zawieszenie broni. Miło mnie tym zaskoczyłaś ^^
    Teraz jestem pewna na sto procent: kocham Twojego bloga! :*
    pozdrawiam, em.
    potterowskie-co-nieco.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach ten Diabełek on to ma bardzo fajne pomysły. Zawieszenie broni z Mioną jestem za. Zabini zakochany na zawsze no proszę a taki był z niego casanowa. Ginny też już coś zaczyna do niego czuć niech rzuci tego Deana nie dorasta do piet Zabiniemu. Rozdział super jak zawsze trzymaj tak dalej. Karola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, za te komentarze i że tak długo wytrzymujesz ze mną :D:*

      Usuń
  5. Hermiona i libacja alkoholowa jestem w szoku ale w tym pozytywnym..). Bardzo lubię tego bloga bohaterowie są prawdziwi z krwi i kości. Mam nadzieję że szybko dodasz nowy rozdział. Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już nie długo, wszystko w zakładce 'informacje'! :)
      dziękuję! :)

      Usuń
  6. świetny rozdział. Pijana Hermiona - super Ci to wyszło. Twoje opowiadanie na prawdę czyta się z wielką przyjemnością. Wgl podziwiam cię za takie długie rozdziały, które na dodatek tak szybko piszesz. BRAWO.
    Wpadnę tu na 10 ;) A i zapraszam do mnie na nowy rozdział jak masz czas;) Pozdrawiam ;) Syntia

    OdpowiedzUsuń
  7. Pijana Hermiona - niesamowite.
    Przemyślenia pijanego diabła - jeszcze lepsze.
    A ostatnie słowa Draco mnie poruszyły.
    Wenki życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten rozdział jest genialny. Nie spodziewałam się, że Diabeł zaproponuje zawieszenie broni a tego że urządza libacje to już wgl ;) pozdrawiam i życzę weny na kolejne tak świetne rozdziały ;>

    OdpowiedzUsuń
  9. "idziemy sobie walnąć kieliszeczka - kolejny raz pokazywał palcami, jakiego małego." - wyobraziłam to sobie i normalnie śmiałam się dobre kilka minut :D Uwielbiam takie rozdziały z dużą dawką humoru!

    OdpowiedzUsuń
  10. staram się jak mogę, żeby czytelnicy chociaż trochę się pośmiali, a nie tylko czytali smętne nudy :D

    OdpowiedzUsuń
  11. jezu, leze ahahahahhahhahahahahahahahahha XD Kocham Cię za ten rozdział. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem dlaczego , ale Joe nie podoba mi się jakoś , taki podejrzany , słusznie czy niesłusznie - okaże się :) Czytam dalej . Czekam na rozwinięcie motywu miłosnego Dramione :D

    OdpowiedzUsuń